Bogactwo narodów: 16 zł na godzinę

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3.5 godziny
💵 58,83 zł (0 zł napiwków)
💰 16 zł na godzinę
🛒 5 dostaw / 44 km
🍔 Wolt / Uber
Dzień taki owocny… całe 16 zł na godzinę…
Pogoda absolutnie nie zachęcała do wyjścia – deszcz, wiatr, zimno, ale były chęci, był czas, była energia, więc poszłam. I bardzo szybko okazało się, że zabrakło jednego kluczowego elementu: zamówień.
Stałam, czekałam, krążyłam po okolicy, resetowałam apki z naiwną nadzieją, że może to coś zmieni. Nie zmieniło. Cisza. Po chwili wkurzona ruszyłam nawet 6 km dalej w miasto, licząc, że tam coś się ruszy. Dojechałam… i dalej nic. Kolejne minuty stania, humor leci w dół, zwątpienie, mina jak po pogrzebie.
Dopiero po kilkunastu minutach zapipkał Uber. Dostawa w stronę domu – 6,5 km za 14 zł. Bogactwo narodów. Było zimno, mokro, ulice śliskie, a ja marzłam. Zawiozłam… i znowu cisza.
Znowu ruszyłam w stronę centrum i wtedy jednocześnie odezwał się Wolt i Bolt. Bolta odrzuciłam – daleki odbiór, bez sensu. Wolta wzięłam, chociaż dostawa prawie do centrum, a zupełnie nie chciało mi się tam jechać. Jakby tego było mało, źle skręciłam i zamiast pojechać wygodną ścieżką rowerową, trafiłam na dziurawe, kamienne ulice, jazda z autami, trzepanie rowerem i lekkie „o k***a”. Trochę pietra było.
Dowiozłam, podjechałam pod duże centrum handlowe… i oczywiście znowu nic. Zmarzłam w dłonie, więc założyłam najgrubsze zimowe rękawice, które chciałam wreszcie przetestować. Są bardzo ciepłe, ale oczywiście mniej sprytne od cieńszych, gorzej z dotykiem w smartfonie, więc musiałam co jakiś czas zdejmować, by obracać mapką. Ale to dlatego, że mają długie palce i nie są aż tak dobrze dopasowane do moich dłoni.
Wracam w stronę domu, Uber wyskakuje z propozycją: 9 km za 22 zł. Odrzuciłam bez żalu – dojazd do restauracji kilka kilometrów, dostawa na Jagodno, czyli klasyczne zadupie, z którego wraca się na pusto, i to w taką pogodę. Nie, dziękuję.
Na koniec trzy zamówienia na Wolcie, wszystkie pizze z Papa John’s. Przy pierwszej zaczęło lać jak z cebra. Po chwili byłam kompletnie przemoknięta, rower cały w błocie. U klientki kapało ze mnie jak z mokrego psa, a ona chciała wydać co do grosza – nawet 2 grosze. Plus taki, że pierwszy raz w życiu użyłam kasetki na monety. Faktycznie wygodna, przynajmniej coś z tego dnia na plus.
Postawiłam rower pod daszkiem, chwilę odstałam, zastanawiałam się, czy to w ogóle ma sens. Ruszyłam w stronę domu… i wpadły jeszcze dwie pizze. Jak przestało padać, to ubrania szybkoschnące wyschły w miarę szybko.
Szczerze? Jeździłabym nawet w taką pogodę, gdyby były zamówienia. Ale ich znowu nie było.
Efekt końcowy: niecałe 60 zł, 16 zł na godzinę, rower znowu do mycia.
Bardzo słaby dzień. Dawno takiego nie miałam i serio nie wiem, dlaczego akurat dziś i to przy takiej pogodzie było aż tak pusto.


