Cisza na Pyszne, pizza z pomyłką i powrót w deszczu

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
6 godz. 20 min.
💵 170 zł (5 zł napiwku)
💰 27 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 74 km
🍔 Uber / Wolt / Bolt / Pyszne

Cisza na trzech aplikacjach

Dziś był wyjątkowo słaby dzień pod względem liczby zamówień. Aż dziwnie po wczorajszym dniu, kiedy roboty było naprawdę sporo. Tym razem od rana miałam nadzieję przede wszystkim na Pyszne.pl, na którym bardzo chciałam pojeździć. Blok miałam zarezerwowany dopiero od południa, więc chętnie wyjechałam wcześniej z domu, żeby coś zarobić przed jego rozpoczęciem.

Niestety rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Wolt, Bolt i Uber – kompletna cisza. Wolt co prawda coś zaproponował, ale były to zakupy z Auchan ważące około 16 kg. Nie było mowy, żebym to brała. Chwilę później Uber rzucił mi kurs 13 km na wieś, który również odrzuciłam. Potrzebowałam czegoś krótkiego, żeby zdążyć przed rozpoczęciem bloku na Pyszne.

Siedziałam na ławce w parku i czekałam. I w końcu jest! Uber dał mi Biedronkę – 4,6 km za 16 zł.

Szybka kalkulacja w głowie. Zamówienie dostałam o 12:05, a o 12:30 miałam rozpocząć blok na Pyszne. Zakupy w Biedronce często oznaczają dodatkowe czekanie, a aplikacja pokazywała, że kurs może zająć około pół godziny. Mimo wszystko przyjęłam. Wiedziałam, że będę musiała się spieszyć.

Wyścig z czasem i bardzo niebezpieczne sytuacje

Pędzę więc do Biedronki. Zakupów było sporo, a wśród nich oczywiście ciężkie rzeczy – między innymi woda i papier toaletowy. Na szczęście tym razem dostałam je dość szybko i mogłam ruszać do klientki.

Cały czas liczyłam, czy zdążę na rozpoczęcie bloku. Wychodziło mi, że powinnam dojechać dosłownie na styk.

W całym tym pośpiechu bardzo pilnowałam jednak bezpieczeństwa. I dobrze, bo ludzie tego dnia jeździli wyjątkowo porywczo. Każdy gdzieś się spieszył, a kilka sytuacji naprawdę mogło skończyć się tragedią.

Jedna z nich wydarzyła się przy przejściu dla pieszych. Starsza kobieta przechodziła przez pasy na zielonym świetle. Stałam po drugiej stronie i nagle zobaczyłam samochód jadący prosto na nią. Krzyknęłam: „Proszę uważać!”, ale niestety mnie nie słyszała. Samochód przejechał na czerwonym i kierowca chciał po prostu zdążyć. Od tragedii dzieliły dosłownie chwile.

Na szczęście nic się nie stało.

Później było jeszcze kilka podobnych sytuacji z udziałem pieszych, rowerzystów i samochodów. Sama również miałam nieprzyjemny moment. Samochód wyjeżdżał i zatrzymał się, żeby mnie przepuścić. Kiedy byłam już w trakcie przejeżdżania, nagle ruszył prosto na mnie. Hamulce poszły w ruch, a z moich ust oczywiście poleciała wiązanka przekleństw.

Naprawdę nie wiem, co się dziś działo z ludźmi. Oba hamulce miałam praktycznie cały czas pod palcami.

Pyszne wreszcie wystartowało… ale zamówień brak

Do klientki dotarłam minutę przed czasem. Włączyłam blok na Pyszne, aplikacja zaczęła szukać zamówień.

I wtedy zaczęło się czekanie.

Jedna minuta. Pięć minut. Dziesięć. Pół godziny. Godzina…

Zero zamówień.

Byłam w szoku. Wczoraj na Pyszne miałam tyle pracy, a dziś kompletną pustkę. Uber co jakiś czas coś podrzucał, ale Pyszne milczało jak zaklęte.

Nie zamierzałam jednak siedzieć przez kolejną godzinę bez zarobku, więc wzięłam Wolta – hamburgery, 5,5 km za 16 zł, z dostawą na Jagodno. Wracałam przy okazji świetną ścieżką biegnącą wokół pola kukurydzy.

Po drodze Uber dał mi Pasibusa z Gaju, akurat z dostawą w kierunku mojej wioski. Dobrałam jeszcze Chingu i wyszło razem 7,6 km za 21 zł. Później wpadł McDonald’s z Ubera – 2,6 km za 8 zł.

A potem znowu cisza.

Skoro nie inne aplikacje, to może Bolt?

Włączyłam Bolta z myślą: „Jak nic nie dają inne aplikacje, to może Bolt coś rzuci”.

I rzucił.

Pizzeria.

W międzyczasie co jakiś czas odpalałam Pyszne z nadzieją, że wreszcie coś się pojawi. Tak bardzo chciałam dziś pojeździć właśnie na tej aplikacji, że ciągle miałam nadzieję, że sytuacja się zmieni.

Na razie jednak Pyszne nadal milczało.

Za to Uber dał Meatologię – 5 km za 13 zł, z dostawą na Jagodno. Co ciekawe, dostałam to zamówienie dwa razy, bo najwyraźniej nikt nie chciał tam jechać. W końcu z nudów je przyjęłam.

Potem Uber dał hamburgery – 3,5 km za 10 zł.

I znowu cisza.

Ponownie włączyłam Bolta, mówiąc sobie, że skoro teraz inne aplikacje nic nie dają, to Bolt na pewno coś znajdzie.

