Naćpana sportem

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
7 godzin
💵 230,35 zł (11 zł napiwków)
💰 33 zł na godzinę
🛒 15 dostaw / 70 km
🍔 Wolt / Uber

Działo się. I to bardzo.
Jeździłam długo, wróciłam późno i byłam tak naćpana sportem, że śmiało mogę powiedzieć – śmieszyło mnie absolutnie wszystko. Wracając do domu ciągle się śmiałam, bez konkretnego powodu. Endorfiny weszły na pełnej.

Kilka godzin kręciłam się przy centrum, które zazwyczaj omijam szerokim łukiem. Dziś jednak dałam się tam wciągnąć. Uber królował, Wolt dawał niewiele, więc wybór był prosty.

Była nawet adrenalinka, bo w jednym momencie zapipkał jednocześnie Uber i Wolt. Wzięłam oba zamówienia i – ku własnemu zaskoczeniu – logistycznie ogarnęłam to idealnie. Takie akcje zawsze dają ogromną satysfakcję, bo wiesz, że to nie był przypadek, tylko dobre planowanie.

Niestety, czekanie w restauracjach zabiło tempo. Łącznie około półtorej godziny stania, co boli najbardziej. Gdyby nie to, godzinówka spokojnie kręciłaby się koło 40 zł/h. Na samo ostatnie zamówienie czekałam pół godziny, bo spalili jedzenie i robili je od nowa. Na pocieszenie dali mi dużą szklankę pysznej lemoniady, więc humor trochę wrócił.

Najlepsze było jednak życie na krawędzi baterii.
Do klienta – 5 km na ostatniej kresce,
powrót do domu – 8 km na migającej baterii.
Zero zapasu, pełna koncentracja, ale… udało się dojechać. Klasyka delivery.

Galerii Dominikańskiej spędziłam kolejne pół godziny, stojąc razem z 10 innymi kurierami. Restauracja kompletnie się nie wyrabiała, a biedny kelner dostawał baty i od wkurzonych kurierów i od klientów.

Była też bekowa scena drogowa.
Stoję grzecznie z rowerem przed pasami, zeszłam z roweru, czekam na zielone. Podjeżdża auto, zatrzymuje się… i facet w środku dostaje szału. Machanie rękami, krzyki, gestykulacja na rowerzystów, totalna nerwówka. Najlepsze?
Jego córka, siedząca obok, patrzy na niego i tłumaczy spokojnie, że po co on się w ogóle tak rzuca. Facet w tym momencie sam się zaorał, bo chyba dotarło do niego, co właśnie odwalił. Ja już nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

Na koniec jeszcze akcja gotówkowa na Wolcie. Pytam klienta, czy mam wydać 77 groszy. Nie spodziewałam się odpowiedzi, a tu stanowcze: „TAK!” 😳
Zaczynam więc grzebać w drobnych, ostatecznie daję mu 1 zł (niech stracę). Dopiero wtedy łaskawie darował mi te 77 groszy. A przypominam – kilka kilometrów dojazdupół godziny czekania w restauracji. No comment.

Mimo wszystko – dzień bardzo udany.
Wróciłam zmęczona, ale naładowana pozytywną energią, rozbawiona i z głową pełną absurdów z trasy.
Takie dni, choć męczące, uwielbiam najbardziej 🚴‍♀️💛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *