Po roztopach znowu na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 15 min.
💵 117,53 zł (10,25 zł napiwków)
💰 36 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 40 km
🍔 Wolt / Uber
Nareszcie śnieg się roztopił i mogłam wyjść na rower. Chociaż… wcale nie było to takie oczywiste. Ubrałam się już w kurierskie ciuchy, byłam gotowa do wyjścia i dokładnie w tym momencie zaczęło padać. Już miałam wszystko z siebie zdejmować i odpuszczać, ale po chwili deszcz ustał. Stwierdziłam: dobra, idę. I to była dobra decyzja.
Pogoda szybko się poprawiła – wyszło słońce, zrobiło się całkiem przyjemnie i nawet było dość ciepło, choć silny wiatr dawał się we znaki i momentami dosłownie mną machał na rowerze.
Początek zapowiadał się obiecująco. Wolt płacił całkiem sensownie, wpadały dłuższe zamówienia po około 5 km za 18 zł. Pierwsze – Auchan, jak zwykle trochę czekania, ale tym razem w granicach rozsądku, jakieś 10-15 minut. Ubera na starcie odrzuciłam – proponował kurs na północ, sam dojazd do restauracji kilka kilometrów i to wszystko za 10 zł, kompletnie nieopłacalne.
Po dowiezieniu jednego z dłuższych zamówień wpadł mikrokurs – dosłownie 200-300 metrów, dostawa do salonu fryzjerskiego. Serio, spokojnie dałoby się to zrobić pieszo, ale skoro aplikacja daje, to się jedzie 😄
Niestety później zrobiło się już słabiej. Zamówienia wpadały rzadziej, a stawki wyraźnie spadły. Uber podrzucił jeszcze podwójne 6,5 km za 19 zł w kierunku mojej dzielnicy, więc oczywiście wzięłam – takie kursy lubię. Wolt dorzucił niecałe 3 km za 10 zł, no… bez szału.
Dwa ostatnie zamówienia były już w stronę domu i idealnie zgrały się z pogodą – właśnie zaczynało znowu padać, a ja zdążyłam wrócić na czas.
Rower oczywiście cały w błocie. Po roztopionym śniegu i deszczu kałuże są wszędzie, więc jeździłam wolniej, ostrożniej, żeby nie upaprać jeszcze bardziej siebie i sprzętu. Mycie roweru – obowiązkowe.
Finalnie ponad stówka dobita, a ja zadowolona, bo przerwa była dość długa i fajnie było znowu poczuć trasę pod kołami. Spokojny dzień, bez większych akcji… choć była jedna sytuacja.
Gdyby na moim miejscu jechał ktoś inny, ponad roczne dziecko, które nagle weszło prosto pod rower, mogłoby mieć naprawdę nieciekawie. Ja jechałam wolno, zeszłam z roweru, bo wiem, jak dzieci potrafią się zachować i że dorośli często nie pilnują tak, jak powinni. Niestety nie każdy kurier i nie każdy rowerzysta ma takie podejście.
Czasem największą „akcją” na trasie jest właśnie to, że udało się kogoś nie skrzywdzić.

