Dzień pełen uśmiechów i kurierskich przygód

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3.5 godzin
💵 117,22 zł (20,50 zł napiwków)
💰 33 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 40 km
🍔 Wolt / Uber
Ciąg pięknej, słonecznej pogody trwa, więc aż szkoda nie korzystać. Postanowiłam więc wyjść na delivery i po prostu z przyjemnością trochę pojeździć na rowerze. Na początku zapowiadało się jednak średnio – cisza w aplikacjach i zero zamówień. Już zaczęłam się obawiać, że tak zostanie, ale na szczęście odezwał się Uber. A jak już zaczęło wpadać, to raz na Uberze, raz na Wolcie. Zamówienia pojawiały się jedno po drugim. Co prawda zdarzały się też dłuższe przerwy i chwilami trzeba było trochę poczekać, ale potem znowu coś wpadało.
Co najlepsze – same krótkie kursy po mojej okolicy, czyli dokładnie takie, jakie lubię najbardziej.
Jedno z zamówień zawiozłam do przemiłej klientki – takiej wesołej, pozytywnie zakręconej. Ucieszona pyta mnie, jakim cudem udało mi się wejść do bloku tak sprawnie, bez dzwonienia. Odpowiadam, że drzwi były po prostu otwarte. Była tak rozbawiona i zadowolona, że wręczyła mi 5 zł napiwku i pyta, czy już jest ciepło na zewnątrz. Mówię, że tak, a ona na to, że trochę mi zazdrości tej jazdy na rowerze.
Takie życzliwe, pozytywne osoby naprawdę dodają energii na cały dzień. To trochę działa jak reakcja łańcuchowa – ktoś się uśmiechnie do ciebie, ty od razu masz lepszy humor i przekazujesz ten uśmiech dalej.
Potem na Wolcie dostałam zamówienie z ramenem – cały plecak zup. Standardowa procedura: wyprostowana sylwetka, spokojna jazda i pełne skupienie, żeby wszystko dojechało w całości. Misja zakończona sukcesem.
Kolejne zamówienie na Uberze też było całkiem zabawne. Dojeżdżam pod blok, sprawdzam numer i nagle widzę w oddali – z balkonu macha do mnie uśmiechnięta klientka. Od razu zrobiło się miło. Chwilę się pośmiałyśmy, oddałam zamówienie i pojechałam dalej z jeszcze lepszym humorem.
Kolejną bardzo wesołą osobą była pani z restauracji, która z uśmiechem przygotowywała jedzenie i pakowała zamówienie. Chyba to słońce naprawdę zaraża dobrym nastrojem.
Na koniec dnia wpadło jeszcze jedno zamówienie z McDonalda i… tu już prawie popsuło mi humor. Dostawa miała być do… pizzerii. Myślę sobie: okej, może pracownik ma dość pizzy i zamówił coś innego. Zajeżdżam na miejsce – mówią, że nic nie zamawiali i o niczym nie wiedzą. Obchodzę blok z drugiej strony – tam też nikt nic nie wie, a w aplikacji nie ma innego adresu.
Dzwonię do klienta, a w telefonie komunikat: nie ma takiego numeru. I tu już zaczęła się lekka irytacja. Po chwili przychodzi wiadomość po ukraińsku: „Podałem zły adres, przepraszam.” Dostaję nowy numer bloku, więc wracam do roweru i jadę dalej.
Zajeżdżam z tyłu budynku, numeracja się nie zgadza. Jadę z drugiej strony – też nie pasuje. Pytam ludzi, mówią, że jednak trzeba iść od tyłu. Wracam więc pieszo. Dzwonię domofonem – drzwi się otwierają, ale ciągnę za klamkę i… dalej nie mogę wejść. Drugi raz zaczynam tracić cierpliwość.
Piszę do klienta, że nie mogę otworzyć drzwi. Klient odpisuje, a tłumacz Ubera na cały głos ogłasza:
„Już idę UMYĆ!”
Ja buraka na twarzy, rozglądam się czy ktoś to słyszał i w myślach: „Co do…?” 😂
Oczywiście tłumacz się popisał – zapewne chodziło o „już idę otworzyć”.
Na szczęście klient w końcu przyszedł i zamówienie zostało dostarczone, choć straciłam na tym sporo czasu.
Jeszcze chwilę poczekałam na kolejne zamówienia, bo chciałam trochę dłużej pojeździć, ale niestety przez dłuższy czas nic już nie wpadło, więc wróciłam do domu.
I wtedy – powiadomienie od Ubera:
„Gratulacje! Otrzymujesz napiwek 10 zł.”
Od razu domyśliłam się, że to od tego ostatniego klienta. I faktycznie – miałam rację. Przynajmniej trochę zrekompensowało mi to całe szukanie adresu i bieganie wokół bloku.
W sumie dziś napiwki dostałam od trzech osób – razem 20 zł. Przez pierwszą godzinę z kawałkiem miałam już około 50 zł zarobku. Potem godzinówka trochę się popsuła przez długie czekanie, ale jak na taki dzień i tak jestem zadowolona – wyszło lepiej, niż się spodziewałam.
A co najważniejsze – serdeczność ludzi naprawdę zrobiła mi dziś dzień. 😊


