Pierwszy dzień na Pyszne.pl! 90 km, 8 godzin jazdy i mnóstwo emocji

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 7 godzin
💵 238,92 zł (15,46 zł napiwków)
💰 34 zł na godzinę
🛒 15 dostaw / 90 km
🍔 Uber / Wolt / Pyszne
Dawno nie jeździłam tak długo
Dawno nie miałam tak długiego dnia na rowerze. 8 godzin jazdy i 90 przejechanych kilometrów! Brakowało mi takiej jazdy aż do późnego wieczora. W poprzednie lato często wracałam do domu dopiero po zachodzie słońca i pamiętam, że nawet wtedy było przyjemnie i ciepło.
Dziś było podobnie. Mimo momentami naprawdę mocnego wiatru jeździło mi się cudownie. Co prawda bateria znikała szybciej, a ja musiałam mocniej pedałować, ale poza tym pogoda była wręcz idealna.
Najważniejsze to – po raz pierwszy jeździłam na Pyszne.pl!
I chyba najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo mi się spodobało. Tak bardzo, że aż trzy razy dobierałam kolejne bloki i przedłużałam pracę o następne dwie godziny.
Najpierw Wolt i „automatyczny?”
Na początku dostałam na Wolcie kebaba z Bielan – 6,5 km za 18,50 zł + 2 zł napiwku. Kierunek: Oporów.
Wiatr dawał się we znaki, więc bateria schodziła szybciej niż zwykle. Musiałam też mocniej pedałować, żeby utrzymać tempo. Dostawa była do budynku związanego z drukiem 3D. Klientka wyszła po odbiór, spojrzała na mój rower i zaczęła go chwalić.
– Fajny rower. Automatyczny?
I wtedy nastąpiła nagła zwiecha mózgu 😀
Za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć słowa „elektryczny”. Miałam je dosłownie na końcu języka. Klientka stoi, czeka na odpowiedź, ja próbuję sobie przypomnieć podstawowe słowo z języka polskiego…
Kilka sekund później:
– ELEKTRYCZNY!
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem 😀
Po dostawie oczywiście jeszcze trochę pobłądziłam, bo zaplątałam się i przez chwilę kompletnie nie wiedziałam, w którą stronę jechać.
W międzyczasie Uber tradycyjnie postanowił sprawdzić moją cierpliwość. Dostawałam propozycje typu 12 km za 22 zł na wieś, 9 km za 15 zł, a nawet 20 km za 53 zł do Kątów Wrocławskich.
Podziękowałam. Nie tym razem.
Pierwsze podejście do Pyszne.pl
Wracając w swoje rejony, pomyślałam: dobra, spróbuję tego Pyszne.pl.
Zarezerwowałam sesję. Akurat były wolne bloki, więc wzięłam dwie godziny. I tutaj od razu pierwsza rzecz, która mi się nie spodobała – minimum to dwie godziny. Ja zdecydowanie bardziej lubię możliwość dobierania sobie po pół godziny czy godzinie.
No ale dobra. Biorę dwie godziny.
I wtedy zaczęło mi walić serce.
Nowa aplikacja, nowy system, nie wiem, czego się spodziewać. Patrzę w telefon, a tam informacja, że muszę jechać około 5 km w stronę centrum, a do rozpoczęcia sesji zostało tylko kilka minut.
Spanikowałam.
– Nie, dobra, ja tego nie ogarnę.
I… anulowałam sesję 😀
Po chwili kurierzy na Discordzie zaczęli mnie pytać:
– Co ty zrobiłaś?!
Okazało się, że wcale nie musiałam jechać tych 5 kilometrów. Mogłam zostać tam, gdzie byłam i normalnie czekać na zamówienie.
No to się trochę wkurzyłam.
Na szczęście udało mi się złapać kolejny blok. Musiałam tylko poczekać kilkanaście minut.
I w końcu… pierwsze zamówienie!
No i jest!
Pierwsze zamówienie na Pyszne.pl!
Ależ byłam podjarana 😀
Dostałam 15 zł za 5 km, z Pierogarni, z dostawą na Bielany. W rzeczywistości kilometrów wyszło mniej. Trochę naczekałam się na pierogi, ale w końcu ruszyłam do klientki z misją życia.
I wtedy stres całkowicie odpuścił.
Pierwsza dostawa za mną. Zrobiłam to. Działa!
A co najważniejsze – zaczęło mi się to naprawdę podobać.
Jedna rzecz mnie jednak zdziwiła
W aplikacji Pyszne.pl nie widać listy produktów, które znajdują się w zamówieniu. Nie wiem więc, czy klient zamówił hamburgera, zupę czy trzy kilogramy pierogów.
Nie mogę też sprawdzić, czy restauracja wydała wszystko, co powinna.
Po prostu odbieram torbę i jadę.
Niespodzianka.
Trochę dziwne, ale może z czasem się do tego przyzwyczaję.
Krótkie kursy i restauracje, których wcześniej nie znałam
Tego dnia niestety nie było zbyt dużej liczby zamówień, a dodatkowo sporo czasu traciłam na czekanie w restauracjach. Gdyby zamówienia wpadały jedno za drugim, mogłabym zarobić zdecydowanie więcej.
Mimo to kolejne Pyszne było całkiem ciekawe – 20 zł za 8 km.
Tyle że… coś mi się tutaj nie zgadzało.
W rzeczywistości wyszło chyba około 4 km, bo restauracja była raptem ulicę od klienta, a ja i tak jechałam w stronę McDonald’s. Być może aplikacja źle pokazała dystans. Nie wiem, ale jeśli tak ma wyglądać moje rozliczanie kilometrów, to absolutnie nie mam nic przeciwko.
Potem dostałam Bistro – 14 zł za 3,6 km, a ostatecznie wyszło około 2,5 km i dostałam 15 zł. Prawdopodobnie doliczyło coś za długie oczekiwanie, bo w restauracji naprawdę się naczekałam.
Na dodatek bardzo chciało mi się do toalety, a restauracja jej nie miała.
Dostawa była do stadniny koni. Zamówienie odebrała pani, która jeździ konno.
I tutaj pojawiło się kolejne pozytywne zaskoczenie – lista restauracji na Pyszne jest naprawdę spora. Wiele z nich widzę po raz pierwszy, mimo że jeżdżę na Wolt i Uberze po tych samych rejonach.
Pyszne trzymało mnie w moim rejonie
To chyba najbardziej mnie ucieszyło.
Bardzo obawiałam się, że po włączeniu Pyszne będę dostawać kursy do centrum albo na drugi koniec Wrocławia.
A tu nic z tych rzeczy.
Krótkie, przyjemne kursy i praktycznie cały czas mój rejon.
Kolejne zamówienie to hamburger – 12 zł za 3 km, z dostawą do mojej „wioski”.
I wreszcie mogłam skorzystać z toalety!
To niby drobiazg, ale dzięki temu mogłam później spokojnie jeździć przez kolejne godziny.
Potem jeszcze bar z obiadami – 4 km za 15 zł.
Pyszne na jakiś czas przestało dawać zamówienia, więc wstrzymałam sesję i odpaliłam jednocześnie Ubera, Wolta i Bolta.
Uber, Wolt i… klient w samych majtkach
Wpadł Uber – grecka restauracja, 3,5 km za 14 zł, gotówka i dodatkowo 5 zł napiwku. Niestety znowu trochę naczekałam się w restauracji.
Potem kebab na Uberze – 2 km za 9 zł.
Następnie Wolt i McDonald’s – 3,5 km za 12 zł.
I tutaj klient postanowił zadbać o to, żebym miała co wspominać 😀
Otwiera drzwi… w samych majtkach.
I nawet nie próbował się za nimi schować. Stanął sobie odważnie na środku, z uśmiechem odebrał zamówienie i tyle.
