Czekanie w Auchan i ślizgawka na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 20 min.
💵 114,43 zł (8 zł napiwku)
💰 34 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 40 km
🍔 Wolt / Uber
Wyjechałam z domu i cyk – Wolt. Zamówienie z Auchan. Od razu banan na twarzy, bo ładny start delivery, myślę sobie: no, fajnie się zaczyna. Pędzę szczęśliwa… i po drodze dociera do mnie myśl: kurde, a co jeśli znowu będzie długie czekanie? No i niestety – przeczucie nie zawiodło.
Przychodzę, stoję, czekam. Pani z obsługi mówi, że chłopak kompletujący zamówienia trochę spanikował, bo wpadło kilka zamówień naraz. Na miejscu było już trzech kurierów, wszyscy czekaliśmy. Mija 5 minut, potem kolejne 5… i następne. W końcu podchodzi zabiegany pracownik, podaję numer zamówienia i pytam, ile to jeszcze potrwa. Sprawdza – pozycji niewiele, może trzy – i mówi, że weźmie moje zamówienie w pierwszej kolejności, że szybko to ogarnie.
Finalnie czekałam około pół godziny. Już samo to jest średnie, bo dzień krótki, szybko robi się ciemno, a każda minuta stania to minuta stracona. Za mną stał kurier z Ukrainy – zagadałam, pośmialiśmy się z tego czekania i całej sytuacji. Wieczorem spotkałam go jeszcze raz i z ciekawości pytam, ile on tam w końcu stał. A on na to: 50 minut. Ja aż krzyknęłam: ILE?! 😳 Masakra. Przy nim moje pół godziny to była jeszcze pół biedy, ale i tak szkoda tego czasu.
Mimo wszystko, przez te ponad trzy godziny jazdy udało się uzbierać ponad stówkę, więc nie był to dzień stracony. Warunki na drodze były jednak średnie – mokro, ślisko, a przy hamowaniu koło potrafiło szarpać na boki. Kilka razy byłam naprawdę blisko gleby.
Większość zamówień była dziś z dostawą pod drzwi, bez pukania i dzwonienia. I szczerze? Strasznie mnie to wkurzało. Lubię, kiedy klienci wychodzą, otwierają, jest jakiś kontakt. A dziś wyjątkowo wszyscy jak jeden mąż unikali kuriera, zero interakcji, tylko „zostaw i idź”.
Taki dzień – trochę frustracji, trochę ślizgania się po mokrych drogach, sporo czekania, ale jednak coś się uzbierało. Jak zwykle – delivery w pigułce 🚴♀️😅
