Dawno tak się nie bałam! Uber wysłał mnie do centrum…

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 101,02 zł (0 zł napiwków)
💰 25 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 55 km
🍔 Uber
Dawno tak się nie bałam… 😅🚴♀️
Uber wysłał mnie aż do samego centrum Wrocławia, na Rynek. Dla wielu osób to pewnie nic wielkiego, ale dla mnie to jedno z najbardziej stresujących miejsc do jazdy rowerem. Tłumy ludzi, przeciskanie się w tempie ślimaka, mnóstwo ulic, samochodów i ciągłe zastanawianie się, którędy najlepiej przejechać. Samo dotarcie tam kosztowało mnie mnóstwo nerwów i czasu, a przez to godzinówka wyszła kiepska.
Co najlepsze – wcale nie planowałam tam jechać. To po prostu splot wydarzeń.
Rano lał deszcz i byłam już prawie zdecydowana, że zostaję w domu. Po chwili jednak przestało padać, pogoda się uspokoiła, więc pomyślałam: „A dobra, wyskoczę na chwilę.”
No i się zaczęło… 😂
Włączam Ubera, a ten od razu zasypuje mnie propozycjami kursów po 14-20 km. Smolec, Żórawina, drugi koniec Wrocławia… Odrzuciłam chyba ponad 10 zamówień i cierpliwie czekałam na jakiś normalny, krótki kurs w moich okolicach.
W końcu wpada: 6,5 km za 16 zł. Kebab. Odbiór blisko, dostawa na Gaj. Biorę.
Dojeżdżam pod adres wskazany przez klienta i… nie widzę numeru budynku. Nagle telefon.
– „Minęła mnie pani.”
Okazało się, że klient zaznaczył pinezkę w zupełnie innym miejscu. Zawracam i z daleka widzę strażaka machającego do mnie ręką. Dostawa do straży pożarnej! 😄 Takie zamówienia naprawdę lubię.
Ledwo skończyłam, a Uber dorzuca kuchnię tajską – +6 zł za 2,5 km. Biorę. Chowam telefon do kieszeni i nagle słyszę charakterystyczne „pik!”. Kolejne zamówienie. Chciałam tylko sprawdzić ekran… i przez przypadek je zaakceptowałam.
Moja reakcja?
– K***a! 🤦♀️😂
Pomyślałam jednak, że może nie będzie tak źle.
Było.
Każde kolejne zamówienie spychało mnie coraz bardziej w głąb miasta. Nawet nie zauważyłam kiedy… znalazłam się w samym centrum Wrocławia.
Tętno podwyższone. Serce wali jak oszalałe. Oczy jak pięć złotych. Rozglądam się, którędy bezpiecznie przejechać. Ścieżki rowerowej brak, obok pędzą samochody, wszędzie ludzie. W głowie tylko jedna myśl:
„Ja chcę stąd uciec…”
I wtedy Uber chyba postanowił wynagrodzić mi te nerwy. Daje idealne zamówienie z dostawą w moje rejony.
Jest tylko jeden drobny szczegół…
Najpierw muszę odebrać jedzenie… z baru wegańskiego na Rynku. 😅
Dotarcie tam było prawdziwą przeprawą. Nie wiedziałam, jak przejechać przez ruchliwe ulice. Jechałam kawałek chodnikiem, zawracałam, prowadziłam rower, znowu wsiadałam… kombinowałam jak koń pod górkę.
W końcu udało się.
Jestem na Rynku.
A tam… morze ludzi.
Jechałam dosłownie slalomem. Powoli. Bardzo powoli. Każdy metr z ogromną ostrożnością, żeby nikogo nie potrącić.
Jakby tego było mało, Uber dorzucił jeszcze drugie zamówienie… również z dostawą w moje okolice. Skoro i tak wracałam, pomyślałam: „No dobra, biorę.”
Przy okazji na szybko zrobiłam kilka zdjęć rynku. Piękne budynki, cudowna architektura… ale nawet nie miałam czasu się nimi nacieszyć, bo przez moje niezdarne lawirowanie miałam już opóźnienie.
Łącznie wyszło 13 km za 37 zł.
Wracałam z duszą na ramieniu, a ludzie pewnie patrzyli na mnie jak na zagubioną owieczkę. 😂
Za to kiedy zobaczyłam znajome okolice i długą ścieżkę rowerową…
Uff…
Jakby ktoś zdjął mi z pleców ogromny ciężar. Taka ulga, taka błogość. W końcu byłam „u siebie”. Mogłam normalnie odetchnąć.
Najśmieszniejsze było to, że jedno z tych zamówień trafiło do mojej stałej klientki, która praktycznie zawsze zamawia jedzenie w moich rejonach. Jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat JA przywiozę jej jedzenie aż z centrum? 😄 Naprawdę rzadkość.
Całe te dwa zamówienia zajęły mi prawie godzinę.
Później Uber wysłał mnie po KFC na Bielany z dostawą do Kobierzyc – 7,4 km za 16 zł.
Wracając przez wiadukt na moją „wioskę”, dostałam jeszcze jedno zamówienie też z KFC na Bielanach. 11 km za 18 zł, ale tym razem z dostawą praktycznie pod mój dom. Uznałam więc, że będzie to idealne zakończenie dnia.
To zlecenie zajęło około 40 minut.
I wystarczy.
Emocji, stresu i adrenaliny miałam dziś aż nadto. Wróciłam do domu zmęczona, głodna i z przekonaniem, że centrum Wrocławia nieprędko znowu zobaczy mnie na rowerze. 😅 Straciłam tam naprawdę sporo czasu.
W takich chwilach przypominam sobie, dlaczego jazda na Glovo nie jest dla mnie. Wolę Ubera albo Wolta, bo mogę wybierać kursy i nie jestem zmuszana do wszystkiego.
Swoją drogą Wolt dziś praktycznie milczał, więc cały dzień jeździłam tylko na Uberze.
A najlepsze jest to, że rano pomyślałam sobie:
„Ale dziś nudno…”
No cóż…
Chciałam adrenaliny.
To ją dostałam. 😂🚴♀️


