Gigant z Huty, krzyki przy karetce i nerwowy pasażer busa

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
4 godziny
💵 108,79 zł (15 zł napiwków)
💰 27 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 40 km
🍔 Uber / Wolt / Bolt

Dziś jeździłam krócej. Taki miałam plan – zarobić około stówki, wrócić wcześniej do domu i w końcu trochę odpocząć. Krótszy dzień nie oznaczał jednak spokojniejszego, bo atrakcji i niespodzianek po drodze było całkiem sporo.

Już na początku musiałam uzbroić się w cierpliwość. Zanim wpadło pierwsze zamówienie, minęło kilkanaście minut. Później też nie było lepiej – w jednej restauracji czekałam około 17 minut, w drugiej podobnie, a do tego jeszcze kolejne oczekiwania. Łącznie wyszło ponad 40 minut stania i patrzenia, czy jedzenie jest już gotowe.

Pierwsze zamówienie przyszło z Wolta – McDonald’s, 2,5 km za 10 zł. Dostawa do mojego stałego klienta, więc nawet nie musiałam sprawdzać szczegółów. Znam już na pamięć blok, klatkę i mieszkanie. Czasami wystarczy, że zobaczę pinezkę na mapie i od razu wiem, do kogo jadę.

Potem odezwał się Uber. Restauracja grecka, 2,7 km za 8 zł. Na miejscu czekał na mnie bardzo sympatyczny starszy pan, który dorzucił jeszcze 5 zł napiwku.

Niedługo później Bolt pokazał prawdziwą perełkę – pizza, 4 km za 22 zł. Dostawa na Grabiszyn. Ostatecznie za kurs dostałam aż 26 zł. Pewnie dlatego, że czekałam około 17 minut na przygotowanie zamówienia. Mimo oczekiwania zdecydowanie było warto. Niewielki dystans, świetna stawka i kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że Bolt jako jeden z nielicznych naprawdę płaci za czas oczekiwania.

Na Grabiszynie zawsze mam dylemat. Albo szybko wracać na swoje rejony, albo zdać się na los i brać to, co akurat wpadnie. Tym razem wybrałam drugą opcję. Uber zaproponował odbiór z Huty i dostawę na Muchobór Wielki – 4 km za 10 zł.

Czy był to dobry wybór? Trudno powiedzieć.

Z jednej strony nie. Trasa prowadziła ulicami bez ścieżek rowerowych, między samochodami, a dodatkowo utknęłam na długo przed przejazdem kolejowym, czekając aż przejadą pociągi.

Z drugiej strony – zdecydowanie tak. W Hucie jest ogromny manekin przypominający wielkiego człowieka siedzącego na ławce. W tle wznosi się charakterystyczna wieża. Wieżę fotografowałam już kiedyś, ale od dawna chciałam wrócić po zdjęcie tego gigantycznego „ludka”. W końcu się udało.

Skoro już znalazłam się na Muchoborze, skusiłam się jeszcze na kurs z McDonald’s – 2,3 km za 8 zł. W restauracji czekało kilku kurierów, więc postałam około 10 minut. Na szczęście sama dostawa była bardzo blisko, dosłownie 400 metrów do biura.

Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty dłużej jeździć po tamtych okolicach. Dlatego postanowiłam szybko uciekać w najbliżej znane mi miejsce – w stronę Oporowa.

I wtedy wydarzyła się jedna z dziwniejszych sytuacji tego dnia.

Jadę sobie normalnie ulicą. Samochody mnie wyprzedzają, wszystko przebiega spokojnie. Nagle obok przejeżdża bus, a pasażer przez otwarte okno wrzeszczy do mnie:

– Pojebało cię?!

Spojrzałam tylko zdziwiona. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. Jechałam normalnie, zgodnie z przepisami. Przez następnych kilka minut zastanawiałam się, czy zrobiłam coś nie tak. Może jechałam za wolno? Może za szybko? A może po prostu ktoś miał wyjątkowo zły dzień. Jedno jest pewne – normalny człowiek nie zachowuje się w taki sposób.

Na szczęście chwilę później pojawiła się ścieżka rowerowa i mogłam zjechać z jezdni, by nie denerwować zbyt nerwowych kierowców.

Potem Uber zaproponował „paczkę” – 4,5 km za 13 zł w moje rejony. Brzmiało świetnie, więc od razu ruszyłam. Na miejscu okazało się, że tajemnicza paczka to po prostu jedzenie z restauracji wysłane jako przesyłka. Nie pierwszy raz spotykam się z takim sprytnym rozwiązaniem.

Dostawa była krótka, niecały kilometr. Drzwi otworzyła przemiła starsza pani, która wręczyła mi 10 zł napiwku. Coraz częściej zauważam, że to właśnie starsi ludzie zostawiają napiwki. Chyba stare dobre wychowanie nadal robi swoje.

Później natknęłam się na coś znacznie mniej przyjemnego.

Przy ulicy stała karetka. Słychać było bardzo głośne krzyki. Początkowo bałam się nawet spojrzeć, bo myślałam, że doszło do wypadku. Okazało się jednak, że na ziemi siedziała młoda dziewczyna, później usłyszałam, że miała około 18 lat. Krzyczała bardzo głośno i mówiła rzeczy, które brzmiały zupełnie chaotycznie. Kilka osób próbowało ją uspokoić.

Nie wyglądała na ranną fizycznie. Być może przeżywała jakiś kryzys zdrowotny albo była pod wpływem substancji. Trudno powiedzieć. Sam widok był jednak bardzo niepokojący i jeszcze przez długi czas o tym myślałam.

Na zakończenie dnia Uber dał mi jeszcze jedno zamówienie z restauracji greckiej – 5,6 km za 16 zł. Co najważniejsze, dostawa prowadziła już praktycznie na moją „wioskę”, więc uznałam, że to idealny kurs na koniec.

Na jedzenie znów musiałam poczekać około 17 minut. Na szczęście obsługa była miła i dostałam szklankę zimnej wody na ochłodę. Po dostarczeniu zamówienia ochroniarz odebrał jedzenie, a ja mogłam wreszcie ruszyć w stronę domu.

I to był moment, kiedy uznałam, że wystarczy atrakcji jak na jeden dzień.

Pogoda dopisała. Było około 27 stopni. W słońcu gorąco, ale gdy chowało się za chmurami i pojawiał się wiatr, temperatura była wręcz idealna. Teraz zapowiadają nawet 35 stopni, więc może być ciężko z dłuższymi wyjazdami rowerowymi. Jeśli już będę jeździć, to raczej krócej.

Ale cóż – lato nadchodzi. A lato przecież ma być gorące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *