44 km, 5 godzin i jazda na oparach

🌇 Wrocław
🚲 Rower górski
⌚ 5 godzin
💵 78,95 zł (0 zł napiwków)
💰 15,79 zł na godzinę
🛒 8 dostaw / 44 km
🍔 Uber Eats
Drugi dzień jako kurierka Uber Eats był totalnie szalony i wyczerpujący. 5 godzin jazdy rowerem, 44 km przejechane.
Do domu wróciłam resztkami sił. Zrobiło mi się słabo ze zmęczenia, z głodu i pragnienia. Na ostatnim kilometrze, już blisko domu, zatrzymałam się, zamknęłam oczy i dosłownie prosiłam o siły, żeby tylko dojechać i napić się wody.
Trochę się zagalopowałam z ilością kilometrów, bo dziś wpadało zamówienie za zamówieniem – nawet dwa jednocześnie i ledwo się wyrabiałam. Nie zdążyłam skończyć jednego, a już pojawiało się kolejne. Zdarzało się, że miałam dwie torby z jedzeniem naraz.
Ledwo wyjechałam z domu i cyk – zamówienie. McDonald’s, i to akurat na moją ulicę! Ucieszyłam się niesamowicie, bo znam dzielnicę i GPS był zbędny 😃
Plan był taki, żeby chwilę poczekać w parku na kolejne zamówienia. Minęło pół godziny – cisza. Ruszyłam więc dalej w miasto. Podjechałam pod kebaba, czekałam dość długo, ale nikt nie zamawiał, mimo że wokół było pełno knajp.
Już powoli wracałam w swoje okolice, gdy nagle – sygnał. Trzeba było zawrócić. Potem kolejne zamówienie i jeszcze jedno.
Trafiłam w zupełnie nowe miejsce – ulice i budynki, których wcześniej nie widziałam na oczy. Nigdy bym nie pomyślała, że ogarnę to wszystko, a jednak całkiem sprawnie nawigowałam i dostarczałam zamówienia.
Nawet windą jechałam kilka razy – najpierw z pomocą kobiet, a potem już sama wjechałam aż na 11-ste piętro. Normalnie pobiegłabym schodami, ale nie po tylu godzinach jazdy.
Ludzie byli bardzo mili i uprzejmi. Pogadałam z kobietami w restauracjach, z klientami – było dużo uśmiechu i śmiechu.
Zmęczona wracam, jestem już prawie u siebie… i wpada kolejne zamówienie. Myślę: dobra, ostatnie i wracam. Odbieram, rozmawiam z miłą kobietą, patrzę na dystans i… 7 km.
Krzyknęłam z niedowierzania 😃
Kobieta się śmieje, a że jeszcze padał deszcz, w którym jeździłam już kilka godzin, to życzy mi powodzenia. Mi mina trochę zrzedła 😃
Jadę i końca nie widać. Słabo mi, totalne wyczerpanie, wody coraz mniej. Dowiozłam zamówienie i chciałam jak najszybciej wyłączyć aplikację i się wylogować… i pyk – kolejne dwa zamówienia.
Nie potrafiłam anulować, więc przyjęłam. Wypiłam ostatnią kroplę wody i musiałam znaleźć w sobie resztki sił, żeby dojechać.
Po ostatnim zamówieniu czym prędzej się wylogowałam. Na szczęście do domu dzieliły mnie już tylko 3 km, które przejechałam dosłownie na oparach. W domu piłam wodę jak szalona.
Jednego zamówienia mi nie policzyli – nie zapłacili za dostawę, którą wykonałam. Cóż, aplikacja ma sporo błędów i coś pewnie nie zadziałało. Nawet miałam dziś dostawę do szpitala.
Finansowo dzień wyszedł znacznie lepiej niż wczoraj – prawie 80 zł. A spokojnie można zrobić 100-200 zł dziennie, tylko potrzeba sił, czasu i najlepiej roweru elektrycznego, bo na zwykłym można się po prostu zajeździć.
Jak tak dalej pójdzie, to zrobię dziesięciokrotnego Ironmana – bez pływania… chyba, że w brodziku dla dzieci 😃
