Posucha na delivery – więcej parkowej ławki niż dostaw

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 103,27 zł (0 zł napiwków)
💰 20 zł na godzinę
🛒 9 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Dziś na delivery była raczej posucha. Więcej czasu spędziłam grzejąc ławkę w parku, niż faktycznie jeżdżąc z dostawami. Taka już chyba zależność – kiedy jest piękna pogoda, ludzie częściej wychodzą na miasto i aplikacje trochę rzadziej dają kursy. Jakoś też nie miałam energii i chęci, wczoraj zostałam w domu, bo deszcz, ale byłam też bardzo przemęczona i organizm domagał się przerwy.

Najwięcej propozycji dziś wpadało z Ubera. Pierwsze zamówienie to McDonald’s – ponad 3 km za 10 zł. Niby nic wielkiego, ale na początek dnia wzięłam. Po dostawie zajechałam do parku, usiadłam na ławce i zaczęłam robić zdjęcia. Wiosnę już naprawdę czuć w powietrzu, więc było co fotografować.

Po chwili wpadł kolejny Uber i niestety nie zdążyłam wyłączyć Wolta, więc musiałam odrzucić jego zlecenie. W sumie i tak dobrze wyszło, bo Uber był bliżej i taki kurs, jakie lubię – krótki i w miarę po drodze.

Podjechałam pod blok klienta i w windzie spotkałam bardzo miłą kobietę. Uśmiechała się i zaczęła zagadywać:
„A Pani to taka wysportowana, na rowerze jeździ!”
„Niech Pani jedzie pierwsza, bo pewnie pizze w plecaku stygną.” 😄

Po dostawie znowu wróciłam do parku kontynuować robienie zdjęć. Przy okazji przetestowałam nowy koszyk na bidon marki Hakuri. Muszę przyznać, że jest naprawdę super – trzyma bidon solidnie, nic nie lata podczas jazdy, nie przeszkadza przy staniu na światłach, a do tego jest na tyle elastyczny, że raczej nie powinien się połamać przy byle uderzeniu, jak mój poprzedni.

Chyba jednak Wolt obraził się za odrzucenie, bo przez dłuższy czas nic nie dawał. Za to znowu odezwał się Uber – pierogi, krótki kurs za 8 zł. Zaraz potem Uber zaproponował przewiezienie paczki aż do centrum – około 7 km za 21 zł. Niby stawka nie tragiczna, ale powrót na pusto to kolejne 7 km, a ja i tak nie zamierzam jeździć po centrum w godzinach szczytu, więc odrzuciłam.

No i chyba wtedy Uber się obraził, bo w końcu odezwał się Wolt… z UWAGA… 5,50 zł! Za 900 metrów dostawy pizzy. Krótko, ale ta kwota trochę rozbawiła.

Potem znowu Uber – dłuższy kurs, 6,5 km za 19 zł. Odbiór z KFC na Bielanach i dostawa w moje rejony, więc akurat całkiem w porządku.

Aha – zapomniałabym. Dziś wiał naprawdę mocny wiatr i momentami jazda była ciężka. Mimo wspomagania bardziej się męczyłam niż zwykle.

I nagle… Bolt się odezwał! Już myślałam, że ta aplikacja przestała istnieć. Odbiór z kebaba, na którego czekałam aż 15 minut, ale chyba coś dopłacili za czekanie, bo za 3,5 km dostałam aż 15 zł. Jak na Bolta to naprawdę WOW. Bolt proponował też drugi kurs, odbiór z Carrefour, ale miałam trochę daleko i nie chciało mi się tam jechać.

Potem jeszcze Wolt – znowu ta sama pizzeria, 2,5 km za 10 zł. Dojechałam do klientki, a ona od razu mówi:
„Wow, jaki ma Pani ładny kask!”. Powiedziałam jej, ile kosztował, a ona zrobiła wielkie oczy. Dodałam jeszcze, że mam też bluzkę w podobnym wzorze jak kask, więc wszystko ładnie do siebie pasuje.

Na koniec znowu wróciłam do parku. Czekanie na zamówienia i fotografowanie kwiatuszków z każdej strony, z bliska i z daleka.

Wolt już nic nie dał, więc wpadł jeszcze Uber – około 6 km za 16 zł. Ostatnie zamówienie to McDonald’s z dostawą akurat na moje osiedle, więc uznałam, że to dobry moment, żeby zakończyć dzień.

Byłam już zmęczona, głodna, a kursy szły słabo. Uber jeszcze proponował jedno za około 10 zł z dalekim dojazdem do McDonald’s, ale stwierdziłam, że nie ma co męczyć dnia, kiedy dzień męczy mnie.

Muszę jeszcze umyć napęd i łańcuch i ponownie go nasmarować. Jest to czynność której nie lubię robić, bo sporo czasu zajmuje, a podłoga jest cała upierniczona, więc trzeba to jeszcze sprzątnąć. Tylko później owocuje to płynniejszą jazdą na rowerze, bo jak czysty i nasmarowany napęd, to lżej i przyjemniej się jeździ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *