Miało być słabo, wyszło 41 zł/h – nowy plecak, 23 zł napiwków i walka do końca

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godzin
💵 204,72 zł (23 zł napiwków)
💰 41 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 68 km
🍔 Uber / Wolt / Pyszne

Miało być słabo, wyszła najlepsza godzinówka – 41 zł na godzinę, nowy plecak i 23 zł napiwków

Nie wiem, jak to możliwe, że wyszła mi dzisiaj tak dobra godzinówka, skoro przez sporą część dnia miałam wrażenie, że kompletnie mi nie idzie. Zamówień było bardzo mało, często po prostu stałam i czekałam, aż coś w końcu wpadnie. Miałam odpalone aż cztery aplikacje, a mimo to przez dłuższy czas niewiele się działo.

Na szczęście później dzień się rozkręcił, a przede wszystkim Pyszne wreszcie zaczęło dawać zamówienia. I to całkiem fajne! Do tego wpadło aż 23 zł napiwków, więc końcówka zdecydowanie uratowała wynik.

Pogoda też była dzisiaj idealna na rower. Było słonecznie, momentami wręcz gorąco, ale bez większego dyskomfortu. Po prostu przyjemnie się jeździło.

Nowy plecak pierwszy raz w trasie

Dzisiaj miałam też okazję przetestować mój nowy plecak kurierski, który przysłali mi wczoraj.

Wczoraj napisałam jego recenzję, a dzisiaj ruszyłam sprawdzić, jak sprawuje się w prawdziwej trasie. Ogólne pierwsze wrażenia są pozytywne, mimo że miałam trochę obaw.

Wiadomo – co nowe, to nowe. Nówka sztuka, nieśmigana! 😀

Najbardziej obawiałam się hałasujących zamków. Okazało się jednak, że podczas jazdy zupełnie przestałam zwracać na nie uwagę. Owszem, czasami hałasują, ale właściwie tylko wtedy, kiedy przejeżdżam przez większe dziury czy nierówności.

Nie miałam natomiast jeszcze okazji przetestować najważniejszej funkcji, czyli rozłożenia plecaka do przewożenia większych zamówień. Dzisiaj nie wiozłam ani jednej pizzy, więc plecak przez cały dzień jeździł w wersji nierozłożonej. Podejrzewam, że na początku trochę czasu będzie zajmowało mi jego rozkładanie, ale pewnie z czasem nabiorę wprawy.

Jest też jedna rzecz, która od razu rzuciła mi się w oczy. Zamki od górnej klapy są dość mocno schowane przez dodatkową ilość materiału i ten charakterystyczny „daszek”. Przez to nie widać dokładnie, gdzie znajduje się zamek, więc początkowo trzeba otwierać trochę na ślepo.

Na początku trochę mnie to irytowało, ale z każdym kolejnym otwarciem szło mi coraz szybciej.

No i największy plus: zamki póki co chodzą pięknie i gładko. Ale wiadomo – są nowe. Zobaczymy, jak będą się zachowywać za kilka miesięcy.

Początek dnia – cztery aplikacje, a zamówień jak na lekarstwo

Jeździłam dzisiaj głównie na trzech aplikacjach: Uber, Wolt i Pyszne. Czwarta była odpalona awaryjnie, ale przez większość czasu niewiele z tego wynikało.

Na początek wpadł Uber – 3,3 km za 11 zł, kebab z dostawą do drukarni na moją wioskę.

Niedługo później kolejny Uber, tym razem McDonald’s – 3 km za 11 zł, również dostawa do firmy.

Potem trafiło się już coś ciekawszego na Wolcie. Chleboteka, 5,5 km za 17 zł.

Uber w międzyczasie próbował mnie wysyłać w różne dziwne i odległe miejsca. Pojawiały się kursy na wioski, które kompletnie mi nie pasowały. Jeden z przykładów to 22 km za 60 zł z Bielan do Sobótki.

No nie. 😀

Może dla samochodu taki kurs jeszcze jakoś wygląda, ale na rowerze? Podziękuję.

Odrzucałam więc kolejne dalekie propozycje i czekałam na coś sensowniejszego.

