Kiedy błotnik ma gorszy dzień

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 128,53 zł (4 zł napiwku)
💰 32 zł na godzinę
🛒 13 dostaw / 55 km
🍔 Wolt / Uber

Idzie mi coraz lepiej.
Z każdym dniem czuję, że łapię rytm, a i godzinówka zaczyna wyglądać coraz przyjemniej. Dziś start był wręcz idealny – w lekko ponad godzinę wpadło prawie 50 zł. Taki początek od razu daje motywację i poczucie, że to ma sens.

Później jednak zrobiło się już trochę trudniej. Zlecenia były głównie krótkie i na niewielkie kwoty. Niby dystanse małe, ale czasowo wcale nie takie szybkie do zrobienia. Duży ruch na ulicach, objazdy, kombinowanie jak ominąć korki – często wychodziło, że zamiast krótszej trasy robiłam dłuższą. Teoretycznie „blisko”, a w praktyce kręcenie się w kółko.

Na koniec dnia wzięłam jeszcze jeden daleki kurs… i to był ten moment, kiedy wracałam już z totalnego zadupia na pusto. Niby człowiek wie, że tak bywa, ale zmęczenie wtedy wchodzi na zupełnie inny poziom.

W międzyczasie odezwał się Uber i rzucił dwie podwójne dostawy, a na Wolcie wiozłam trzy zamówienia naraz w plecaku. Do tego wiatr – mega silny i lodowaty, taki który odbiera energię szybciej niż długie kilometry. Plecak ciężki, schody, zakupy z Auchan, które swoje ważyły… wszystko się złożyło w jeden solidny trening.

Jeszcze zahaczyłam o serwis rowerowy, żeby chłopaki porządnie przymocowali mi błotnik, bo przy wjeżdżaniu w dziury ciągle odpadał drut i stukał o koło. Niby drobiazg, ale potrafi doprowadzić do szału, zwłaszcza kiedy liczysz każdą minutę.

Kilometrów może nie było jakoś rekordowo dużo, ale ilość kursów, wiatr, schody i ciężkie zamówienia zrobiły swoje. Wróciłam zwyczajnie zmęczona. Tak po kurierowemu – fizycznie, ale z poczuciem, że dzień był przejechany na serio.

Podobne wpisy

  • Szalony dzień na Pyszne – 7 godzin jazdy, dziurawe drogi i o krok od wypadku

    Szalony dzień! Dziś postanowiłam zrobić mały eksperyment i przez cały dzień jeździć wyłącznie na Pyszne.pl. Wzięłam 5 godzin bloków i chciałam sprawdzić, jak wygląda ciągłość zamówień oraz ile realnie można zarobić, jeżdżąc tylko na jednej aplikacji. Ostatecznie wyszło aż 7 godzin jazdy. I zdecydowanie nie był to spokojny dzień. Było sporo kilometrów, dużo czekania na światłach i w restauracjach, jazda po fatalnych, dziurawych drogach Grabiszyna, mocny wiatr, wylany sos czosnkowy w plecaku, a przede wszystkim sytuacja, w której naprawdę niewiele brakowało, żebym została potrącona przez samochód.

  • Dawno tak się nie bałam! Uber wysłał mnie do centrum…

    Uber wysłał mnie aż do samego centrum Wrocławia, na Rynek. Dla wielu osób to pewnie nic wielkiego, ale dla mnie to jedno z najbardziej stresujących miejsc do jazdy rowerem. Tłumy ludzi, przeciskanie się w tempie ślimaka, mnóstwo ulic, samochodów i ciągłe zastanawianie się, którędy najlepiej przejechać. Samo dotarcie tam kosztowało mnie mnóstwo nerwów i czasu, a przez to godzinówka wyszła kiepska. Co najlepsze – wcale nie planowałam tam jechać. To po prostu splot wydarzeń.

  • Rekordowa dniówka na rowerze – 360 zł, 103 km i 22 dostawy! Dobra passa trwa

    Dobra passa trwa! Dzisiejszy dzień to był totalny sztos i mój nowy rekord na delivery! Zarobiłam aż 360 zł, godzinówka wyszła 45 zł/h, a do tego przejechałam 103 km w ciągu 8 godzin. Łącznie zrobiłam aż 22 dostawy! Jestem naprawdę dumna z siebie i z dzisiejszego wyniku. Tym bardziej że to już trzeci dzień z rzędu z bardzo dobrym zarobkiem. Szczerze mówiąc, rano nie spodziewałam się, że uda mi się ponownie zrobić taką dniówkę. Wydawało mi się nawet, że dzisiaj szło gorzej niż wczoraj, a zamówienia nie były aż tak dobre. A jednak wyszło… jeszcze lepiej! Chyba po prostu cały czas trzyma mnie adrenalina.

  • Dzień McDonaldów, wiatru i posuchy

    Chciałam zacząć ten dzień z dużo większym entuzjazmem, ale zmęczenie i tak kiepska godzinówka skutecznie popsuły mi humor. Pogoda niby piękna, słoneczna, wręcz idealna na rower, ale wiatr był taki, że momentami rzucało mną po całej drodze. Dodajcie do tego ciężki rower ze słabszym wspomaganiem i człowiek po kilku godzinach czuje się, jakby robił trening do wojska. Dziś był zdecydowanie dzień McDonaldów… i posuchy. Prawie każde zamówienie to McDonald, jedno po drugim, a większość z dostawą na moją wioskę, więc kursowałam praktycznie cały czas w tę i z powrotem. Posucha dlatego, że zamówień było bardzo mało i niestety mocno odbiło się to na zarobkach.

  • Pierwsza nocna jazda

    To mój rekord, jeśli chodzi o zarobek w tak krótkim czasie. Nareszcie trafiło się pierwsze zamówienie w Wolcie, a zaraz po nim dwa kolejne. Dzięki temu udało się uratować konto przed blokadą, a przy okazji przekonać się, że Wolt ma naprawdę świetne stawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *