Dwa razy do tej samej klientki

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 10 min.
💵 116,8 zł (3 zł napiwku)
💰 36 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 45 km
🍔 Wolt
Początek dnia był kiepski.
Aż zdążyłam ponarzekać na brak zamówień, bo długo nic się nie działo. Na szczęście po czasie wszystko zaczęło się rozkręcać i Wolt co jakiś czas jednak coś dorzucał. Tego dnia jeździłam wyłącznie na Wolcie – Uber co prawda odezwał się dwa razy, ale propozycje były kompletnie nie dla mnie, typu podwójne 9 km za 26 zł, więc bez żalu odrzuciłam.
Pogoda za to była idealna. Słonecznie, jasno i z każdą godziną robiło się coraz cieplej – aż momentami nawet za ciepło, ale i tak jeździło się bardzo przyjemnie. Taki dzień, kiedy nogi same kręcą, a miasto wygląda lepiej niż zwykle.
I wtedy wydarzyło się coś, czego jeszcze nigdy nie miałam.
Dostaję zamówienie na Wolcie – jakieś 4 km w stronę centrum. Jadę, dostarczam, kładę jedzenie pod drzwi, schodzę z klatki…
pik, pik – Wolt!
Nowe zlecenie. Patrzę: odbiór 4 km w moje rejony, ale dostawa… dokładnie tam, gdzie właśnie stoję. Myślę: no dobra, dziwne, ale jedziemy. Jadę po odbiór, patrzę na nazwisko klientki – jakieś takie znajome. Czytam notatkę… i mnie olśniło.
No przecież!
Przed chwilą byłam u tej samej klientki 😅
Drugi raz z rzędu, ta sama osoba, a ja znowu zapierniczam kolejne 5 km rowerem w stronę centrum. Tym razem jechałam już z pamięci – znałam trasę, blok, klatkę, drzwi. Normalnie jakbym miała tam meldunek. Kładę jedzenie, misja wykonana.
Na szczęście więcej już nie dostałam od niej, bo bardzo chciałam wrócić w swoje rejony i nie kręcić się w kółko po tej samej trasie.
Ostatnie zamówienie dnia było już spokojniejsze: dojazd 3 km do restauracji, a jedzenie czekało gotowe – ideał. Tym razem jednak płatność gotówką i to nie byle jaką: 160 zł do wydania. Na szczęście miałam przy sobie wystarczająco dużo drobnych i dałam radę wydać bez stresu. Zamówienie kosztowało 30 zł z kawałkiem, klientka zapłaciła banknotem 200 zł.
Plusem było to, że reszty nie chciała – wyszło około 3 zł napiwku. Niby niewiele, ale po takich przygodach i tak przyjęłam to z uśmiechem.
Taki dzień – najpierw cisza, potem słońce, a na koniec dostawa do tej samej osoby dwa razy pod rząd. Delivery potrafi zaskoczyć 😄🚴♀️