No cóż. Każdy ma swój strój roboczy 😀
Przemiła pani przy moim rowerze
Później dostałam na Pyszne KFC z Bielan – 6,5 km za 19 zł.
Wychodzę od klienta, a przy moim rowerze siedzi starsza pani na ławeczce.
Mówię do niej:
– Proszę się tylko nie przestraszyć, bo muszę wyłączyć alarm i będzie głośno.
Pani się uśmiechnęła i powiedziała, że nie ma problemu.
Wtedy zorientowałam się, że rower postawiłam trochę za blisko ławki i muszę się przeciskać.
– Ojej, za blisko stanęłam.
A ona znowu z uśmiechem:
– Nic się nie stało.
I wtedy jeszcze zaczęła chwalić mój plecak. Dotknęła go i powiedziała, że wygląda na wygodny.
Przemiła kobietka.
Wyszła sobie na spacer, usiadła na ławce i po prostu odpoczywała. Aż chciałoby się zostać chwilę dłużej i porozmawiać.
Kolejne Pyszne i kolejne przedłużenie
Wpadł jeszcze Uber z McDonald’s – 2,5 km za 10 zł.
A potem znowu Pyszne: McDonald’s, 21 zł za 7,5 km.
Tylko że dostawa była ulicę dalej, a kilometrów ostatecznie wyszło znacznie mniej. Zaczynam więc podejrzewać, że aplikacja naprawdę dziwnie nalicza dystanse 😀
Dobrałam kolejny blok na Pyszne.
Potem jeszcze KFC z Bielan do Oporowa – 6 km za 17 zł.
Następnie kebab – 3 km za 11 zł + 3 zł napiwku.
Sesja na Pyszne się skończyła, więc na koniec wpadł jeszcze Wolt – kuchnia gruzińska, 4 km za 13,50 zł, zamówienie gotówkowe i dodatkowo 6 zł napiwku.
I to był już koniec.
90 kilometrów później…
Było już późno. Byłam głodna, więc po drodze zajechałam po kebaba.
Jak się później okazało, w domu czekał już na mnie obiad, bo facet zrobił jedzenie.
Czyli mam teraz wpierniczyć kebaba i obiad.
Nic się nie zmarnuje – zostanie na jutro.
A ja po 8 godzinach jazdy i 90 kilometrach na rowerze mogłam wreszcie odpocząć.
Pierwszy dzień na Pyszne.pl – jestem na tak!
Mimo że nie było ciągłości zamówień, sporo czasu spędziłam czekając w restauracjach, a część zarobku z Pyszne będzie jeszcze pomniejszona o ZUS, podatki i inne opłaty, pierwsze wrażenie jest naprawdę bardzo dobre.
Stawki wyglądały zachęcająco. Za krótkie, około 3-kilometrowe dostawy dostawałam nawet 18-20 zł, a aplikacja działała bardzo sprawnie.
I właśnie aplikacja zrobiła na mnie duże wrażenie.
Jest przejrzysta, szybka i intuicyjna, a sam dźwięk powiadomień jest bardzo przyjemny i dyskretny. Nic nie wyje ani nie próbuje zwrócić na siebie uwagi całego miasta.
Ostatecznie przejechałam dziś 90 kilometrów, jeździłam przez 8 godzin, przetestowałam nową aplikację, poznałam nowe restauracje, zaliczyłam kilka zabawnych sytuacji i przede wszystkim przełamałam stres związany z rozpoczęciem pracy na Pyszne.
A skoro zamiast zakończyć po dwóch godzinach trzy razy przedłużałam sobie sesję, chyba mówi to samo za siebie.
Pyszne.pl zdecydowanie jeszcze ze mną pojeździ.
A ile dokładnie zarobiłam na tej pierwszej przygodzie i ile zostanie mi po wszystkich opłatach? To dopiero okaże się przy rozliczeniu. Na razie najważniejsze jest jedno:
Brakowało mi takiej długiej jazdy do późnego wieczora. I dziś naprawdę świetnie się bawiłam.


