Dzień, który zabrał więcej niż dał

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godzin
💵 73 zł (0 zł napiwków)
💰 14 zł na godzinę
🛒 6 dostaw / ? km
🍔 Glovo / Wolt
Dziś poczułam się trochę jak na samych początkach delivery – kiedy stałam bez zamówień, kręciłam się bez celu i często wracałam do domu praktycznie z niczym.
Bloki w Glovo były niemal cały czas zajęte. Udało mi się dorwać tylko jedną godzinę, w trakcie której zrobiłam dwa zamówienia. Potem przez długi czas nie było już żadnych wolnych bloków.
Miałam więc cały czas odpalonego Wolta. O dziwo – rekordowo wpadły aż cztery zamówienia, ale… czekałam na nie prawie dwie godziny. Jedno było naprawdę dalekie – 7 km za 22 zł. Reszta niestety ze stawkami dużo niższymi niż te, które pamiętam z początków, kiedy tak chwaliłam zarobki na Wolcie.
Na koniec dnia wydarzyła się jeszcze bardzo przykra sytuacja.
Jechałam spokojnie, powoli, nikomu nie przeszkadzając. W pewnym momencie z jadącego obok auta zaczął na mnie wrzeszczeć facet około czterdziestki – wyzywał mnie, był skrajnie agresywny, aż rzucało nim w samochodzie. Bałam się, że zaraz z niego wysiądzie i mnie zaatakuje.
Nie zrobiłam absolutnie nic złego. Na chwilę wjechałam na chodnik, bo nie miałam możliwości bezpiecznie przejechać na drugą stronę ulicy – stał autobus, który całkowicie zasłaniał widoczność. Gdybym spróbowała przejechać, ryzykowałabym, że któreś auto mnie potrąci.
Ta sytuacja emocjonalnie mnie rozbiła. Dojechałam do domu i dopiero wtedy puściły emocje. Był to jeden z tych momentów, kiedy człowiek naprawdę zastanawia się, czy warto.
Taki był ten dzień – słaby finansowo, długi, męczący i trudny psychicznie. I też takie dni są częścią tej pracy.
