Majówka bez szału, ale z historiami

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 2.5 godziny
💵 73,21 zł (4 zł napiwku)
💰 29 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 30 km
🍔 Wolt / Uber
Jak na majówkę, to wcale nie było tak źle.
Upał był konkretny, momentami aż duszno, więc dobrze, że chociaż wiatr trochę ratował sytuację. Bez niego jazda byłaby znacznie cięższa.
Zamówienia wpadały co jakiś czas, ale między nimi było też sporo czekania. Głównie trafiały się drobne kursy na Uber – po kilka złotych, prawie same Maczki. Mało kilometrów, krótka jazda, ale jak na taki dzień, działo się zaskakująco dużo.
Pod jednym z Maczków podsłuchałam ciekawą rozmowę między kurierami.
Hindus i Ukrainiec rozmawiali o zarobkach. Ja w tym czasie miałam jakieś 40 zł, a Ukrainiec na rowerze… ponad 200 zł. Mówił, że dzień wcześniej zrobił ponad 500 zł. Hindus w szoku pyta: „To ile godzin jeździłeś?” – a Ukrainiec na totalnym luzie odpowiada: „14”.
Hindus jeszcze bardziej zdziwiony, że wow, jak długo, a Ukrainiec tylko wzruszył ramionami, że to wcale nie tak dużo. Na dokładkę był jeszcze zaskoczony, że jutro jest jakieś święto 😅
Nie powiem – trochę mnie to rozbawiło.
Potem trafiła mi się zabawna i nietypowa dostawa kebaba – prosto na działki, dosłownie obok mojego domu. Klient nie podał numeru, więc podjeżdżam pod bramę, a tam uśmiechnięty gość. Mówię, że „fajna dostawa”, a on na to: „Nietypowa, ale nie miałem grilla, to zamówiłem kebaba” 😂
Majówka w wersji minimalistycznej.
Chwilę później stoję na światłach i nagle bach – Ukrainiec najechał mi kołem w moje koło. Trochę mnie stuknął. On i jego kolega zaczęli się śmiać, a jeden rzuca tekst: „Ja trochę nayebany”.
Pomyślałam tylko: nie trochę, tylko konkretnie, bo czerwone mordy, śmiechy i jazda po mieście na procentach to raczej nie jest najlepszy pomysł. Na szczęście nic się nie stało.
Miałam też dostawę do pizzerii, w której ostatnio sama jadłam, oraz do serwisu rowerowego – takie małe smaczki dnia, kiedy miasto zaczyna się zazębiać z prywatnymi sprawami.
Na koniec postałam jeszcze chwilę, licząc, że dobiję do stówki, ale nic już nie wpadało. Nie chciało mi się marnować czasu, a do tego gorąc dawał się coraz bardziej we znaki, więc odpuściłam i wróciłam do domu odpocząć.
Majówka, jak majówka – bez szału, ale z historiami 🚴♀️🌞
