Hotelowy chaos – gdzie ja właściwie jestem?

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 20 min.
💵 103,41 zł (4 zł napiwku)
💰 31 zł na godzinę
🛒 6 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś były istne cyrki.
Z nerwów zagotowałam się tak bardzo, że aż się spociłam i musiałam zdejmować kurtkę. A to, że miałam na sobie kilka warstw ubrań, wcale nie pomagało. Chwila zimno, chwila gorąco – i do tego stres.
Co gorsza, sytuacja była niemal identyczna jak ostatnio. Pierwsze zamówienie dnia: krótki Uber za 9 zł, który normalnie zrobiłabym w kilka minut. Tymczasem zeszło prawie pół godziny, bo klientka podała zły adres.
Jadę do hotelu wskazanego w aplikacji. W recepcji potwierdzają adres. Pytam o piętro, bo klientka źle się czuła i prosiła o dostarczenie pod same drzwi. Idę, pukam – cisza. Dzwonię. Klientka mówi, że nikogo tam nie ma i pyta, czy na pewno jestem w dobrym hotelu. Podaję adres dokładnie taki, jaki widnieje w Uberze. A ona na to, że to inny hotel.
No to ja pytam: jak inny?
Skoro inny, to trzeba było podać inny adres albo chociaż nazwę hotelu. Wracam do recepcji, pytam o ten drugi hotel – okazuje się, że jest bardzo daleko. Klientka pisze, że to jednak „hotel obok”. Sprawdzam nazwę – zaprzecza. Pytam jeszcze raz. Dopiero wtedy potwierdza, że jednak chodzi o ten pierwszy.
Gdyby od razu podała nazwę, dostarczyłabym bez problemu. A tak straciłam czas, nerwy i energię. I oczywiście – napiwek? Nawet symbolicznych 5 zł. Zero.
Wolt praktycznie się dziś nie odzywał, więc Uber ratował sytuację, głównie dłuższymi kursami. I na sam koniec – perełka dnia:
Uber, 5 km za 34 zł.
Serio.
Patrzę w ekran i mówię na głos: WTF?! 😅 Moje pierwsze tak dobrze płatne zamówienie na Uberze. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest haczyk… ale nie było żadnego. Kurs poszedł szybko i sprawnie, bez problemów i ładnie podniósł mi godzinówkę.
Po tym już nie chciało mi się dalej jeździć. Wiatr był lodowaty i bardzo silny, machało rowerem, a ja co chwilę byłam w trybie: ubieram się – rozbieram się. Organizm miał już dość.
Co najlepsze – miałam dziś w ogóle nie wychodzić. A jednak wyszłam i stówka wpadła, więc koniec końców jest spoko. Nawet jeśli po drodze były nerwy i absurdy.