Później Wolt – McDonald’s, 4 km za 13 zł, dostawa w okolice Parku Południowego, do biura.

Pyszne milczy… i nawet nie raczy powiadomić

Wcześniej wzięłam też blok na Pyszne, licząc na to, że w końcu coś zacznie wpadać.

I… nic.

Cisza.

A kiedy wreszcie pojawiło się zamówienie, aplikacja postanowiła najwyraźniej zrobić sobie ze mnie żart. Nie było żadnego sygnału dźwiękowego ani powiadomienia. Przypadkiem zauważyłam zamówienie w aplikacji dokładnie w momencie, kiedy wpadło mi też zamówienie na Wolcie.

Oczywiście zaakceptowałam Wolta, a Pyszne przepadło.

Potem Pyszne zaczęło nadrabiać zaległości, ale w swoją stronę – czyli kolejnymi dziwnymi i dalekimi kursami do centrum. Kilka pod rząd odrzuciłam.

Dzisiaj naprawdę bardzo wybrzydzałam z zamówieniami. Odrzucałam te dalekie, mało opłacalne, a nawet takie, które wyglądały całkiem przyzwoicie, ale były kompletnie nie po drodze.

W pewnym momencie odrzuciłam nawet Wolta 2 km, tylko dlatego, że nie chciało mi się zawracać i znowu jechać w rejony, z których właśnie wracałam.

McDonald’s, 20 minut przerwy… które zamieniło się w godzinę

W końcu wzięłam McDonald’s na Wolcie – 5 km za 15 zł + 5 zł napiwku.

Po tym zamówieniu zrobiłam sobie przerwę, ponieważ znalazłam się niedaleko koleżanki z pracy. Zajechałam do niej na herbatkę, pogaduszki i przepyszną czekoladę.

Miało być dosłownie kilka minut.

Ale wiadomo jak to jest z herbatą. Herbata dłużej stygnie, więc rozmowa się przedłużyła do godziny. 😀

Wypiłam, pogadałam i ruszyłam dalej. Chociaż prawdę mówiąc, po takiej przerwie byłam już niesamowicie rozleniwiona i zasiedziana. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w ogóle jest sens dalej jeździć.

Miałam wtedy dopiero 70 zł zarobione.

A to było dla mnie zdecydowanie za mało.

Chciałam więcej.

„16 piw”… WTF?!

I wtedy wpadła Biedronka na Uberze.

Otwieram listę zakupów i widzę:

12 × piwo 500 ml
4 × piwo 500 ml
…

Pomyślałam tylko:

WTF?!

Ja tego nie wezmę do plecaka. Do nówki sztuki nieśmiganej. I jeszcze z trochę bolącym barkiem.

NO WAY! 😀

Anulowałam zamówienie. Wskaźnik akceptacji oczywiście spadł, ale trudno. Naprawdę nie mam zamiaru ładować kilkunastu czy kilkudziesięciu kilogramów do plecaka na rowerze tylko po to, żeby ratować wskaźnik akceptacji.

To nie moja wina, że Uber proponuje takie zakupy kurierowi na rowerze.

Wreszcie Pyszne zaczęło dawać!

Odpaliłam ponownie Pyszne i dobrałam sobie kolejne bloki, z nadzieją, że może wreszcie coś sensownego wpadnie.

I nareszcie! Wpadło.

Meatologia – 3 km za 10 zł, dostawa praktycznie na tę samą ulicę.

Zawiozłam, kończę zamówienie i nagle pojawia się powiadomienie:

9 zł napiwku! Wow! Od razu zrobiło się przyjemniej. 🙂

A potem Pyszne rzuciło naprawdę konkretne zamówienie – 28 zł za 11 km. Odbiór z KFC w CH Borek, a dostawa w moje rejony, na Klecinę.

Sam dojazd po odbiór zajął mi sporo czasu. Około 4 km jechałam do restauracji i miałam wrażenie, że ta droga trwa wieczność.

Ale wiedziałam, że warto.

Po drodze zrobiłam też zdjęcie pod wiaduktem tego muralu z kotem, o którym ostatnio Wam opowiadałam.

Na miejscu pojawił się jednak mały problem. Klient nie podał numeru mieszkania.

Piszę, dzwonię, czekam…

Na szczęście ostatecznie wyszedł po zamówienie, więc nie musiałam szukać mieszkania po całym budynku.

23 zł napiwków!

Potem znowu zaczęła się seria dalekich zamówień na Pyszne – Domasław i inne okolice, które zupełnie mi nie pasowały.

Odrzucałam.

W końcu wzięłam sushi z mojego rejonu, a dostawa była na moją wioskę – 6 km za 18 zł.

Dostarczam. I kolejna niespodzianka:

kolejne 9 zł napiwku!

W tym momencie miałam już naprawdę dobry humor.

Łącznie z wcześniejszym napiwkiem od Wolta wyszło mi dzisiaj aż 23 zł napiwków.

Końcówka bloku i kolejne McDonald’s

Została mi jeszcze godzina slotu na Pyszne.

Wpadł McDonald’s – 6 km za 20 zł, dostawa ulicę dalej.

Odbieram zamówienie, a Pan z McDonald’s zerka na mój plecak i żartuje:

– Pyszne? A widzę plecak z Ubera.

Na co ja:

– Można mieć każdy plecak. 😀

Uśmiechnął się i zapytał, ile lat jeżdżę jako kurier.

Odpowiedziałam, że trzy.

Potem wpadł kolejny McDonald’s – 4,6 km za 15 zł.

I jeszcze przed końcem bloku zdążyłam zrobić jedno zamówienie z Pierogarni – 2 km za 10 zł.

Tam niestety prawie zawsze trzeba czekać, ponieważ pierogi są gotowane na bieżąco. Nie są odgrzewane, tylko wrzucane do garnka i przygotowywane świeże.

Podejrzewam więc, że muszą być naprawdę dobre.

Muszę kiedyś w końcu spróbować.

Dzisiaj czekałam około 15 minut.

Idealne zamówienie na zakończenie

Do dobicia do 200 zł potrzebowałam już niewiele.

I wtedy wpadło idealne, ostatnie zamówienie z Ubera – 4 km za 11 zł, z dostawą praktycznie pod moim blokiem.

Chwilę jeszcze postałam, czekając na jakiś fajny kurs, ale nic nie wpadało.

Byłam nawet blisko wzięcia Ubera 10 km za 21 zł, z odbiorem KFC na Bielanach i dostawą niemal dokładnie tam, gdzie stałam – na moją wioskę.

Przez chwilę się zastanawiałam.

Ale zrobiłam szybką kalkulację w głowie.

Było już późno.

Czy naprawdę zależało mi na dodatkowych 20 zł, jeśli miałabym przez to zmarnować około godzinę?

W domu też mam swoje zajęcia, a i tak praktycznie wszystko robię w biegu. Kolejna godzina poza domem oznaczałaby po prostu mniej czasu dla siebie.

Odrzuciłam.

Może gdyby stawka była przynajmniej o 10 zł wyższa, pojechałabym. Ale za 21 zł uznałam, że już nie warto.

41 zł na godzinę!

I dopiero kiedy wróciłam do domu, wszystko policzyłam. I aż sama się zdziwiłam.

Wyszło mi 41 zł na godzinę!

To najlepszy wynik, jaki ostatnio miałam.

I najlepsze jest to, że przez sporą część dnia byłam przekonana, że dzisiaj będzie raczej słabo. Mało zamówień, dużo czekania, odrzucanie dalekich kursów, dziwne propozycje z Ubera…

A jednak końcówka zrobiła swoje.

Jestem bardzo zadowolona z wyniku i całego dnia.

I chyba właśnie dzisiaj wymyśliłam sobie takie małe motto:

Można się poddać i mieć niewiele, a można powalczyć o więcej! 😀

Bo gdybym po tych 70 zł stwierdziła „dobra, nie chce mi się już”, wróciła do domu i odpuściła, wynik wyglądałby zupełnie inaczej.

A tak?

41 zł/h, 23 zł napiwków, nowy plecak przetestowany i jeszcze trochę słońca po drodze.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *