Pijany podrywacz na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 9 godzin
💵 305,73 zł (16 zł napiwków)
💰 34 zł na godzinę
🛒 20 dostaw / 120 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt
Niedzielny wynik to był sztosik.
Po wczorajszej totalnej posusze dziś wreszcie elegancko szło – było sporo zamówień i w końcu czułam, że to jest ten dzień. Oczywiście nie obyło się bez przerw i czekania w restauracjach, ale ogólnie flow było dużo lepsze.
Często jednak wyglądało to tak, że dostawa wywiewała mnie na zadupie, a potem wracałam 5 km na pusto, żeby dojechać do najbliższych lokali. Kilometry się robiły same.
Upał około 30 stopni dawał w kość, ale kiedy jechałam szybciej, wiatr fajnie chłodził, a jak tylko się dało – stawałam w cieniu. Wieczorem zrobiło się już naprawdę przyjemnie, taki idealny chłodek do jazdy.
W budce z kebabem znowu dostałam darmowy, zimny napój – serio, są cudowni. Starczył mi na dużą część pracy, a w taki upał to złoto.
Była też krótka dostawa pizzy dosłownie na drugą stronę ulicy. Otwiera drzwi facet – mega ciacho, wysportowany, umięśniony, w samych spodenkach… i ja oczywiście z wrażenia pomyliłam słowa, totalnie się zaplątałam 😅
Niestety dzień miał też nieprzyjemny moment, który mocno zapadł mi w pamięć.
Przed 21:00 stałam na czerwonym przed pasami. Kawałek dalej pijany facet zaczepiał ludzi – głównie starsze osoby, które go ignorowały i szły dalej. W pewnym momencie podszedł w moją stronę.
Podał rękę, coś mówił, zapytał o imię. Najpierw myślał, że jestem facetem, potem zaczął zadawać bardzo osobiste pytania, podrywać mnie i zaczynał podchodzić zbyt blisko. Dotykał mnie – ramienia, dłoni – śmiał się, nie chciał odejść.
Nie czułam się z tym w ogóle komfortowo. Cały czas czekałam na zielone światło, patrzyłam na skrzyżowanie, auta, ludzi wokół. Było jeszcze widno, więc miałam poczucie, że w razie czego ktoś by zareagował, ale stres i tak był spory.
Starałam się zachować spokój i chłodny ton, kilka razy powiedziałam, że jestem w pracy i nie mogę rozmawiać. Dopiero wtedy jakby trochę odpuścił. Na koniec wyciągnął rękę do „żółwika” – zbiłam, zapaliło się zielone i szybko ruszyłam dalej.
Przez chwilę byłam wystraszona, zniesmaczona i długo zajęło mi, zanim emocje opadły. Takie sytuacje zostają w głowie i przypominają, że trzeba być czujnym, nawet w zwykły, udany dzień na trasie.
Mimo wszystko – wynik dnia bardzo dobry, a niedziela finansowo uratowana. Tylko szkoda, że czasem jedno takie zdarzenie potrafi przyćmić cały pozytywny vibe.
