Najpierw spacerki… potem Tour de Ramen

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
6 godzin
💵 159,69 zł (10 zł napiwku)
💰 26 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 75 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś początek był jeszcze bardziej nędzny niż wczoraj. Totalna cisza – żadnych zamówień przez długi czas. Klasycznie więc robiłam rundki po parku, bo przecież wiadomo: może za kolejnym drzewem złapię lepszy zasięg i nagle magicznie coś wpadnie 😀

Miało być pochmurnie cały dzień, więc ubrałam się jak na zimę. Oczywiście – wyszło słońce i od razu zaczęłam się gotować. Już miałam ochotę zrzucić połowę ciuchów, ale na szczęście się powstrzymałam… bo później zrobiło się chłodno i wtedy ten „nadmiar” ubrań okazał się idealny.

Po drodze spotkałam na mojej dzielni koleżankę z wózkiem. Tak po prostu weszła sobie na moje rejony, pewnym krokiem, na legalu, robić zakupy 😂 No bezczelność! Powinna zapłacić haracz za kręcenie się po moim terenie!

W końcu Wolt się rozkręcił i zaczęła się jazda bez większych przerw. Gdyby nie ten tragiczny start, godzinówka wyszłaby całkiem przyzwoita – około 30 zł/h. A tak trochę mniej, ale i tak – jak na ostatnią posuchę – jeden z lepszych dni.

Pierwsze zamówienie: Chleboteka – 4 km za 13 zł. No to co, zadzieram kiecę i lecę!
Potem tajskie – 3 km za 11 zł.
Chwila ciszy… więc szybka sesja zdjęciowa w parku.

Wreszcie Uber dorzucił McDonald’s – 4 km za 12 zł, dostawa na moją „wioskę”. I tam hit – nie mogłam otworzyć bramki, bo się zacięła. Męczę się, kombinuję… aż podchodzi mieszkaniec i pcha ją w moją stronę. No tak – przecież mało logiczne, że bramka może działać w obie strony… tylko nie dla mnie w tamtym momencie 😂

Znowu chwilowa cisza, więc wracam do parku – kolejna sesja kwiatuszków.

I nagle ratunek: Wolt daje ramen – 5 km za 17 zł, Grabiszyn. Dorzuciłam jeszcze wietnamskie +100 m za 6 zł. I tu już było sztywniutko!
5 km z ramenem po kostce, dziurach i wertepach, do tego drugie ciężkie zamówienie… serio bałam się, że w plecaku zrobi się jesień średniowiecza, szczególnie z ramenem. Na szczęście dowiozłam wszystko w całości – sukces!

Dalej już klasyka dnia:

  • ramen (Uber) – 2,5 km za 10 zł
  • 3 pizze (Wolt) – 2 km za 8 zł
  • ramen + Chleboteka po drodze – 5,5 km za 18 zł + 800 m za 8 zł
  • wietnamskie – 3 km za 10 zł (Gaj)
  • Chingu – 3,5 km za 12 zł (w stronę miasta)

Po dostawie szybka ewakuacja – uciekam stamtąd, zanim aplikacje wciągną mnie głębiej. Wolę swoje rejony.

Na koniec jeszcze jeden kurs: Wolt – 5,5 km za 17 zł, oczywiście na zadupie Jagodno. Daleko, powrót na pusto, robiło się już późno, więc byłam pewna, że to ostatnie zamówienie. I tu miła niespodzianka – napiwek 10 zł.

Wracając, oczywiście miałam jeszcze odpalone apki – a nuż coś wpadnie po drodze. Ale tym razem cisza, więc wróciłam do domu.

I jeszcze ciekawostka dnia: w trakcie jazdy dzwoni do mnie partner rozliczeniowy z nietypową propozycją. Okazuje się, że Wolt chciałby zrobić ze mną wywiad, a może nawet sesję zdjęciową 😳
Z jednej strony – wow, mega wyróżnienie. Z drugiej – totalne zawstydzenie. Ostatecznie odmówiłam, bo to jednak nie moja bajka. Pisać mogę godzinami, ale występy „jak w Hollywood” to już zdecydowanie nie dla mnie.

Mimo wszystko – bardzo miłe i naprawdę doceniam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *