22 zł na godzinę i willa z basenem coraz bliżej

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 10 min.
💵 71 zł (0 zł napiwków)
💰 22 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 38 km
🍔 Uber / Wolt
Robię postępy. Wczoraj wyszło 19 zł na godzinę, dziś już 22 zł. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo kupię willę z basenem na Hawajach. 😎
A tak serio, wiem, że zaczyna się lato, ale ludzie przecież nadal jedzą. Co roku jest jednak ten sam scenariusz: robi się ciepło i nagle zamówień jak na lekarstwo. Gdyby nie Uber, wróciłabym dziś praktycznie z niczym. Przez większość dnia tylko on dawał kurs za kursem, a Wolt odezwał się dopiero pod sam koniec, wrzucił jedno zamówienie i znowu zapadł w sen zimowy.
Do tego mocno wiało, więc jeździło się ciężko. Oszczędzałam baterię, a prognozy straszyły dwoma godzinami deszczu, a Wolt nawet dorzucił bonus +40%. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna – piękne słońce, gorąco, błękitne niebo, a z deszczu poczułam może jedną samotną kropelkę.
Ledwo wyjechałam, a Uber od razu rzucił McDonalda – 4,6 km za 12 zł. Co ciekawe, dostawa była z powrotem na moją „wioskę”, więc pomyślałam, że jeśli faktycznie zacznie lać, będę miała blisko do domu. Potem kolejny Uber – hamburgery, 3,5 km za 9 zł. Następnie restauracja grecka, do której od razu dobrało się drugie zamówienie z tajskiej knajpy. Łącznie 5 km za 17 zł.
Później znów McDonald’s – 2,2 km za 8 zł. Dostawa do przychodni weterynaryjnej. Podjeżdżam, zamknięte. Dzwonię – klient nie odbiera. Objechałam budynek, z tyłu też nikogo. Czekam chwilę, już miałam ruszać dalej i nagle widzę klienta idącego z naprzeciwka. Jak się okazało, mieszkał w domu po drugiej stronie ulicy pod zupełnie innym numerem. Czasami naprawdę zastanawiam się, po co aplikacja prosi o numer domu.
Kolejne zamówienie? Oczywiście McDonald’s. 4,5 km za 11 zł, ponownie na moją wioskę. Tym razem trochę naszukałam się adresu, ale klient przygotował tak szczegółowe instrukcje, że dostałam nawet zdjęcia miejsca, gdzie zostawić jedzenie. Pełen profesjonalizm.
Potem Uber próbował mnie wyciągnąć na Gaj – 6 km za 14 zł. Podziękowałam. Za daleko, za mało opłacalnie, a mój sprytny plan na dziś zakładał trzymanie się własnej dzielnicy.
I wtedy wydarzył się cud.
Wolt żyje!
Kuchnia indyjska, 2 km za prawie 12 zł, pewnie już z bonusem +40%. Zamówienie było spore, plecak zrobił się ciężki, ale na szczęście dostawa blisko. Trafiłam też do bardzo ciekawego bloku – pełno roślin, zieleni i przyjemnych zakamarków. Wyglądało to tak ładnie, że musiałam zrobić zdjęcie.
Po dostawie jeszcze chwilę poczekałam na kolejne kursy, ale nic już nie wpadało. Skoro aplikacje postanowiły zakończyć pracę wcześniej ode mnie, nie było sensu marnować czasu. Zwinęłam się więc do domu i resztę niedzieli spędziłam na odpoczynku.
Zapowiada się piękne lato na delivery! (sarkazm) 😅🚴♀️
