Błoto, lód i 40 zł

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
2 godziny
💵 44,56 zł (0 zł napiwków)
💰 22 zł na godzinę
🛒 3 dostawy / 28 km
🍔 Wolt / Uber

Fajny dzień, taki… nie za bogaty.
Za oknem wiosenna pogoda, około +7°C, więc stwierdziłam, że szkoda nie skorzystać i pojechałam na delivery. W praktyce jednak wcale nie było tak ciepło, jak wyglądało – momentami zmarzłam, zwłaszcza gdy wiatr dawał o sobie znać.

Zima puszczała, wszystko zaczęło się roztapiać, a to oznacza jedno: błoto absolutnie wszędzie. Do tego miejscami jeszcze lód i śliskie fragmenty, gdzie rowerem dosłownie machało na boki i trzeba było bardzo uważać. W pewnym momencie, wioząc jedzenie do klienta, wjechałam w drogę tak oblodzoną, że nie było wyjścia – zeszłam z roweru i prowadziłam go pieszo, bo jazda groziła glebą.

Po powrocie czekała mnie „nagroda” – prawie dwie godziny mycia roweru, cały w błocie. Patrząc na to wszystko, 40 zł zarobku zdecydowanie nie rekompensuje ani wysiłku, ani sprzątania. Finansowo totalnie się nie opłacało.

Z drugiej strony – ruch to zawsze ruch. Dotlenienie, wyjście z domu, trochę jazdy – tego nie da się przeliczyć na pieniądze.

Pierwsze zamówienie na Uberze było najlepsze tego dnia, choć 11 km za 27 zł to żadna rewelacja. Mimo wszystko przy tych trzech kursach wypadło najlepiej. Łącznie jeździłam około 1,5 godziny, potem jeszcze pół godziny czekałam na kolejne zamówienia, ale nic już nie wpadło. W końcu stwierdziłam, że nie ma sensu stać i marznąć, więc wróciłam do domu.

Taki dzień przejściowy – ani totalna porażka, ani sukces. Trochę jazdy, trochę błota 🚴‍♀️❄️

Podobne wpisy

  • Zagubiona na trasie

    Dziś byłam naprawdę kiepskim kurierem. Totalnie mi nie szło i czułam to od samego początku. Myliłam kierunki, nie potrafiłam sprawnie włączyć się do ruchu, co chwilę schodziłam z roweru, plątałam się, gubiłam rytm i przede wszystkim brakowało mi pewności siebie. Wszystko było jakieś takie nieporadne i pod górkę.

  • Cisza w aplikacjach i wycieczka przez błoto

    Zachęcona i podjarana wczorajszym wynikiem, wyszłam dziś na delivery z dużym zapałem. Niestety rzeczywistość szybko mnie zweryfikowała – od początku wszystko szło pod górkę. Start dnia to klasyczna powtórka z rozrywki: pół godziny czekania w Auchan, a po ponad godzinie pracy na koncie… zawrotne 12 zł. Zamówień prawie nie było, więc chwilami siedziałam w parku, korzystając z pięknej, słonecznej pogody i robiąc zdjęcia, choć mróz dawał się we znaki.

  • Powrót starego wojownika na wrocławskie ulice

    Dziś musiałam odłożyć koronę i przeprosić się ze starym rowerem, który stał nieużywany prawie rok. Wiecie, jak to jest, kiedy raz przesiądziecie się na coś lepszego, bardzo ciężko wracać do starego. To trochę jak zamiana Lamborghini na malucha. Niby pojedzie, niby działa, ale człowiekowi tak bardzo się nie chce. Nowy rower został w serwisie. Niestety coś się zepsuło, podejrzewają awarię silnika, ale jeszcze nie wiadomo, co dokładnie padło. Możliwe, że skończy się na gwarancji i czeka mnie dłuższa przygoda ze starym sprzętem. Po dzisiejszym dniu już czuję nogi. Jeździło się ciężej, wolniej, wspomaganie jest dużo słabsze, na dziurach wszystko trzęsie, bateria mniejsza, a do tego ponad 30 stopni ciepła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *