Dzień pod hasłem: „A może jednak wróć do domu?”

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
2.5 godziny
💵 47,92 zł (0 zł napiwków)
💰 19 zł na godzinę
🛒 4 dostawy / 33 km
🍔 Uber

Miałam dłuższą przerwę od jeżdżenia, bo wyjechałam do rodziny na drugi koniec Polski. Po powrocie dopadło mnie jednak klasyczne „nie chce mi się”. Do tego pogoda była deszczowa. Co prawda w święto zrobiło się ładnie, ale motywacji nadal brakowało.

Dziś w końcu udało mi się ruszyć z domu. Pogoda była świetna, więc szkoda było siedzieć w domu. Od samego początku jednak coś szło nie tak. Wyjechałam już w stronę miasta, gdy nagle przypomniało mi się, że zostawiłam w domu klucze do zabezpieczenia roweru. Nie było wyjścia – trzeba było zawracać.

Kiedy w końcu ruszyłam ponownie, rower toczył się jakby za karę. Jechałam mozolnie, ledwo utrzymując 22 km/h. Stary rower daje się we znaki, a dodatkowo oszczędzałam baterię. Naprawdę można się na nim zmachać.

Miałam uruchomione trzy aplikacje i ku mojemu zaskoczeniu pierwszy odezwał się Bolt. Zamówienie: 4,5 km za 12 zł. Odrzuciłam, bo odbiór był daleko, a dostawa prowadziła w stronę centrum, gdzie akurat nie miałam ochoty jechać. Zwłaszcza że rower ledwo się dziś toczył. No ale wiadomo, jak Ewelina pogardzi zamówieniem, to później przez godzinę nic nie dostanie. 😄 I dokładnie tak było – nie zmyślam!

Zanim jednak pojawiło się cokolwiek nowego, zauważyłam, że poluzował się uchwyt na telefon. Jazda z nim groziła tym, że telefon za chwilę wyląduje na asfalcie. Szybko więc pojechałam do najbliższego serwisu rowerowego, który właśnie miał się zamykać. Sobota, więc było dosłownie na styk, ale zdążyłam.

Miły pan z serwisu fachowo dokręcił wszystko w kilkanaście sekund i uchwyt znów trzyma się jak nowy. Mogłam wracać na trasę. Swoją drogą, tyle razy pomagali mi tam za darmo i nigdy nie chcieli pieniędzy, że tym razem zostawiłam im 20 zł, chociaż tyle.

A kiedy akurat nie było żadnych zamówień, to oczywiście wydarzyło się to, co zwykle. Uber i Wolt postanowili odezwać się jednocześnie. Najpierw wpadł Uber, więc przyjęłam kurs i zaczęłam wyłączać Wolta. W tym samym momencie Wolt również wysłał zamówienie. Niestety aplikacja zaczęła wariować, wyskakiwały błędy i nie mogłam z niej wyjść. Ostatecznie zamówienie przepadło. Szkoda, bo jak się później okazało, było to jedyne zamówienie z Wolta tego dnia.

Potem rozpoczęła się seria kursów z Ubera i… Bielan.

Najpierw KFC – 5 km za 12 zł.
Potem Pasibus – 7,5 km za 15 zł, z dostawą praktycznie w miejsce, w którym wcześniej stałam.
Następnie znowu KFC – 5,5 km za 13 zł.

Przy jednym z kursów trochę się nawkurzałam, bo nawigacja źle poprowadziła mnie do bloku klienta i musiałam go chwilę szukać.

Na koniec jeszcze McDonald’s – 2,5 km za 7 zł. Krótki kurs do stałego klienta, więc przynajmniej obyło się bez niespodzianek.

Później Uberowi chyba całkiem odbiło. Najpierw zaproponował kurs na wieś Żórawina – 17 km. Pierwszy raz słyszałam o takiej trasie w dostawach. Oczywiście odrzuciłam. Na tym starym rowerze chyba umarłabym po drodze. Na nowym jeszcze dałoby się to zrobić sprawnie.

Chwilę później dostałam propozycję kolejnego dalekiego kursu – około 10 km za 25 zł, aż na północ Wrocławia. Również podziękowałam.

Zatrzymałam się więc i czekałam na jakieś bardziej sensowne zamówienia. Niestety nic już nie wpadało. W końcu uznałam, że szkoda czasu i wróciłam do domu.

Nowy rower oddałam do serwisu i ma pojechać na naprawę gwarancyjną. Oczywiście stało się to w najlepszym możliwym momencie – latem, kiedy pogoda zachęca do jazdy i człowiek najchętniej spędzałby całe dni na rowerze. Zamiast tego muszę męczyć się na starym sprzęcie. Pozostaje mieć nadzieję, że producent okaże się łaskawy, szybko naprawi usterkę i równie szybko odeśle rower.

Chociaż znając moje szczęście, w grudniu dostanę wiadomość: „Rower naprawiony, zapraszamy po odbiór. Przyjemnej jazdy!” 😄

Zdjęcia maków zrobiłam podczas dzisiejszego spaceru. Szkoda trochę, że tak ładne fotografie muszą towarzyszyć tak marnemu zarobkowi. Ale z drugiej strony najważniejsze, że ruszyłam się z domu, trochę pojeździłam i nawet przy zaledwie czterech zamówieniach jest o czym opowiadać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *