Delivery po wrocławsku: park, Jagodno i pole zamiast drogi

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
6.5 godziny
💵 193,35 zł (0 zł napiwków)
💰 30 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 90 km
🍔 Wolt / Uber

Wróciłam późnym wieczorem, już po zmroku – zmęczona, głodna, ale z głową pełną wrażeń. Jeździłam dziś naprawdę sporo godzin. Pogoda była piękna, więc oprócz samej pracy było też trochę zwiedzania i robienia zdjęć. Trasa prowadziła mnie m.in. przez park Grabiszyński, potem kawałkiem wzdłuż rzeki. Było naprawdę przyjemnie, choć momentami przygoda zamieniała się w mały test cierpliwości.

Najlepszy był „skrót” zaproponowany przez GPS. Pod koniec dnia poprowadził mnie przez… pole. Podobno miało być szybciej. No cóż, było raczej bardziej wytrzęsione niż szybkie. Rower skakał na wszystkie strony, a ja już wiedziałam, że jednak ulicą byłoby zdecydowanie wygodniej.

Dzisiaj sporo czasu straciłam też na czekaniu w restauracjach. W jednej czekałam aż pół godziny na zamówienie, które miało być gotowe w 10 minut. Potem kolejne pół godziny jechałam do klienta. W efekcie jedno zamówienie zajęło mi prawie godzinę. Samo stanie i czekanie potrafi zmęczyć bardziej niż jazda.

Do tego wiatr był dziś naprawdę mocny. Przez to jazda była cięższa, a bateria w rowerze znikała w oczach. Wróciłam do domu praktycznie na ostatniej kresce – czerwonej.

Po drodze oczywiście nie obyło się bez przygód z nawigacją. Wioząc pizzę na Wolcie, GPS zaprowadził mnie jakąś dziwną drogą koło szkoły. Musiałam zawracać i szukać właściwego wjazdu do budynku.

Potem niepotrzebnie wzięłam kurs z kebabem aż na Grabiszyn. Sam powrót zajął mi prawie pół godziny. A kiedy wracałam przez park, okazało się, że główna ścieżka jest zamknięta przez wycinkę drzew. Trzeba było kombinować i szukać objazdu. Ale plus był taki, że trafiłam na ładne miejsca i zrobiłam kilka fajnych zdjęć, więc może jednak ta „wycieczka” była warta zachodu.

W jednej restauracji była też zabawna sytuacja. Kobieta wybiegła za mną mówiąc, że coś pomyliła w zamówieniu. Na szybko poprzekładała pierogi w pudełkach, żeby wszystko się zgadzało i dopiero wtedy mogłam jechać do klientki.

A restauracja dnia zdecydowanie należy do greckiej knajpy. Zazwyczaj trochę się tam czeka, ale dziś to był prawdziwy rekord. Najpierw pomylili zamówienie i zrobili zupełnie inne. Potem musieli wszystko odkręcać. Mówili, że będzie za 10 minut… Czekałam i czekałam. W końcu po około pół godzinie przynieśli jedzenie. Samo stanie tak mnie wymęczyło, że aż ciężko było z powrotem wsiąść na rower i jechać kolejne prawie pół godziny na jakieś zadupie. Jedno zamówienie – prawie godzina pracy.

Później wpadł długi kurs – ponad 8 km za 23 zł. Odbiór na Bielanach z KFC, ale dostawa na moje rejony, więc przynajmniej wracałam w dobrą stronę. Potem Maczek z dłuższą trasą na Jagodno. Następnie hamburger – znowu Jagodno.

I właśnie tam trafiło się to słynne zamówienie z Dragon Boxa na sam koniec Jagodna. Dostawa… przez pole. GPS tak mnie poprowadził. W sumie sama wybrałam jedną z dwóch możliwych tras – jedna była elegancka ulicą, druga skrótem przez pole. Nie wiedziałam tylko, jak bardzo to pole będzie „polne”. No i okazało się, że bardzo. Wytrzęsło mnie tak, że szybciej i wygodniej byłoby jechać normalną drogą. Ale przynajmniej się pośmiałam i zrobiłam kilka zdjęć.

Do klienta musiałam jeszcze iść pieszo przez całe duże osiedle, bo nie było tam wjazdu dla rowerów. Trochę się nachodziłam i naszukałam właściwego bloku.

Przedostatnie zamówienie było idealne – powrót z Jagodna w moje rejony. Robiło się już późno i ciemno, a ja i tak planowałam wracać do domu. Dzięki temu nie wracałam na pusto, tylko jeszcze zarobiłam.

Odebrałam jedzenie wietnamskie z dostawą do ochrony w bloku.

A na sam koniec – idealne zamówienie tuż obok domu, do stałego klienta. Adres znam już na pamięć, więc nawet nie musiałam włączać mapy. Plecak ciężki, napakowany McDonaldem, dzieciaki się ucieszyły i ładnie podziękowały.

Były też zabawne momenty z dziećmi. Stałam na światłach, a przez przejście przechodziła grupa przedszkolaków trzymających się liny. Jeden z nich patrzy na mój rower i mówi do kolegów:
„Ten rower może przegonić samochód, bo jest płaski i się przeciśnie!”
Odpowiedziałam mu: „To prawda, przegoni!” 😄

Później, gdy przejeżdżałam inną ulicą, dzieci biegnąc przez ulicę machały do mnie i krzyczały: „Glovo, stop!” – więc im odmachałam ze śmiechem.

Miałam też spotkanie z panem, który pomógł mi znaleźć właściwe piętro i mieszkanie. Przy okazji zagadał o pracę kuriera, bo właśnie zarejestrował się na Uber i pytał, jakie aplikacje warto zainstalować. Chwilę sobie porozmawialiśmy o pracy na delivery.

Chociaż dzień był długi i momentami męczący, to jednak udany. Trochę pracy, trochę przygód, trochę zwiedzania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *