Pipki na elektrykach

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4.5 godziny
💵 139,81 zł (10 zł napiwków)
💰 31 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber
Wczoraj nawet nie pisałam, bo jeździłam dosłownie jakieś pół godziny. Udało się zrobić 30 zł, w tym 10 zł napiwku, więc jak na chwilę – całkiem okej. Problem w tym, że dzień był deszczowy, a w trakcie tak lunęło, że uciekłam do domu cała mokra. Koniec roboty, nie było sensu się męczyć.
Dziś za to… słabo.
Mało zamówień, dużo czekania, taka klasyczna walka o każdą złotówkę. Przez długi czas wyglądało to tak, że wrócę do domu z tymi samymi 30 zł, co wczoraj. Ale zacisnęłam zęby, zostałam dłużej i finalnie dociągnęłam do 140 zł. Łatwo nie było.
Brałam nawet słabo płatne kursy z Uber, bo inaczej bym się chyba nie doczekała sensownej kwoty. Na szczęście na Wolt trafiło się bardzo fajne zamówienie – podwójne, 7,5 km za 36 zł. Trasa szła ścieżkami rowerowymi i przez park, więc było naprawdę przyjemnie. Te 7 kilometrów przeleciało tak, że nawet ich nie poczułam.
Chciałam jeszcze coś złapać na koniec, ale już nic nie wpadało.
W niedzielę ogólnie fajnie się jeździ, bo ulice są puste, ale dziś pogoda nie pomagała – bardzo silny wiatr, momentami aż bujało rowerem.
No i była jeszcze akcja ku uciesze publiki.
Jakiś koleś na zwykłym rowerze, kiedy go wyprzedziłam, zaczął krzyczeć, żebym przesiadła się na normalny rower, bo „zdrowiej”, że elektrykami jeżdżą tylko „pipki”, a on robi 30 km dziennie.
Wdaliśmy się w krótką dyskusję. Tłumaczyłam mu spokojnie, że do pracy e-bike jest po prostu lepszy – szybciej, lżej, można zrobić więcej kursów i więcej zarobić. Ale on swoje: „zdrowiej, zdrowiej”, szydzenie i zero argumentów.
Przyznam, że język mnie świerzbił, żeby mu odpowiedzieć czymś w stylu:
„Patrząc na Twoją sylwetkę, jakoś tych 30 km dziennie nie widać…”
Ale ugryzłam się w język 😅
Podsumowując:
Dzień ciężki, ale dowieziony.
Nie każdy dzień jest łatwy, ale 140 zł zamiast 30 to już ogromna różnica 🚴♀️💛
