90 km na rowerze, 17 dostaw i kierowca, który prawie wjechał w policję

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
7.5 godzin
💵 234,34 zł (20,5 zł napiwków)
💰 31 zł na godzinę
🛒 17 dostaw / 90 km
🍔 Uber / Wolt

Pisząc to, jest już dość późno. Dopiero późnym wieczorem wróciłam do domu po prawie ośmiu godzinach jazdy na rowerze. Łącznie przejechałam dziś 90 kilometrów. To był naprawdę intensywny dzień – praktycznie cały czas byłam w ruchu. Pod koniec byłam już zmęczona i głodna, bo przez tyle godzin nie znalazłam nawet chwili, żeby coś zjeść.

Początek dnia zapowiadał się średnio. Zamówień było niewiele, a dodatkowo ubrałam się w krótkie spodenki i cienką bluzkę z długim rękawem. Wiał silny, zimny wiatr i czułam się trochę dziwnie, mijając kurierów ubranych w zimowe kurtki. Z drugiej strony, oni potrafią jeździć w takich kurtkach nawet przy 35 stopniach, więc to żaden wyznacznik pogody. Na szczęście z każdą godziną robiło się coraz cieplej. Słońce ogrzało ulice i mimo mocnego wiatru jeździło się już naprawdę przyjemnie.

Dawno nie miałam tak dobrego dnia. I mówiąc „dobrego”, nie mam na myśli godzinówki, bo ta wyszła przeciętnie, ale całkowity zarobek był bardzo satysfakcjonujący.

Już drugi dzień z rzędu jeździłam bez głosu w Google Maps. Nie mam pojęcia, co się stało. Aktualizacja aplikacji nie pomogła, więc będę musiała usiąść i poszukać rozwiązania.

Pierwsze zamówienie wpadło na Wolcie – McDonald’s, 3 km za 11 zł. Chwilę później Wolt zaskoczył mnie zleceniem z Domino’s Pizza. Nigdy wcześniej stamtąd nie dostarczałam, bo zwykle mają własnych kurierów na skuterach. Tym razem 2,5 km za 11 zł.

W międzyczasie zadzwonił do mnie partner flotowy w sprawie aktywacji konta Glovo. Niestety nadal są problemy z logowaniem, więc nie wiem, czy coś z tego będzie. Dobrze jednak mieć więcej aplikacji do wyboru, zwłaszcza gdy na Wolcie czy Uberze jest cisza.

Potem Uber dał McDonald’s – 1,8 km. Klient dorzucił 5 zł napiwku, więc łącznie wyszło 12 zł. Następnie Wolt – greckie jedzenie, 3,2 km za 11 zł. Tam chwilę poczekałam na odbiór.

I teraz najlepsze. Jadę sobie ulicą, mam pierwszeństwo, a z prawej strony auto próbuje włączyć się do ruchu. Pomyślałam: „Spokojnie, jestem jeszcze kawałek i tak bym go puściła”. Kierowca nagle rusza… prosto na radiowóz! Dosłownie omal nie wjechał w policję. Policjanci zatrąbili tak głośno i długo, że aż zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. Chwilę później wybuchnęłam śmiechem. Gdyby ktoś to nagrał, byłby internetowy hit. Jestem niemal pewna, że kierowca zakończył tę przygodę mandatem i punktami karnymi. Trafił idealnie…

Dalsza część dnia wyglądała równie intensywnie. Wietnamskie jedzenie – 3 km za 9 zł plus 3 zł napiwku. Do tego dobrało ramen – 1,3 km za 7 zł. Uber co jakiś czas próbował mnie wysłać na bardzo dalekie kursy po 10-20 kilometrów na północ miasta albo nawet na wieś. Przykładowo 22 km za 56 zł.

Później był McDonald’s na Uberze – 1 km za 6 zł, dostawa do pobliskiego biura. Następnie Burger King z Bielan na moją wioskę – 10 km za 20 zł. Uber oferował dziś też kilka paczek, ale za dalekie trasy i zbyt niskie stawki.

Kolejne zamówienia to między innymi greckie jedzenie – 1 km za 6 zł oraz kuchnia gruzińska z Wolta – 4,5 km za 17 zł plus 5,50 zł napiwku.

Potem trafiła się pizza na gotówkę – 3 km za 14 zł, dostawa do Radomierzyc. Wydając klientce resztę, powiedziałam:
„Ale super się złożyło – ulica Lawendowa i jeszcze lawendy rosną!”. Akurat na podwórku rosły przepiękne krzewy lawendy. Klientka uśmiechnęła się i obie się pośmiałyśmy.

Następnie Uber – McDonald’s, 6 km za 14 zł. Byłam już zmęczona i chciałam powoli kierować się w stronę domu, ale wtedy Wolt wysłał mnie na Gaj z sushi – 6,5 km za 22 zł plus 3 zł napiwku. Drzwi otworzyła przemiła starsza pani, która kilka razy serdecznie podziękowała za dostawę. Takie momenty naprawdę poprawiają humor.

Na koniec jeszcze Pasibus z Gaju – 4 km za 17 zł, do tego dobrało zamówienie z koreańskiej budki – dodatkowe 2 km za 8 zł. Obie dostawy były w kierunku domu, więc idealnie się złożyło. Potem McDonald’s – 3,7 km za 12 zł i już naprawdę ostatnie zamówienie: kuchnia gruzińska, 5,5 km za 18 zł.

To była moja siedemnasta dostawa tego dnia. Siedemnaście! Sztos.

Po wszystkim wracałam do domu osłabiona, zmęczona i bardzo głodna, ale jednocześnie ogromnie zadowolona z wyniku.

Po drodze zajrzałam jeszcze do serwisu rowerowego. Chciałam wymienić łańcuch, ale muszę poczekać na dostawę części. Mechanik stwierdził, że obecnego jeszcze nie trzeba wymieniać. Widocznie trochę za bardzo wzięłam sobie do serca dbanie o nowy rower. 😄

I znowu nie miałam czasu zrobić zdjęć na bloga. Udało mi się tylko na szybko cyknąć kilka fotek na klatce schodowej u klienta. Byłam tak skupiona na pracy, że szkoda mi było zatrzymywać się na dłużej.

Za to napiwków było dziś naprawdę sporo, co bardzo mnie ucieszyło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *