Dzień Kobiet na delivery – ciężki plecak i pęknięty koszyk na bidon

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
4 godz. 20 min.
💵 134,24 zł (15 zł napiwków)
💰 31 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 40 km
🍔 Wolt

Wyjechałam dziś z domu trochę później niż zwykle. Sama nie wiedziałam, czy w ogóle ruszę na rower, czy zrobię sobie dzień wolny i po prostu odpocznę. Ale jak to tak nic nie robić, odpoczywać… przy tak pięknej, słonecznej pogodzie? No przecież szkoda dnia! Zamówienia czekają – trzeba ruszać w trasę.

Do tego dziś Dzień Kobiet, więc gdzieś tam w głowie tliła się cicha nadzieja na jakieś napiwki. Byłam też ciekawa, czy w taki dzień będzie więcej zamówień. Na Wolcie pojawił się dodatkowo bonus – 60 zł za zrobienie 15 dostaw. Szczerze mówiąc, nawet nie nastawiałam się na jego zrobienie. Do tego potrzeba ciągłości zamówień, a przy tak ładnej pogodzie bywa z tym różnie – ludzie wychodzą z domu zamiast zamawiać jedzenie. Poza tym trzeba by było wyjechać wcześniej i jeździć do późna, najlepiej łapiąc krótkie kursy.

Finalnie zabrakło mi 5 zamówień do bonusu. Żeby go zrobić, musiałabym zostać jeszcze jakieś dwie godziny i jeździć już po ciemku, a wcale nie było pewne, czy zamówienia dalej by wpadały. Uznałam więc, że nie ma co się spinać i wróciłam do domu bez bonusu.

Dziś jeździłam praktycznie tylko na Wolcie, bo Uber i Bolt milczały. Zamówienia nie trafiały się zbyt często, więc było sporo czekania. Pierwsze jednak zapowiadało się całkiem przyjemnie – 7 km za 21,50 zł na Bielany do Burger Kinga, a powrót akurat w moje rejony, tam gdzie akurat stałam.

W niedzielę ruch na ulicach jest mniejszy, więc po drogach jeździ się bardzo przyjemnie. Za to parki były dziś totalnie zapchane – spacerowicze, dzieci, psy, biegacze, rowerzyści… ścieżki zajęte na całą szerokość i momentami ciężko było się przecisnąć.

Co ciekawe – dziś częściej spotykałam kobiety kurierki niż mężczyzn. Jak na Dzień Kobiet – całkiem symbolicznie.

W pewnym momencie dostałam podwójne zamówienie z pizzerii – trzy wielkie pizze, które aż rozpychały plecak i trochę napierały mi na plecy. A dostawy w dwie różne strony, czego nie lubię, bo jeden klient zawsze musi czekać dłużej. Na dodatek na drugą pizzę trzeba było chwilę poczekać.

Potem było jeszcze ciekawiej. Wpadło podwójne zamówienie z wietnamskiej restauracji – myślę sobie: super, 3,5 km za 16 zł, szybki kurs. Zajeżdżam, a tam wręczają mi dwie ogromne torby wypchane jedzeniem po brzegi, a na górze jeszcze zupy. Otwieram plecak i czekam na drugie zamówienie… a tu dostaję kolejną wielką i ciężką torbę – też pełną jedzenia, tylko już bez zup.

Jak podniosłam plecak, to aż się roześmiałam i mówię do kobiety stojącej obok:
„Cholera, jakie to ciężkie… a jeszcze zupy w środku. Oby tylko się nie wylały, a ja przecież rowerem jadę!”

Po chwili dodaję:
„Nie wiedziałam, że to będzie aż takie ciężkie!”

Obie się z tego pośmiałyśmy.

Potem już jechałam bardzo ostrożnie – spokojny oddech, żadnych gwałtownych ruchów, wszystko delikatnie, żeby tylko nie wylać zup. Pierwsze zamówienie dowiozłam bez problemu, ale przy drugim zauważyłam, że trochę jednak się wylało na dnie reklamówki. Starałam się jak mogłam, ale przy takich torbach i rowerze nie zawsze da się wszystko uratować.

Powiedziałam klientce, że trochę się wylało mimo moich starań. A ona na to:
„Spoko, nic się nie stało.”

I jeszcze dała mi 10 zł napiwku. Uff… od razu zrobiło się lżej na plecach i na duszy.

Później miałam jeszcze małą „wycieczkę” z szukaniem bloku. Klientka wpisała adres np. 8A, a tak naprawdę trzeba było wejść do klatki 8. Nigdzie nie było żadnego „A”, więc krążyłam po osiedlu, szukałam, pytałam ludzi, nawet wyjechałam z bramy i pojechałam dalej szukać. W końcu wróciłam na to samo osiedle i zadzwoniłam do klientki. Okazało się, że wystarczy wejść do klatki 8.

Mogłam zadzwonić od razu – byłoby szybciej. Lekcja na przyszłość.

Jedno zamówienie musiałam też anulować, bo w restauracji powiedzieli, że trzeba będzie minimum 15 minut czekać. Lokal był pełen ludzi i mieli mnóstwo zamówień. Po raz pierwszy na Wolcie anulowałam zlecenie automatycznie w aplikacji, wcześniej zawsze robiłam to przez support.

Ostatnie zamówienie było z pizzerii – 5,5 km do bloku, w którym kiedyś mieszkałam. Trochę na zadupiu, gdzie praktycznie nic nie ma i trzeba wracać na pusto. Było już blisko mojego domu, robiło się ciemno i coraz zimniej, więc uznałam, że to dobry moment, żeby zakończyć dzień.

Ale na koniec czekała mnie jeszcze „niespodzianka”. Niestety – nie ta miła.

Wnosiłam ciężki rower po schodach na klatce i nagle… TRACH! Coś pękło. Trochę za mocno przycisnęłam rower ciałem i coś poszło. Nie byłam pewna co, ale miałam pewne podejrzenia.

Na szczęście okazało się, że to tylko koszyk na bidon. Koszt około 30 zł – już zamówiłam identyczny.

Mimo wszystko trochę mi to popsuło humor na sam koniec dnia. Człowiek zmęczony, głodny, po całym dniu pracy… a wiadomo, jakie są teraz stawki w delivery, więc nawet drobiazg potrafi zirytować.

Ale dobra – trochę się powkurzałam i już prawie mi przeszło.

Dziś był potencjał, żeby zarobić około 250 zł, ale finalnie wyszło 130 zł, bo nie zrobiłam bonusu. Tyle że… nawet nie planowałam go robić, więc bez ciśnienia.

Czasem lepiej skończyć wcześniej, wrócić do domu i odpocząć, niż jeździć po nocy i się zajeżdżać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *