Google Maps: „Jedź naokoło, będzie ciekawiej”

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5.5 godzin
💵 155,18 zł (12,63 zł napiwków)
💰 28 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 70 km
🍔 Wolt / Uber

Pogoda dziś się zepsuła – około 8 stopni, wiatr i ani śladu słońca. Ubrałam się cieplej niż ostatnio, ale jednak okazało się, że trochę za lekko. Jedna dodatkowa, cienka bluza bardzo by się przydała. W torbie rowerowej miałam zapasową, więc już chciałam zatrzymać się w parku i się przebrać, ale w tym momencie zapipkał Wolt i wpadło zamówienie. Pomyślałam: trudno, jadę. W sumie wyszło na dobre, bo podczas jazdy trochę się rozgrzałam i przestało być aż tak zimno. Za to wieczorem, gdy wracałam już do domu, chłód dał się we znaki i trochę zmarzłam.

Początek dnia był bardzo słaby. Przez długi czas nie było żadnych zamówień i już zaczęłam myśleć, że skończę dzień z okrągłym zerem. Na szczęście powoli coś zaczęło się pojawiać. W ogóle mam wrażenie, że zamówienia mają jakiś radar – przychodzą dokładnie wtedy, gdy człowiek chce coś zrobić dla siebie. Spróbujcie tylko wyciągnąć jedzenie, napić się czegoś albo właśnie ubrać dodatkową bluzę… i od razu wpada kurs.

Tak było i tym razem. Kiedy chciałam się cieplej ubrać w parku, dostałam Chlebotekę na Wolcie – 3,5 km za 12 zł. Niestety zawiozło mnie to na zadupie, skąd wracałam na pusto. Kolejne zamówienie… też na to samo zadupie i znowu powrót na pusto, ale tym razem klient zostawił aż 9 zł napiwku. Co ciekawe, miałam przeczucie, że coś dostanę, bo już kiedyś tam byłam i z tego co pamiętam, wtedy też dostałam napiwek.

Potem Uber – McDonald’s, 2,5 km za 9 zł. Chwilę później znowu McDonald’s, ale na Wolcie – krótkie 1,3 km za 8 zł.

I tu zaczęła się przygoda. Wracam do roweru, chcę wyłączyć alarm… a tu nic. Pilot nie reaguje. W pierwszej chwili pomyślałam, że bateria w alarmie padła i jak ruszę rower, to zacznie wyć na pół miasta. Szybko wyłączyłam aplikacje, żeby w tym czasie nie wpadały nowe zamówienia. Klikam pilotem – dalej nic. Wzięłam z roweru powerbank i kabel. Co ciekawe, alarm w ogóle się nie odezwał, gdy zaczęłam przy nim grzebać, więc szybko podłączyłam go do powerbanka, wyłączyłam alarm i… tak jeździłam kilka godzin z alarmem podłączonym do ładowania.

Potem znowu McDonald’s na Uberze – 3 km za 9 zł. Następnie Wolt – pizza, 2 km za 9 zł. Bardzo miła i uśmiechnięta pani odebrała zamówienie i zostawiła napiwek – 4 zł.

Z czasem zaczęłam zapuszczać się dalej w miasto. Na Uberze wpadł kebab – 17 zł za 4 km. Brzmi świetnie, prawda? Problem w tym, że z tych 4 km zrobiło się… 5,5 km. Zamiast pojechać prostym skrótem, który doskonale znam i którym jeżdżę bardzo często, dałam się poprowadzić Google Maps. A Google oczywiście wybrał trasę naokoło i zrobiłam piękny, kwadratowy objazd.

Gdybym od razu skojarzyła, że jadę do szpitala, to wiedziałabym, którą drogą jechać najkrócej. Adres wydawał mi się znajomy, ale nie byłam pewna, czy to właśnie tam, więc wybrałam jedną z trzech tras zaproponowanych przez Google – wszystkie wyglądały podobnie długo. Nie wiem, dlaczego nie zaproponował tej najkrótszej, szczególnie że byłam na rowerze. Google Maps – co? – Jajco! 😄
Na szczęście klientka była bardzo w porządku. Gdy jej powiedziałam, że trochę mnie mapa wyprowadziła w pole, tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że spoko, nie ma problemu.

Później Uber dał podwójne zamówienie na Gaju – Pasibus i kuchnia koreańska. 6 km za 26 zł. Pierwsza dostawa była dalej w miasto, druga na Grabiszyn. Po drodze nieźle mnie wytrzęsło na kamiennych drogach.

Potem Wolt dał ciekawe zamówienie z nowego miejsca – budka z czeburekami. W aplikacji sporo pozycji, a torba… bardzo lekka. Dostawa idealna, bo na Gaj, czyli coraz bliżej moich rejonów. W sumie dobrze się złożyło, bo powoli miałam już ochotę wracać w swoją stronę, mimo że w niedzielę jeździ się bardzo przyjemnie – ruch jest mały, ulice prawie puste.

Na koniec wpadło jeszcze podwójne zamówienie na Wolcie – 5,5 km za 22 zł. Pierwsza dostawa była dość blisko, ale druga aż na Brochów. Na szczęście było jeszcze jasno, bo nieraz wracałam z Brochowa po ciemku i wiem, że wtedy adrenalina potrafi być spora. Po dostawie miałam jeszcze około 8 km do domu, więc spokojnie wróciłam już bez zamówień.

Przy okazji jedna rzecz mnie dziś bardzo ucieszyła – nareszcie łańcuch w rowerze chodził cicho i płynnie. Wczoraj posmarowałam go tańszym olejem marki Hakuri i naprawdę zrobił robotę. Zero pisków, zero zgrzytów, tylko cicha jazda. Przy tylu kilometrach dziennie to naprawdę robi ogromną różnicę.

Ostatecznie dzień zakończył się wynikiem 155 zł. Godzinówka wyszła słaba, ale i tak jestem zadowolona, bo po takim początku spodziewałam się znacznie gorszego wyniku.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja z drogi. Kurierzy naprawdę czasami jeżdżą jak szaleni. Jeden chłopak z plecakiem znanego partnera flotowego – wszyscy kurierzy dobrze wiedzą którego, nie będę wymieniać – przejechał przez drogę na czerwonym świetle i prawie wpadł pod samochód. W ostatniej chwili zaczął ostro hamować i uniknął wypadku dosłownie o włos. Niestety wielu z nich jeździ w ten sposób cały czas… aż strach patrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *