Dzień McDonaldów i pięknej pogody

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 130,66 zł (52 grosze napiwków)
💰 26 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 65 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś zdecydowanie był dzień McDonaldów i pięknej pogody. Co rusz woziłam jedzenie z McDonalda, a przy okazji spędziłam tam chyba zdecydowanie za dużo czasu, stojąc i czekając, aż ktoś wreszcie skompletuje zamówienie. Później przyszła kolej na Biedronkę, gdzie również sobie poczekałam. Zamówienia niby były, ale to całe czekanie skutecznie popsuło godzinówkę.

Wolt w końcu sobie o mnie przypomniał

Dzień rozpoczął dziś Wolt. Wczoraj milczał jak zaklęty, a dziś w końcu sobie o mnie przypomniał. Na początek dał KFC z Bielan – 6 km za 17,50 zł. Całkiem przyzwoicie. Potem kolejny Wolt i McDonald – 2,2 km za 9 zł, z dostawą do dilera samochodów, a właściwie do salonu samochodowego. Następnie Woltowa pizza – 4,5 km za 13 zł, tym razem gotówkowe.

McDonald i pół godziny czekania

W końcu odezwał się również Uber. I oczywiście… McDonald. 6,5 km za 14 zł, z dostawą na Oporów. Zastanawiałam się, czy w ogóle to brać, ale w ostatniej chwili się zgodziłam. I oczywiście miałam za swoje.

Zamówienie było ogromne. W McDonaldzie czekałam chyba z pół godziny, zanim w ogóle udało się je skompletować. Mało tego – pracownicy zabrali jednego wrapa z mojego wielkiego zamówienia i dali go innemu klientowi, bo uznali, że skoro tamten klient już czeka, a ja i tak stoję i czekam na pozostałe pozycje, to przecież można poprzekładać jedzenie z jednej torby do drugiej. 😂 No i można… tylko że ja w tym czasie dalej stałam i traciłam czas.

Słońce, upał i zapach lata

W końcu jednak ruszyłam. A że pogoda była naprawdę piękna, to nawet specjalnie się tym wszystkim nie przejmowałam. Słońce, upał, zapach lata i przyjemna jazda sprawiały, że zamiast się wkurzać, trochę bujałam w obłokach, delektując się tym pięknym dniem. ☀️

Potem znowu Wolt i… oczywiście kolejny McDonald – 2,6 km za 10 zł. Chwilę później Uber i następny McDonald – 4 km za 12 zł. Zaczynałam się już zastanawiać, czy tego dnia istnieją jeszcze jakieś inne restauracje.

Biedronka – dobra stawka, długie czekanie

W międzyczasie Wolt zaproponował kebaba z dostawą na Grabiszyn. Odrzuciłam. I oczywiście chwilę później tego pożałowałam, bo na Uberze wpadła Biedronka – 5,4 km za 20 zł. Jak na Ubera to naprawdę świetna stawka, więc tym razem nie miałam większych oporów.

Pozostało tylko… odebrać zakupy z Biedronki. Dzwonię raz. Cisza. Drugi raz. Cisza. Trzeci. Nadal nic. Czwarty. W końcu ktoś wychodzi. Łącznie czekałam chyba z pół godziny. Zamówienie było dość ciężkie, ale na szczęście jeszcze w granicach rozsądku – bywały znacznie gorsze.

Kamienne drogi Grabiszyna i rower walczący o życie

Dostawa oczywiście na Grabiszyn. A tamtejsze kamienne drogi urządziły mi dodatkowy masaż roweru. Jechałam powoli i ostrożnie, żeby przypadkiem po drodze nie zgubić połowy osprzętu. 😂 Zawiozłam zakupy i czym prędzej spierniczałam stamtąd z powrotem na mój rejon.

Uber chce mnie wysłać na koniec Wrocławia

Wtedy Uber wyskoczył z kolejnym genialnym pomysłem – 9 km, oczywiście w kompletnie przeciwną stronę. Nawet mogłabym to rozważyć, gdyby dostawa prowadziła w moim kierunku, ale tym razem Uber postanowił wysłać mnie aż na północ Wrocławia, na Sołtysowice. To już chyba prawie koniec miasta. Potem tylko ciemność, pustka i koniec końców świata. 😂 Do domu miałabym stamtąd około 14 km, więc przy dobrych wiatrach wracałabym ponad godzinę. Podziękowałam.

Kolejne McDonaldy na zakończenie

Na szczęście później było już bardziej po mojemu. Uber dał kolejnego McDonalda – 4,5 km za 12 zł, tym razem do stałego klienta. Potem jeszcze jeden McDonald – 2 km za 6 zł, gotówkowe, dosłownie na ulicę obok. Na koniec wpadła pizza z Ubera – 6,2 km za 15 zł.

To było już moje ostatnie zamówienie. Chciałam jeszcze coś dobrać, żeby dobić do 150 zł, ale nic ciekawego nie chciało wpaść. Uber proponował jeszcze Bielany – 6 km za 13 zł, ale po całym dniu nie miałam już ochoty znowu jechać tak daleko. Wolałam zrobić coś po drodze albo po prostu wrócić do domu.

Oczywiście klasycznie wróciłam głodna jak wilk, więc po drodze na szybko kupiłam pizzę w Żabce.

Podsumowując – godzinówka wyszła słaba, głównie przez to całe czekanie w McDonaldach i Biedronce. Zamówień jednak nie brakowało, kilometrów też się trochę nazbierało, a mimo wszystko dzień uważam za udany. Najważniejsze, że jeździło mi się naprawdę przyjemnie. Pogoda zrobiła swoje – słońce, ciepło, zapach lata i ta przyjemność z jazdy sprawiły, że nawet kolejne oczekiwanie na McDonalda nie było w stanie całkowicie popsuć mi humoru. ☀️🚲

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *