1000 dostaw na Uber Eats – dzień, w którym dobiłam do celu

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godz. 40 min.
💵 161,51 zł (0 zł napiwków)
💰 28 zł na godzinę
🛒 13 dostaw / 75 km
🍔 Wolt / Uber
Miałam znowu kilka dni przerwy, ale pogoda była taka sobie, więc niewiele straciłam. Dziś za to było ładnie i słonecznie, choć silny wiatr dawał się we znaki i jeździło się wyraźnie ciężej.
Muszę się czymś pochwalić – właśnie stuknęło mi 1000 dostaw na Uber Eats! 🎉
Pamiętam, jak kiedyś sama zamawiałam jedzenie i przyjechał kurier z takim wynikiem. Byłam wtedy w totalnym szoku – myślałam, że 100 dostaw to już bardzo dużo, a 1000 wydawało mi się czymś wręcz nieosiągalnym. Kojarzyło mi się to z kimś mega doświadczonym, kto jeździ non stop. A jednak… nie trzeba było aż tak długo czekać, żeby samemu do tego dojść 🙂
Tysięczne zamówienie było symboliczne – odbiór z Solleim na Gaju. Co ciekawe, musiałam na nie czekać aż 20 minut, bo tak życzył sobie klient. Mogłam je anulować i nawet mi to sugerowano, ale uparłam się, że zaczekam. Brakowało mi dokładnie jednej dostawy do tego wyniku, więc nie było mowy o odpuszczeniu. Usiadłam spokojnie i czekałam i w końcu się udało.
Początek dnia był średni – pierwszy kurs na Uber to aż 10 km za 21 zł. Słaba stawka, ale wzięłam, bo brakowało mi kilku kursów do tysiąca, nie było alternatyw, a trasa była mi dobrze znana: z Bielan ze Starbucksa na Krzyki, więc przynajmniej wracałam w swoje rejony. Zajęło to prawie 40 minut, ale potraktowałam to jako rozgrzewkę.
Potem już poleciało:
– pizza 3,5 km za 10 zł
– ramen 4 km za 11 zł (do kancelarii, bardzo miła klientka)
– bistro 2,2 km za 10 zł
Po drodze zrobiłam krótką przerwę na zdjęcia – coś trzeba wrzucić na bloga 😉
Później odezwał się Uber, nareszcie – zbieram te zamówienia trochę jak Pokemony 😄
Wpadła zabawna dostawa z Biedronki: tylko cukierki, żelki i napój, więc lekko i przyjemnie. Potem kolejne kursy, trochę czekania, trochę jeżdżenia – a ja cały czas z tyłu głowy: „jeszcze jedno i będzie 1000”.
No i w końcu – jest! Solleim na Gaju. Dojeżdżam… i informacja: 20 minut czekania. Idealnie 😅 Inny kurier pewnie by odpuścił, ja może też w innej sytuacji, ale nie tym razem. To musiało być to zamówienie. Poczekałam, odebrałam i ruszyłam do klientki.
I wtedy… pyk – 1000 dostaw!
Naprawdę poczułam satysfakcję i dumę.
Po tym Uber się rozkręcił – jeszcze kilka kursów, w tym jeden do szpitala. Myślałam, że standardowo pod wejście, a tu niespodzianka – spacer po korytarzach i szukanie oddziału 😅 Pytałam ludzi, rozkładałam ręce jak Travolta z memów, aż w końcu zadzwoniłam. Na szczęście klientka wyszła mi naprzeciw – bardzo sympatyczna osoba.
Na koniec jeszcze kilka kursów, w tym jeden w stronę domu. Uber próbował mnie jeszcze skusić paczką, ale już byłam zmęczona i głodna, a powrót byłby na pusto, więc odpuściłam.
Podsumowując – dzień intensywny, momentami ciężki przez wiatr, ale bardzo satysfakcjonujący. Wyszło więcej, niż planowałam, choć mniej niż chwilami liczyłam – klasyka 😄
No i napiwki dziś nie dopisały… ale cóż, bywa.
Najważniejsze: 1000 dostaw na Uber Eats. 🚴♀️💪







