Daleka wycieczka, pomylone zamówienie i dostawa do tira

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godz. 20 min.
💵 183,36 zł (2,85 zł napiwków)
💰 34 zł na godzinę
🛒 13 dostaw / 60 km
🍔 Wolt / Uber

Nareszcie wyszłam na delivery.
Dwa dni przerwy to zdecydowanie za długo – miałam wrażenie, jakby trwały dwa miesiące. Wyszłam z domu dość późno i szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że dobiję nawet do 100 zł, a ostatecznie skończyło się na 180 zł i to jeszcze jeździłam już po zmroku.

Było chłodno, ale na szczęście dobrze się przygotowałam – ciepłe ubrania zrobiły robotę. Początek dnia był jednak lekko stresujący. Odebrałam pierwsze zamówienie z restauracji, po chwili dostałam drugie, gdzie czekałam około 10-15 minut, a zaraz potem trzecie – i znowu czekanie. Najbardziej szkoda było pierwszego klienta, bo przez kolejne odbiory jego dostawa się wydłużyła. Dwa pierwsze zamówienia zawiozłam obok siebie, natomiast trzecie ciągnęło mnie daleko za Brochów, na Księże Małe. Wyszła z tego całkiem spora wycieczka, z darmowym powrotem do miasta. Przy okazji zrobiłam tam zdjęcie ładnego kościoła, więc przynajmniej coś miłego po drodze.

Trafiły się też trzy zamówienia gotówkowe, a razem z nimi „kolosalne” napiwki z reszty: 6 groszy, 79 groszy i 2 złote – klasyka 😄

Jedna z dalszych dostaw miała ponad 6 km, więc klientka była zdziwiona, że jedzenie nadal jest ciepłe. A przecież plecak był szczelnie zamknięty, a ja jechałam tak szybko, jak tylko mogłam – odległość nie zawsze oznacza zimne jedzenie.

Najciekawsza sytuacja wydarzyła się później. Dostarczam zamówienie, klient ogląda zawartość i mówi, że jedno danie nie jest jego. Okazało się, że restauracja przez pomyłkę zapakowała dwa różne zamówienia, w tym dwie zupy warte ponad 100 zł. Stanęłam z klientem i przez chwilę zastanawiałam się, co zrobić – wracać do restauracji z taką odległością nie miało sensu, a wożenie tego dalej w plecaku też byłoby bez sensu. Ostatecznie zostawiłam to klientowi i później opisałam sytuację w supporcie Wolta. Sama nic nie brałam – i tak chciałam jeszcze jeździć, a nie wozić dodatkowe rzeczy.

Potem trafiła mi się jeszcze nietypowa dostawa – na parking do tira. Kierowca bardzo zainteresował się moim rowerem, dopytywał o cenę i był zdziwiony, że na takim sprzęcie opłaca się pracować w delivery.

Na sam koniec Uber dorzucił dwa zamówienia idealnie w stronę domu, więc mogłam spokojnie zakończyć dzień. Wróciłam dość późno, zmęczona, ale bardzo zadowolona z wyniku, zwłaszcza że początkowo zapowiadało się dużo słabiej 🚴‍♀️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *