Mróz, zamknięty McDonald’s i językowy chaos

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 2 godziny
💵 70,91 zł (11,34 zł napiwków)
💰 35 zł na godzinę
🛒 4 dostawy / 30 km
🍔 Wolt
Pojechałam mimo solidnego mrozu – odczuwalne około -7 stopni. Od początku wiedziałam, że to raczej nie będzie długa jazda i że prędzej czy później będę musiała uciekać do domu. I dokładnie tak się stało. Zrobiłam zaledwie cztery zamówienia, bo zimno w dłonie było tak potężne, że aż zamarzały, mimo grubych rękawic. Ale wystarczyło jedno zamówienie, żeby było o czym pisać 😄
Na start dzwoni Uber: 6 km do samego centrum za 16 zł. Bez jaj. Odrzuciłam bez wahania – i nie chodziło nawet o samą stawkę, tylko o fakt, że do centrum trzeba dojechać, a potem jeszcze drugie tyle wracać na pusto i to w taki mróz. Po tym Uber już się obraził i więcej się nie odezwał. Od tej pory grał tylko Wolt.
Pierwsze zamówienie: McDonald’s z Auchan na Bielanach, dostawa na moją wioskę – łącznie ponad 6 km. Już w trakcie jazdy coś mi tu nie grało. Jest niedziela, a CH Auchan w niedzielę jest zamknięte… No chyba że to niedziela handlowa albo że McDonald’s i KFC działają niezależnie od reszty galerii. Zastanawiało mnie też, czemu ktoś zamawia z tak daleka, skoro bliżej są inne Maczki. Logiki zero, ale dobra – zamówienie jest, jadę.
Dojeżdżam. Ciemno. Drzwi zamknięte. Kręcę się, sprawdzam, próbuję wejść – nic. Piszę do supportu Wolta, że centrum jest zamknięte. Odpowiadają, żebym sprawdziła inne wejście, może boczne. Piszę, że raczej wszystko zamknięte, ale ok, podjadę i posprawdzam. Zamknięte na cztery spusty. Support dzwoni do McDonald’s… nikt nie odbiera. No i już wszystko jasne – zamknięte na amen.
Straciłam na tym sporo czasu i solidnie zmarzłam, szczególnie w dłonie. Support ostatecznie anulował zamówienie i zapewnił, że dostanę pełne wynagrodzenie. Wracam, sprawdzam saldo – i faktycznie, 20 zł wpadło, dokładnie tyle, ile dostałabym za dostarczenie. Więc paradoksalnie… wyszłam na tym lepiej, niż gdybym faktycznie musiała to wieźć 😅
Potem był jeszcze inny McDonald’s i trochę czekania, później cztery pizze, na które czekałam około 15 minut. Na sam koniec odbiór z Inżynier Kebab – 5 km za 17 zł. I tu perełka językowa. Pan z kebaba absolutnie nie mówił po polsku, a nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Wolt
– Łolt?
– Wolt
– Łolt… Bolt?
– Wolt
– Aaa! Wolt!
I wtedy dotarło do mnie, że dla osób z zagranicy Wolt i Bolt brzmią niemal identycznie, więc nic dziwnego, że mają mętlik.
Na tym zakończyłam. Dalej już nie było sensu jeździć – palce dosłownie przestawały mnie słuchać, co chwilę chuchałam w rękawice, a marznięcie dla paru dodatkowych złotych zwyczajnie nie miało sensu.
Najważniejsze, że udało się na chwilę wyskoczyć, trochę pojeździć i coś zarobić. A ja bardzo lubię takie powroty: zmarznięta, zmęczona, wracam do ciepłego mieszkania, robię gorącą herbatę, podliczam zamówienia i spisuję kolejny dzień z życia kurierki 🚴♀️☕❄️
