Niedziela, która nie chciała płacić

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
7.5 godzin
💵 185,48 zł (7,39 zł napiwków)
💰 24 zł na godzinę
🛒 15 dostaw / 80 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Bardzo kiepska niedziela.
Od samego początku nic się nie kleiło. Zamówień praktycznie nie było – czekałam, krążyłam, jeździłam bez celu i coraz częściej miałam myśl, żeby się po prostu poddać i wrócić do domu z groszami w kieszeni. Pogoda była ładna, świeciło słońce, więc stwierdziłam, że i tak nie mam nic innego do roboty i spróbuję jeszcze poczekać.

Pojechałam w stronę centrum i dopiero tam coś zaczęło się ruszać. Uber przez ponad 7 godzin dał mi… jedno zamówienie. I potem kompletna cisza. Nie wiem, co się z tą aplikacją ostatnio dzieje, bo to już nie pierwszy taki dzień. Bolt też dorzucił tylko jedno zlecenie, ale jego odpalałam rzadziej.

Na szczęście Wolt się w końcu rozkręcił. Wpadało sporo krótkich dostaw, a to akurat lubię – więcej ruchu, mniej czekania, szybciej mija czas. Nawet na totalnym zadupiu, na Jagodnie, dostałam zamówienie, co było dla mnie sporym zaskoczeniem.

Jedno zlecenie zapamiętam na długo. Na klientkę musiałam czekać około 15 minut, bo nie działał domofon, brama się nie otwierała i finalnie musiała zejść do ulicy i ręcznie ją otworzyć. W tym czasie w plecaku miałam drugie zamówienie, które sobie spokojnie stygło, a ja z każdą minutą byłam coraz bardziej poirytowana.

Dużo kręciłam się po centrum, a tam jazda to zawsze stres. Ruch, piesi, auta, tramwaje – trzeba być czujnym na sto procent. Gdy wróciłam na swoją dzielnicę, było jeszcze gorzej. Akurat odbywała się impreza na torze, więc przejścia były zawalone pieszymi i rowerzystami, pełno straży i policji, a poruszanie się rowerem graniczyło z cudem.

Na deser trafił się „wymuszony” napiwek 7 zł – klient nie miał jak wydać, a mnie nie chciało się szukać drobnych. I w sumie… dobrze, bo gdyby nie to, nie dostałabym żadnego napiwku tego dnia, a później już nic więcej nie wpadło.

Wracając do domu, zamówiłam sobie pyszne kurczaczki z Solleim, a po drodze jeszcze brałam pojedyncze kursy. Wolt zaczął sypać zamówieniami dopiero, jak zrobiło się ciemno – głównie do centrum. Nie było mi po drodze, więc kilka odrzuciłam i mam nadzieję, że nie odbije się to na moim koncie.

Dzień był szalony, długi i momentami frustrujący. Dużo godzin, mało konkretów, ale… chyba właśnie tego mi było trzeba. Taki dzień, który męczy, ale też resetuje głowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *