Dostawa do stadniny koni, klientka x3, kursy po 5 zł i stłuczka aut

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 102,05 zł (0,52 zł napiwku)
💰 25 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 47 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś z zamówieniami było jeszcze gorzej niż wczoraj. Czekałam po pół godziny (a czasem i dłużej), a jak już coś wpadało… to głównie krótkie kursy po 4-8 zł. Serio, śmieszne kwoty – nawet jak na bliskie dostawy. Chociaż z drugiej strony i tak wolę krótkie trasy niż dalekie.
Za to pogoda – sztos! 14 stopni, słońce, ubrałam się lżej i było idealnie.
Pierwsza dostawa na Wolcie – hit.
Pizza na… tor wyścigowy, do stadniny koni. Akurat znam teren, bo mieszkam blisko. Klientka napisała, gdzie mam wjechać i żebym chwilę poczekała. No to czekam… 5 minut, 10 minut… W końcu jedzie grupka kobiet na koniach i jedna mówi, że zaraz będzie, tylko musi odstawić konia 😂
No to czekam dalej. Po chwili biegnie przez błoto po swoją pizzę.
A najlepsze? Chwilę wcześniej widziałam na ścieżce końskie odchody i pomyślałam „o, ktoś tu jeździ konno” – i zaraz wpada takie zamówienie.
Potem klasyka:
– Wolt: 5,5 km za 16 zł (kuchnia indyjska)
– Uber: McDonald ~2 km za 8 zł
I teraz największy hit dnia.
Aż 3 dostawy do tej samej klientki!
Nigdy czegoś takiego nie miałam – max dwa razy do jednej osoby, a tu trzy.
I to wszystko praktycznie obok siebie – dystans, który można zrobić pieszo.
Najpierw tajskie jedzenie, potem po chwili kolejne zamówienie z restauracji obok – znowu do niej.
A później… siedzę w parku, zero zamówień przez pół godziny, robię zdjęcia.
Wpada Wolt za 5 zł z tej samej restauracji i myślę: „czy to znowu ona?”
No oczywiście. Trzeci raz zostawiam jedzenie w recepcji i już tylko uśmiech do ochroniarza, bo chyba zaczęliśmy się rozpoznawać 😄
Dalej:
– hamburger 2 km za 8 zł (biuro)
Po drodze byłam świadkiem stłuczki. Jedno auto wjechało w drugie – klasyczne „zagapił się w korku”. Aż mi się wyrwało „ojojoj!”. Na szczęście wyglądało na lekkie uderzenie, ale panowie mieli co omawiać…
Na koniec:
– Wolt: ~4 km za 14 zł
– Uber: podwójne zamówienie, ~5 km za 20 zł
I cisza… nic więcej nie wpadało.
Poczekałam chwilę i stwierdziłam, że nie ma sensu dłużej czekać, wracam do domu gotować zupę.
Podsumowanie dnia: ledwo 100 zł.
Szału nie ma, ale przynajmniej złapałam trochę słońca i kilka śmiesznych historii po drodze.




