Mało zamówień, za dużo pokus i dziewczynka z własnoręczną biżuterią

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 2 godz. 20 min.
💵 59,28 zł (0 zł napiwków)
💰 25 zł na godzinę
🛒 5 dostaw / 35 km
🍔 Uber / Wolt
Dziś pogoda dopisała jak rzadko – pełne słońce i około 30°C. To właściwie ostatni taki „przyjemny” dzień przed falą upałów, bo jutro prognozy pokazują aż 36°C. W taki skwar nawet ja odpuszczam pracę i zostaję w domu.
Pojeździłam trochę dłużej niż wczoraj, ale szału nadal nie ma. Zamówień jak na lekarstwo. Przez ponad dwie godziny udało mi się zrobić zaledwie pięć dostaw i wróciłam do domu z zarobkiem około 60 zł. W takim tempie to chyba długo będę odkładać na zbliżający się serwis roweru. A potem pozostanie już tylko… jeść gruz. 😂 Ale co zrobić – lepiej się z tego pośmiać niż załamywać.
Jak zwykle będąc w mieście musiałam walczyć z własną słabą wolą. Sklepy kuszą mnie dosłownie z każdej strony. Chyba jedynym rozwiązaniem byłaby przeprowadzka do lasu, gdzie zamiast galerii handlowych byłyby tylko drzewa i śpiew ptaków.
Pierwsze zamówienie przyszło praktycznie od razu po uruchomieniu aplikacji. Uber wysłał mnie po hamburgery z dostawą na Jagodno – 5,6 km za 14 zł. Wracając zrobiłam kilka zdjęć przepięknego nieba. Już wtedy wiedziałam, że wyjdą świetnie. Ten żywy kontrast kolorów wyglądał niesamowicie i aż szkoda było nie zatrzymać się na chwilę.
Po powrocie na swoją dzielnicę wpadło kolejne zlecenie – kebab, 3 km za 9 zł, z dostawą do stacji kontroli pojazdów. Chwilę później Uber dorzucił McDonald’s – 3,4 km za 10 zł. Tym razem klientka zapomniała podać numer mieszkania, więc musiałam kontaktować się z nią przez czat. Na szczęście szybko się wyjaśniło.
Przejeżdżając przez park zauważyłam dziewczynkę sprzedającą własnoręcznie robioną biżuterię – bransoletki, naszyjniki i różne drobne ozdoby. Kiedyś pomyślałam sobie, że jeśli spotkam dziecko, które naprawdę się napracowało i próbuje coś sprzedać, to na pewno coś kupię. No i dziś trafiła się taka okazja.
Wybrałam dwie śliczne bransoletki po 5 zł. Zapłaciłam 20 zł i powiedziałam, że reszty nie trzeba. Mina tej dziewczynki była bezcenna. Ja od tych kilku złotych nie zbiednieję, a dla dziecka taka kwota potrafi znaczyć naprawdę wiele. Pewnie kupi sobie jakieś wymarzone drobiazgi albo słodycze. Doskonale pamiętam, jak sama będąc dzieckiem cieszyłam się z każdej takiej sumy.
Później odezwał się jeszcze Wolt. Najpierw kuchnia orientalna – 6 km za 16 zł z dostawą do salonu Fiata, a następnie kuchnia azjatycka – 2,6 km za 9 zł. I na tym praktycznie zakończył się mój dzień pracy. Czekałam jeszcze chwilę, ale zamówień po prostu nie było. Było gorąco, kurierów dużo, więc nie miało sensu marnować czasu na bezczynne stanie.
Pominę już fakt, że po drodze odwiedziłam kolejny sklep z kartami Pokémon… Chyba naprawdę nie powinnam o tym pisać, bo poziom mojej samokontroli pozostawia wiele do życzenia. 😂
Po pracy zrobiłam się głodna i przypomniałam sobie o aplikacji Too Good To Go, dzięki której można uratować jedzenie przed zmarnowaniem za niewielkie pieniądze. Tym razem naprawdę mi się poszczęściło. Za 14 zł dostałam na stacji Circle K, trzy duże rogale z szynką i serem, paczkę cukierków oraz aż dwa duże opakowania chipsów Monster Munch. Jak na taką cenę – świetny zestaw.
I to już wszystko na dziś. Czasem trzeba sobie osładzać życie małymi przyjemnościami. Na ciężką harówkę jeszcze przyjdzie pora. Teraz są wakacje, pogoda dopisuje, ludzie wolą wyjść do restauracji niż zamawiać jedzenie do domu, a kurierów na ulicach jest naprawdę sporo.
Mimo że zarobki dziś nie powalały, nie uważam tego dnia za stracony. Każdy wyjazd to nowa przygoda, nowe miejsca, nowi ludzie, kolejne zdjęcia i historie, których nie da się zaplanować. Czasem największą wartością dnia nie są pieniądze, ale właśnie te małe momenty, które zostają w pamięci na długo.