No i znalazł.

Kolejną pizzę.

Pomylone zamówienie

Tym razem jednak nie było już tak przyjemnie.

W pizzerii czekałam kilkanaście minut, aż zamówienie zostanie przygotowane. Dwa razy podawałam numer zamówienia, w końcu dostałam i ruszyłam do klienta – ochroniarza.

Zadowolona wręczam mu jedzenie. Do zamówienia były jeszcze gratisowe figurki z Toy Story. Klient patrzy na mnie zdziwiony i mówi:

„To nie jest moje zamówienie!”

Sprawdzamy wszystko. Okazało się, że zamawiał dużą pizzę, a w torbie były dwa małe pudełka i figurki. Ja byłam przekonana, że to po prostu jakieś małe pizze, bo przecież nie znam rozmiarów oferowanych przez tę pizzerię.

Tyle że to nie ja powinnam się tłumaczyć z pomyłki.

Wkurzyłam się, bo już wcześniej straciłam sporo czasu na czekanie, a na koniec dostałam jeszcze niewłaściwe zamówienie.

Klient próbował wyjaśnić sprawę przez support Bolta, ale wiadomo, że takie rzeczy potrafią trochę potrwać. Ostatecznie zadzwonił bezpośrednio do pizzerii i ustalił, że przyślą mu właściwe zamówienie. Te pomyłkowe również zatrzymał, więc niewykluczone, że ostatecznie dostał dwa zamówienia.

Trudno powiedzieć, jak dokładnie doszło do pomyłki. W pizzerii trudno było się porozumieć i być może numer lub zamówienie zostało źle zrozumiane. Niezależnie od przyczyny takie rzeczy powinny być dokładniej sprawdzane przed wydaniem jedzenia, szczególnie że w lokalu nie było wtedy dużego ruchu.

Najbardziej szkoda mi było po prostu straconego czasu.

A Pyszne nadal milczało

Po tej przygodzie wpadł jeszcze kebab na Uberze – 3,5 km za 9 zł. Klient wyszedł nawet przed bramę, więc dostawa poszła szybko.

I wtedy wydarzyło się coś, na co czekałam od początku dnia.

Pyszne wreszcie się odezwało!

Pierwsze zamówienie było jednak za dalekie i musiałam je odrzucić. Na szczęście kolejne było już idealne – hamburger z mojej okolicy, 1 km za 10 zł.

W końcu!

Chwilę później wpadło następne Pyszne – 3,3 km za 15 zł.

Szkoda tylko, że zamówienia zaczęły pojawiać się dopiero wtedy, kiedy pogoda zaczęła się psuć.

Pyszne zaczęło działać, kiedy zaczęło padać

Przez większość dnia było gorąco i słonecznie. Prognozy zapowiadały jednak deszcz dopiero na wieczór. Niestety przyszedł mniej więcej dwie godziny wcześniej.

Kiedy ruszyłam z kolejnym zamówieniem, zaczęło padać coraz mocniej. Mimo wszystko nie chciałam kończyć, skoro wreszcie Pyszne zaczęło dawać mi dostawy.

Wzięłam kolejne zamówienie – greckie, 5,3 km za 17 zł.

Tylko że deszcz coraz bardziej się rozkręcał. Kiedy dojechałam na miejsce, byłam już przemoknięta. Uznałam więc, że to najwyższy czas zakończyć jazdę.

Na sam koniec wpadł jeszcze Uber – McDonald’s, 2 km za 9 zł. Niestety tam również musiałam długo czekać, więc do domu wróciłam już kompletnie mokra.

Półtorej godziny „pracy” z kanapy

Blok Pyszne miałam zarezerwowany do 19:30. Chciałam go wcześniej usunąć, ale niestety nie można tego zrobić w trakcie jego trwania.

W efekcie przez jeszcze około półtorej godziny formalnie byłam „w pracy” na Pyszne, ale miałam wstrzymane odbieranie zamówień.

Zajechałam do domu, wzięłam prysznic, zjadłam coś i usiadłam z herbatą. Technicznie rzecz biorąc, nadal byłam na bloku, tylko że już z kanapy. 😄

Nie było żadnej możliwości, żebym dalej jeździła w takim deszczu.

Cztery aplikacje i niewielki zarobek

Szkoda, że przez większość dnia Pyszne praktycznie nic mi nie dawało, bo naprawdę zależało mi na jeździe właśnie na tej aplikacji. Ostatecznie udało mi się jednak zrobić trzy dostawy na Pyszne, co trochę zaspokoiło moją potrzebę pojeżdżenia właśnie tam.

A przy okazji wyszło, że dzisiaj jeździłam aż na czterech aplikacjach – Uber, Wolt, Bolt i Pyszne. 😄

Dużo godzin, mało zarobku. Ale zawsze coś.

Bywały gorsze dni. Dziś robiłam, co mogłam, kombinowałam między aplikacjami i próbowałam wycisnąć z tego dnia tyle, ile się dało. Niestety czasami po prostu przychodzi taki dzień, kiedy aplikacje milczą, zamówień jest jak na lekarstwo i niewiele można na to poradzić.

Najważniejsze, że mimo całej tej pustki udało się jednak trochę pojeździć, zaliczyć kilka dostaw na Pyszne i wrócić do domu bez żadnego poważniejszego incydentu. A po takim dniu chyba najbardziej cieszy właśnie gorąca herbata, suche ubranie i świadomość, że na dziś już koniec. 🙂

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *