Kot, deszcz i dramat… potem McDonald’s x7 i napiwki ratują dzień

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
6 godzin
💵 167,34 zł (30 zł napiwków)
💰 28 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 70 km
🍔 Wolt / Uber

Wczoraj zrobiłam sobie dzień totalnego resetu – i dobrze, bo pogoda i tak była beznadziejna: deszcz, szaro, zero klimatu. Byłam już solidnie przemęczona, więc potrzebowałam po prostu nic nie robić i trochę „naładować baterie”.

Dzisiejszy start? Katastrofa. Dawno tak źle się nie zaczęło. Już przy samym wyjściu z domu mój kot postanowił urządzić sobie wycieczkę na klatkę schodową, więc pierwsze minuty dnia spędziłam na gonitwie za nim. Efekt – spocona zanim w ogóle wsiadłam na rower. A chwilę później oczywiście zaczął padać deszcz. Błoto wszędzie, rower momentalnie do mycia…

Do kompletu dramatyczna godzinówka na starcie – jakieś 14 zł/h. Stałam, czekałam i zaczynałam się już konkretnie wkurzać. W pewnym momencie byłam o krok od powrotu do domu i ugotowania sobie spokojnie zupy, bo totalnie nie widziałam sensu dalej jeździć.

I jak to zwykle bywa – gdy już prawie odpuszczasz… wszystko się odwraca.

Ledwo zaczęłam kierować się w stronę domu, nagle Wolt i Uber jednocześnie zaczęły sypać zamówieniami. Oczywiście jedno trzeba było odrzucać – bo przecież nie mogą się ustawić w kolejkę, tylko hurtem 😅

Dzień napiwków – i to jaki! Aż 4 osoby zostawiły łącznie 30 zł, co u mnie jest naprawdę rzadkością.

Pierwsze zamówienie: pizzeria, aż na Oporów – 6,5 km za 16 zł. Dojeżdżam, a tam na powitanie wychodzi śliczny rudo-biały kotek 🐱 Obwąchał plecak, dał się pogłaskać, pogadałam chwilę z klientem i śmialiśmy się, bo rano miałam identyczną akcję z własnym kotem. Na koniec mówię do kota „to papa”, a klient do mnie „papa” 😂 Mega miłe i zabawne – od razu humor lepszy, nawet powrót już tak nie bolał.

Potem klasyk: McDonald’s – 2,3 km za 8 zł… ale napiwek aż 12 zł! Chwilę później kolejny McDonald i znowu napiwek – 8 zł. W tym momencie za dwa kursy miałam już 40 zł.

Choć nie było tak kolorowo – w jednym McDonaldzie czekałam pół godziny, bo wpadła wycieczka szkolna i ekran zamówień był zawalony. Oczywiście moje zrobili na sam koniec.

W końcu odezwał się też Wolt – króciutki kurs za 5 zł, około 1 km, z czego prawie 3 zł to napiwek. Potem jeszcze kilka kursów: podwójny McDonald, tajskie jedzenie (z napiwkiem!), dłuższy kurs „na zadupie” z powrotem na pusto, hamburger… klasyczny kurierowy miks.

I hit dnia 😂

Wiozę McDonalda przez park i nagle spotykam koleżankę – spacer z dzieckiem i mężem. Zamieniamy parę słów. Odwożę zamówienie, wracam – znowu ją mijam. Biorę kolejne zamówienie z McDonald’s – znowu ją spotykam. I tak 3 razy pod rząd 😄

Łączna ilość McDonaldów: 7.

Na koniec jeszcze Wolt – pizza, 3 km za 12 zł, gotówka i kolejny napiwek, prawie 5 zł.

Podsumowując: zaczęło się fatalnie, serio miałam ochotę się poddać… a skończyło się lepiej, niż mogłam się spodziewać. Dzień uratowały napiwki i trochę szczęścia 🍀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *