Deszczowy dzień i zgubiona paczka

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3.5 godziny
💵 60,41 zł (2 zł napiwku)
💰 17 zł na godzinę
🛒 5 dostaw / 40 km
🍔 Wolt
Dzień charytatywnego jeżdżenia – tak bym go nazwała.
Przez ponad godzinę totalna posucha. Nic nie wpadało. Krążyłam po okolicy, wracałam w te same miejsca, czekałam. W końcu usiadłam w parku: posiedziałam, coś zjadłam, popatrzyłam na rzekę, ludzi, rowerzystów. Taki moment pauzy, kiedy zamiast gonić za zamówieniami, po prostu się jest.
Skoro i tak był czas, postanowiłam go wykorzystać. Pojechałam do Martes i do Centrum Rowerowego w poszukiwaniu spodenek. W Martesie – klasycznie – nic na mnie nie było, ale w Centrum Rowerowym kupiłam drugą parę gaci kolarskich. Dziś w nich jeździłam i… to był strzał w dziesiątkę. Wreszcie miękko, wygodnie, zero bólu, zero otarć. Pierwszy dzień od dawna, kiedy tyłek nie bolał i jazda była po prostu przyjemna.
Później zajechałam do KFC, bo byłam w pobliżu i dostarczyłam ciepłe jedzenie prosto do chłopaka pracy. Zjedliśmy i ruszyłam dalej. Odpaliłam apki… i znów cisza. Dopiero po jakimś czasie Wolt dał kilka zamówień.
Już miałam wracać do domu, ale skusiło mnie jeszcze jedno. No i oczywiście – jak tylko ruszyłam, lunął deszcz. Z jedzeniem w plecaku szybka ewakuacja na przystanek, zakładanie kurtki przeciwdeszczowej na kolanie. Zamówienie dowiezione, ale deszcz nie odpuszczał. Biegiem szukałam schronienia – w końcu schowałam się z rowerem pod balkonem i czekałam prawie pół godziny, aż przestanie padać. Mokro, zimno, krótkie gacie… a potem powrót do domu w deszczu.
Na sam koniec wydarzyła się jednak bardzo fajna sytuacja.
Jadę ścieżką rowerową i widzę, że na ziemi leży paczka – spora koperta, nierozpakowana. Podnoszę, sprawdzam: InPost, ubrania w środku. Ktoś ewidentnie zgubił. Próbowałam znaleźć kontakt – zadzwoniłam nawet do firmy, która ją wysłała, ale nie mogli podać numeru klienta, obiecali się skontaktować.
I wtedy… podchodzi do mnie facet z wózkiem i dzieckiem.
– „To moja paczka” – mówi, wyraźnie przejęty.
Okazało się, że wypadła mu z wózka. Był mega wdzięczny i szczęśliwy, że ją znalazłam. Podziękował kilka razy, uśmiechnięty, ulga totalna.
Niby drobiazg, a taki miły finał dnia.
Mogłam dzwonić do InPostu, mogłam zostawić gdzieś indziej – najważniejsze, że paczka wróciła do właściciela. I że mimo kiepskiego delivery, dzień skończył się dobrym akcentem 🤍


