Jesień w lipcu i przepiękne kwiaty na wrocławskich Hubach

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 120,49 zł (0 zł napiwków)
💰 24 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 60 km
🍔 Uber / Wolt

Zawitała jesień… w lipcu

Naprawdę mam wrażenie, że jesień przyszła w samym środku lipca. Co ciekawe, niejedna jesień potrafi być pogodniejsza od tego, co zastało mnie dziś za oknem. Rano zaledwie 15°C, wiatr, ciemne chmury i ta ponura aura, która skutecznie odbiera ochotę na wyjście z domu. Długo biłam się z myślami, czy w ogóle ruszać do pracy. Zostać, czy jednak wsiąść na rower? Ostatecznie wyszłam.

Finansowo nie był to udany dzień, ale za to wróciłam z przewietrzoną głową, nowymi wrażeniami i zdjęciami przepięknych kwiatów rosnących przy starych kamienicach na wrocławskich Hubach. I chyba właśnie dla takich chwil warto czasem wyjść, nawet gdy pogoda próbuje zniechęcić od pierwszej minuty.

Od samego początku Uber próbował wysyłać mnie na jakieś dziwaczne, bardzo dalekie kursy na okoliczne wsie. Odrzucałam je, przebierałam w ofertach, później długo czekałam na coś sensownego i właśnie stąd wzięła się taka marna godzinówka.

Pierwsze rozsądne zlecenie to… paczka. Bliski kurs – około 3 km za 9 zł. Dopiero po chwili okazało się, że to nie zwykła przesyłka, tylko jedzenie z restauracji, która w ogóle nie współpracuje z Uberem, Woltem ani Glovo. Klientka wcześniej opłaciła zamówienie bezpośrednio w lokalu, umówiła się z restauracją, że przekażą je kurierowi, a transport zamówiła jako zwykłą paczkę. Sprytne rozwiązanie.

Podjechałam pod blok zaznaczony na mapie i już miałam wejść do klatki, gdy zadzwoniła klientka.

„Stoję pod blokiem, ale pani nie widzę.”

Okazało się, że znowu prawie pomyliłam dwa budynki o tym samym numerze. W tym miejscu nawigacja bardzo często prowadzi mnie źle. Szybko podjechałam we właściwe miejsce. Klientka miła, uśmiechnięta, mówiła, że zostawiła dziecko samo w domu i bardzo się spieszy. Przekazałam jedzenie, ona podziękowała i dosłownie pobiegła z powrotem do mieszkania.

Później wpadło meksykańskie na Oporów – 9 km za 18 zł. Następne zlecenie zostało odwołane przez klienta jeszcze przed dostawą. Potem Uber wysłał mnie po kebaba, z dostawą na Jagodno – 5 km za 12 zł.

Gdy już wyjechałam z Jagodna, odezwał się Wolt z kursem około 7 km za 22 zł. Przez chwilę się wahałam. Ostatecznie odrzuciłam zlecenie, bo zwyczajnie nie chciało mi się wracać z powrotem na Jagodno. Wiał mocny wiatr, a trasa prowadziła aż na Żerniki i z powrotem do dwóch klientów na Jagodnie. Później trochę tego żałowałam, bo zamiast jednego dłuższego kursu musiałam sporo pojeździć, zbierając kolejne, mniejsze zamówienia.

Następnie Wolt dał kuchnię wietnamską – 1,5 km za 8 zł. Potem Chlebotekę – 4,2 km za 13 zł z dostawą na Gaj. Średnio miałam ochotę tam jechać, ale uznałam, że szkoda odpuszczać.

W pewnym momencie jednocześnie zapikał Uber i Wolt. Nie zdążyłam dokładnie podejrzeć szczegółów Wolta, więc intuicyjnie odrzuciłam ofertę Ubera z Biedronki na Jagodno i przyjęłam Wolta.

I chyba dobrze się stało.

To właśnie dzięki temu trafiłam na Huby.

Wolt wysłał mnie do Solleim w CH Ferio Gaj, a stamtąd około 3 km z dostawą właśnie na Huby. Na miejscu czekało mnie wejście na piąte piętro bez windy. Z plecakiem pełnym jedzenia nie należało to do najłatwiejszych zadań i trochę się zmachałam.

Ale kiedy już schodziłam po schodach…

Od razu zobaczyłam je.

Przepiękne, intensywnie różowe kwiaty kwitnące tuż przy starych wrocławskich kamienicach. Ten kontrast kolorowych kwiatów z wiekowymi elewacjami wyglądał wręcz obłędnie. Wiedziałam, że będą z tego świetne zdjęcia. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam fotografować chyba z każdej możliwej strony. Cykałam zdjęcia jak szalona.

Później postanowiłam wracać w stronę swojej dzielnicy, żeby centrum nie wciągnęło mnie znowu na drugi koniec miasta. Jak na zawołanie pojawiło się idealne zlecenie – podwójny Uber za około 20 zł i 7,3 km. Najpierw odbiór z Solleim na Gaju, później pobliskie Poke Loko. Kierunek dokładnie taki, jaki chciałam.

Za chwilę kolejne podwójne – Chleboteka i Meatologia. Łącznie 4,8 km za 13 zł. Jedno z zamówień zawiozłam do hotelu.

Na zakończenie dnia dostałam wręcz wymarzone zlecenie. Podwójny kurs z kebaba i Meatologii, a dostawa praktycznie obok mojego domu. Dokładnie wtedy, kiedy i tak planowałam kończyć pracę. Łącznie około 3 km za 14 zł.

Czekając na odbiór w kebabie, dostałam od obsługi filiżankę gorącej herbaty. W tak chłodny, wietrzny dzień smakowała wyjątkowo dobrze. Przyjemnie ogrzała, ugasiła pragnienie i była naprawdę miłym gestem na zakończenie pracy.

Wracałam już spokojna, wiedząc, że to ostatnie dwa zamówienia.

Pod względem zarobków dzień wypadł słabo. Przez pięć godzin udało się zarobić zaledwie około 120 zł, a licznik pokazał aż 60 przejechanych kilometrów. Sporo jeżdżenia, niewiele pieniędzy. Zwłaszcza przy takiej wietrznej, chłodnej i momentami deszczowej pogodzie liczyłam na lepszy wynik.

Może mogłam wybierać inne kursy. Może bardziej opłacało się przyjmować wszystko jak leci. Ale wolę pracować spokojniej i bezpieczniej niż gonić za każdą złotówką, pędzić na czas i niepotrzebnie ryzykować.

Bo choć portfel dziś specjalnie się nie zapełnił, to głowa odpoczęła. A do domu wróciłam z pięknymi zdjęciami, nowymi wspomnieniami i przekonaniem, że nawet taki szary, jesienny dzień w środku lipca potrafi mieć swój urok.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *