Od nadziei do deszczu

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5.5 godzin
💵 123,4 zł (8 zł napiwku)
💰 22 zł na godzinę
🛒 9 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber
No dobra, dziś możecie się ze mnie ponabijać.
Nie dość, że jeździłam praktycznie cały dzień za grosze, to na sam koniec – żeby już dopełnić obrazu porażki – złapał mnie deszcz i wróciłam do domu cała mokra jak kura. Piękne zakończenie.
Zacznijmy od pogody, bo ta zrobiła dziś pełny emotional rollercoaster.
Najpierw myśl: ubrałam się idealnie.
Chwilę później: o kurczę, jednak trochę za ciepło.
A na końcu: o kurde, jak zimno, dlaczego ja tak wyszłam.
Pierwsze zamówienie na Uber jeszcze dało nadzieję. Klient zadowolony, mówi, że szybko dowiozłam, dorzucił 8 zł napiwku. Myślę: okej, może dzień się rozkręci.
Uzbierałam 40 zł… i cisza.
Czekam.
Czekam dalej.
Nic nie wpada.
W końcu stwierdziłam, że nie ma sensu stać głodnej, więc kupiłam kebaba, wróciłam do domu, zjadłam, ubrałam się cieplej i ruszyłam ponownie – z tą naiwną nadzieją, że teraz to już musi być lepiej.
I wtedy mnie powiało daleko, prawie pod Sky Tower. Tam koczowałam, mając trzy apki odpalone i robiąc zdjęcia wieży niemal z każdej możliwej strony, bo przynajmniej coś się działo.
Efekt?
- Wolt – totalna cisza, zero zamówień.
- Uber – coś tam od czasu do czasu, ale słabo płatne kursy, takie bardziej „żeby się nie nudzić” niż żeby zarobić.
Dzień zleciał.
Najeździłam się sporo,
naszukałam adresów,
nawalczyłam się z wiatrem,
a jak spojrzałam na kwotę… no cóż.
👉 22 zł na godzinę.
Piękny wynik, proszę Państwa 👏
I to jeszcze licząc 8 zł napiwku i 12 zł z questa. Bez tego byłoby już naprawdę artystycznie.
Na koniec, oczywiście, złapał mnie deszcz. Wracałam mokra, zmęczona i z tym klasycznym delivery -przemyśleniem w głowie:
Jeśli Wolt nie daje – dzień jest stracony.
Reszta może się starać, ale matematyki nie oszuka 😅🚴♀️💛
