Kiedy klient mówi „English please”

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5.5 godzin
💵 181,27 zł (9 zł napiwku)
💰 33 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 65 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś był naprawdę spoko dzień – fajnie się jeździło.
Niby prognozy straszyły 20 stopniami, ale w rzeczywistości wiał zimny, mocny wiatr, więc wiatrówka była obowiązkowa. Bez niej byłoby po prostu nieprzyjemnie.

Na drogach na szczęście luźniej niż wczoraj – mniej aut, mniej rowerzystów i mniej spacerowiczów. Dzięki temu jazda była płynniejsza i spokojniejsza, bez ciągłego slalomu.

Nie obyło się oczywiście bez przygód.

Dostałam mały ochrzan od kobiety, ale na szczęście w wersji kulturalnej, więc nie wzięłam tego do siebie. Zajechałam jej drogę, skręcając i przecinając jezdnię – mój błąd, przyjmuję. Było normalnie, bez krzyków, więc temat szybko zamknięty.

Wolt dziś bardzo ładnie płacił – kursy w granicach 17–30 zł, aż chciało się je brać. Jeden kurs 8 km za 32 zł odrzuciłam, bo byłam bardzo daleko od McDonald’s. Dojazd do restauracji zająłby mi jakieś 15 minut, jedzenie byłoby zimne, a klient czekałby wieczność.

Ktoś powie: „co cię to obchodzi?” – a mnie jednak trochę obchodzi. Poza tym dopiero co dojechałam w miejsce, gdzie było dużo restauracji, a ta dostawa leciała na totalne zadupie, skąd wracałabym kilka kilometrów na pusto. Finansowo i logistycznie średnio się to opłacało.

Czekania w restauracjach też były klasyczne:
15 minut w Maczku,
kolejne 15 minut w następnej knajpie.
Standard delivery.

Były też jaja z klientem Hindusem. Nie odbierał domofonu i telefonu – więc swoje odstałam. Jak w końcu odebrał, kazał mówić po angielsku, a mnie akurat mózg się przyciął i przypomniałam sobie może pięć słów na krzyż 😅 Na szczęście w końcu zszedł na dół i temat się zamknął.

Standardowo też ramen i standardowo dno torby przesiąknięte – u nich prawie zawsze coś się wylewa. Klasyka gatunku.

Na Uber kilka zamówień odrzuciłam, bo były dalekie, w złą stronę i słabo płatne, ale trzeba przyznać — Uber dziś dawał i dało się coś sensownego wybrać.

Na sam koniec musiałam jeszcze odrzucić fajne zamówienie na Wolcie za 20 zł, bo bateria już dogorywała. Nie chciałam ryzykować, że padnie w połowie kursu – rozsądek wygrał.

Wyszło sporo godzin i kilometrów, ale to był naprawdę udany dzień.
Taki zwykły, solidny, z przygodami – i właśnie takiego mi brakowało 🚴‍♀️💛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *