Na co pani czeka? – klasyk z restauracji

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 152,27 zł (3 zł napiwku)
💰 30 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 65 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś ogólnie ładnie szło.
Zamówień było sporo, chociaż trafiały się też dłuższe przerwy i niestety sporo czekania w restauracjach. Plan miałam ambitny – dobić do 200 zł. Czas był, chęci też, więc liczyłam, że wieczorem jeszcze coś wpadnie i uda się domknąć wynik.

Niestety wieczorem nastąpiła totalna cisza. Czekałam, czekałam i nic. Żadna apka się nie odezwała, a czas leciał. W końcu musiałam pogodzić się z tym, że wracam z tym, co jest, bo ile można siedzieć i patrzeć w telefon.

Trochę pojeździłam przy centrum, potem stopniowo wracałam na swoje rejony, dobierając zamówienia coraz bliżej domu. Taki spokojny zjazd dnia, bez gonitwy i bez zbędnego kręcenia kilometrów.

Pogoda była naprawdę fajna – zrobiło się ciepło i przyjemnie, aż chciało się jeździć. Jutro podobno ma być 30 stopni, a potem znowu zapowiadają deszcze, więc muszę się nacieszyć delivery póki się da.

Jedyne, co mnie dziś naprawdę irytowało, to klasyczne sytuacje w restauracjach. Mówię: Wolt, numer taki i taki. Oni odpowiadają, że trzeba chwilę poczekać i właśnie kładą jedno, drugie, trzecie zamówienie. No to stoję. Czekam. Mija 5 minut, 10 minut, 15 minut. W końcu podchodzę bliżej, patrzę na nich, a oni pytają:
„A na co Pani czeka?”

No serio…
Na zimne jedzenie, które położyliście 15 minut temu i którego nie raczyliście mi wydać. Ręce opadają. I potem się dziwią, że klienci dostają chłodne jedzenie, a kurier stoi jak durny i traci czas. No ja pierniczę.

Taki dzień – generalnie na plus, ale z klasycznymi kurierskimi nerwami po drodze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *