Ciężki plecak, rekord napiwków i bliskie spotkanie z autobusem

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godz. 40 min.
💵 199,37 zł (42 zł napiwków)
💰 35 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 63 km
🍔 Wolt / Uber

Przepiękna dziś pogoda – słońce, około 18 stopni, praktycznie bez wiatru. Idealne warunki na rower, aż chciało się jeździć bez końca. Już po kilku minutach było tak ciepło, że w parku zrobiłam szybki pit stop, zdjęłam bluzę i założyłam cienką warstwę. W słońcu naprawdę robiło się gorąco.

Nie zdążyłam się nawet dobrze rozpędzić, a tu od razu podwójne zamówienie na Wolt – 5,3 km za 20 zł: Auchan + tajskie jedzenie. I już przy pierwszym kursie zaczęła się przygoda.

W Auchanie czekałam jakieś 15 minut. W końcu dostaję zamówienie – dwie solidne, ciężkie torby. Pakuję do plecaka i… trach – urwała się końcówka zamka. Niby tragedii nie ma, bo częściej otwieram plecak od góry, ale i tak człowiek się wkurzy na starcie. Zakładam plecak – ciężar konkretny, aż nogi się uginają.

Jadę po tajskie jedzenie. Dostaję małą torbę i myślę: „ok, dam radę”. I wtedy aplikacja proponuje dobranie kolejnego zamówienia za +4 zł… które okazuje się wielką, ciężką torbą. Patrzę na panią za barem i śmiejemy się, że chyba zaraz eksploduję z tym wszystkim na plecach. Przez chwilę myślałam, żeby anulować, ale ostatecznie jakoś wszystko upchnęłam.

Podnoszę plecak… ledwo. Ręce aż się uginają, więc stawiam go na krześle, żeby w ogóle móc go założyć. Pani życzy mi powodzenia, ja mówię, że na szczęście dostawy są blisko i „jakoś to będzie”. No i było – choć ledwo szłam, a gdyby nie rower elektryczny, to byłoby naprawdę ciężko.

Pierwsza dostawa – najlżejsza, gotówkowa. Klientka mówi, żebym nie wydawała reszty – 7 zł napiwku. Już się ucieszyłam.
Druga – ciężkie zakupy z Auchanu – kolejne 4,50 zł napiwku.
Na koniec ta dodatkowa torba za +4 zł… i aż 20 zł napiwku!

Serio, jedno potrójne zamówienie i napiwek od każdego klienta. Łącznie 52 zł za około 5 km i jakieś 40 minut pracy (razem z czekaniem). Sztos.

Potem chwilę ciszy, więc podjechałam do parku porobić zdjęcia kwiatów. W kadr wszedł uroczy piesek, podszedł i obwąchał mi twarz. Właściciele się śmieją, ja też – totalnie spontaniczna, miła chwila.

Dalej już klasyka dnia kuriera:

  • McDonald’s – 1,7 km za 7,50 zł
  • śmieszna propozycja z Uber Eats – ponad 8 km za 24 zł za centrum (odrzucone)
  • kolejny McDonald – 0,5 km za 7 zł
  • kurs na Jagodno – 6 km za 21 zł (w taką pogodę sama przyjemność)

No i klasyk: jak raz pojedziesz na Jagodno, to już tam zostajesz 😄 Wolt zaczął rzucać same dalekie kursy do centrum, więc kilka razy odrzucałam. Na szczęście Uber podrzucił coś sensownego lokalnie.

Potem perełka: SPAR – 3 km za 30 zł. Biorę w ciemno… i dopiero później patrzę na listę zakupów: 23 kg. No ludzie… na rower?! Nawet 8 kg to dużo, a co dopiero tyle. Anulowałam bez wahania.

Dalej było już przyjemniej – w końcu trafił się kurs z miejsca, na które czekałam: Solleim. Wczoraj sama tam jadłam i pomyślałam, że fajnie byłoby dostać stamtąd zamówienie. No i proszę – 1,8 km za 8 zł. Chwilę później jeszcze jedno łączone zamówienie.

I wtedy… moment, który trochę mnie otrzeźwił.

Jadąc bardziej w stronę centrum, trafiłam na szeroką, ruchliwą ulicę bez ścieżki rowerowej. Trzy pasy, autobus obok. Wybrałam środkowy pas do jazdy prosto. Czułam się niepewnie, było ciasno, auta obok, stres. I w pewnym momencie zrobiłam błąd – zaczęłam zjeżdżać na prawy pas, bo „z przyzwyczajenia zawsze jeżdżę prawą stroną”. Wtedy autobus na mnie zatrąbił – było naprawdę blisko.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, co zrobiłam źle. Powinnam od początku trzymać się jednego pasa i nie zmieniać go nagle. Miałam ogromne szczęście, że kierowca był czujny i zareagował.

Szczerze – to właśnie dlatego nie lubię jeździć w centrum. Czuję się tam mniej pewnie i takie sytuacje tylko to potwierdzają. Przez dłuższą chwilę siedziało mi to w głowie.

Na szczęście reszta dnia już spokojniejsza:

  • Krótkie kursy po 1 km
  • Wroclavia i jazda schodami na górę
  • Pasibus – trochę czekania, ale 10 zł napiwku

Na osiedlu klienta porobiłam zdjęcia, bo wisiała tam kobieta między blokami, trochę sztywna, bo to rzeźba, ale ciekawie to wyglądało.

Na koniec Uber dał pizzę w stronę domu, 6 km za 20 zł. Dostarczyłam i przy rowerze jadłam mus owocowy. Mały chłopiec wyglądał przez okno. Pomachałam, uśmiechnęłam się, on też, po czym zawstydzony schował się za firanką i co chwilę wyglądał, jakbyśmy bawili się w chowanego 😄

Na koniec jeszcze chwila czekania na coś sensownego – nic nie wpadło, więc wróciłam do domu.

Dzień naprawdę udany:

  • świetna pogoda
  • dużo jazdy, ale przyjemnej
  • i przede wszystkim napiwki – aż 42 zł, chyba mój rekord

A i jeszcze jedno – dziś użyłam dzwonka więcej razy niż przez cały rok. Ludzie potrafią iść środkiem ścieżki, całą szerokością, jakby byli jedynymi istotami na świecie 😄

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *