Grzanie ławy w słońcu, murale i machająca dziewczynka

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 6 godzin
💵 108,35 zł (0 zł napiwków)
💰 18 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 60 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś było sporo tak zwanego „grzania ławy”. Wczoraj zamówień było całkiem dużo, a dziś jakby ktoś zakręcił kurek – prawie nic nie wpadało. Na pocieszenie okazało się, że nie tylko ja tak mam. Inni kurierzy też głównie siedzieli i czekali. Nawet jednego zapytałam, czy coś mu wpada, ale powiedział, że też cisza.
Za to pogoda była przepiękna. Słońce, ciepło, aż chciało się usiąść na ławce i po prostu posiedzieć w promieniach słońca. Taki dzień, że nawet samo czekanie na zamówienia było przyjemniejsze niż zwykle.
Pierwsze zamówienie trafiło się od razu po wyjeździe z domu. Wolt wysłał mnie do Chleboteki, całkiem blisko i jeszcze do stałego klienta. Nawet mapy nie musiałam odpalać, bo trasę znam już na pamięć. Pomyślałam sobie, że jeśli tak zaczyna się dzień, to pewnie dalej też pójdzie sprawnie. Niestety, po tym szybkim starcie zaczęło się długie czekanie, które zwiastowało raczej spokojny, a właściwie pusty dzień.
Podjechałam więc do parku, zatrzymałam się i czekam. Patrzę, a tu akurat koleżanka idzie z wózkiem – nasza stała miejscówka, gdzie często się spotykamy. No to standardowo chwilę pogadałyśmy. W międzyczasie miałam odpalone trzy aplikacje i… absolutnie nic nie wpadło.
Po jakiejś pół godzinie w końcu odezwał się Uber. Pizza, ponad 4 km za 11 zł. I o ile poprzedni klient był bardzo zadowolony, to ten miał trochę mniej szczęścia. Pojechałam na Bielany i GPS zaprowadził mnie w jakieś magazyny i garaże. Drogi pozamykane, jakaś budowa, nie było przejazdu. Trochę się pokręciłam, w końcu wyjechałam na normalną ulicę i podjechałam kawałek dalej. Klient wyszedł na ulicę. Powiedziałam mu, że nie mogłam trafić, bo drogi zamknięte i GPS wariował, ale on na luzie: „spoko, zdarza się”. Podaję pizzę, a on pyta:
– A cola jest? Mówię, że nic o tym nie wiem, dali mi tylko pizzę. Pokazał w aplikacji, że faktycznie zamawiał też colę. Wyglądało na błąd restauracji, bo u mnie w zamówieniu nie było żadnej informacji o napoju. Powiedziałam mu, żeby zgłosił to przez aplikację – wtedy zwykle zwracają pieniądze albo dają rekompensatę.
Potem wpadł Wolt – 5,5 km za 16 zł, a chwilę później dołączyło drugie zamówienie za 6 zł. Było dosłownie kilka kroków dalej, więc wzięłam. Jedno zostawiłam w recepcji, a z drugim pojechałam dalej.
Później kilka razy jeździłam do McDonalda i do tajskiej restauracji. Tak sobie kursowałam między nimi co jakiś czas. W pewnym momencie stoję w korku, a na przystanku obok kobieta z małą dziewczynką. Dziecko patrzy na mnie, uśmiecha się i zaczyna mi machać. No to jej odmachuję. Mama się śmieje i mówi do niej:
– A Ty to zawsze tak zaczepiasz ludzi 🙂 Dziewczynka jeszcze kilka razy do mnie pomachała, a kiedy ruszyłam dalej, to też jej pomachałam. Takie drobne sytuacje potrafią poprawić humor.
Po drodze do jednego z klientów skrótem odkryłam też fajne miejsce z muralami. Słońce świeciło pod takim kątem, że promienie pięknie padały na ściany. Zatrzymałam się na chwilę i zrobiłam kilka zdjęć – wyszły bardzo klimatyczne.
Byłam też w ciekawym bloku, który w środku miał małe podwórko. Było tam sporo roślin, jakaś fontanna, naprawdę ładnie zrobione miejsce. Chociaż, jak powiedziała klientka: „ładnie, ale zimno”.
Na koniec dnia wyszła mi śmiesznie niska godzinówka. Szczerze mówiąc, tylko dzięki tej pięknej pogodzie spędziłam tyle godzin na czekaniu, jeżdżąc praktycznie za miskę ryżu. Ale z drugiej strony – świeże powietrze było, trochę pojeździłam, kilka fajnych zdjęć zrobiłam. Więc w sumie też jestem zadowolona. 🙂






