Powrót na trasę. Test myjki Kärcher i dzień McDonald’sów oraz kebabów.

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
4.5 godzin
💵 119,73 zł (0 zł napiwków)
💰 26 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 57 km
🍔 Uber / Wolt

Ruszyłam dziś w trasę po tygodniowej przerwie spowodowanej falą upałów oraz wyjazdem do rodziny. Dzisiaj również było ciepło, około 27°C, ale po tym, co działo się w ostatnich dniach, można było wręcz powiedzieć, że pogoda zrobiła się przyjemna.

Rower przez kilka dni stał w mieszkaniu, więc zdążył się porządnie schłodzić. Póki co silnik znowu pracuje cicho i nie wydaje tych irytujących odgłosów, o których pisałam wcześniej. Podejrzewam jednak, że wystarczy dłuższa jazda i hałas znowu wróci. Niestety pojawił się za to nowy problem. W pewnym momencie rower zaczął zachowywać się dziwnie – raz przyspieszał, raz zwalniał, jakby lekko szarpał i jechał nierówno. Sprawiał wrażenie, jakby brakowało mu mocy, mimo że bateria była dobrze naładowana. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa przypadłość, bo szczerze mówiąc jest to nawet bardziej irytujące niż hałas silnika.

Mimo wszystko dobrze było znowu wsiąść na rower. Przez ostatni tydzień praktycznie nie miałam żadnej aktywności fizycznej i mięśnie szybko mi o tym przypomniały. Po powrocie do domu dosłownie padłam na łóżko i byłam o krok od zaśnięcia ze zmęczenia. Człowiek bardzo szybko odzwyczaja się od codziennego wysiłku.

Przy okazji mogłam w końcu przetestować nowy zakup – ręczną myjkę ciśnieniową Kärcher OC Handheld Compact BA (1.328-128.0), którą kupiłam głównie z myślą o myciu roweru.

Muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolona. Rower został elegancko umyty, a w mieszkaniu wreszcie przestałam roznosić piach i błoto. Do myjki podłączam zwykłą 5-litrową butelkę z wodą i spokojnie wystarcza ona na umycie całego roweru. Można również podłączyć mniejszą butelkę, dzięki czemu sprzęt jest bardzo mobilny i nadaje się nawet do zabrania w teren.

Sama myjka jest lekka, poręczna i oferuje cztery tryby strumienia. W trybie Eco ciśnienie jest w sam raz do roweru elektrycznego – nie jest na tyle mocne, żeby uszkodzić uszczelnienia, oczywiście jeśli używa się jej z głową i nie kieruje strumienia bezpośrednio na silnik, baterię z bliskiej odległości. Akumulator wystarcza na około 30 minut pracy w trybie Eco lub około 12 minut w trybie Turbo, a pełne ładowanie trwa mniej więcej 3 godziny.

To oczywiście nie jest sprzęt niezbędny do życia. Rower można umyć ręcznie, gąbką i wiadrem z wodą. Ja jednak zakupu absolutnie nie żałuję. Dla kuriera, który niemal codziennie wraca z ubłoconym rowerem, taka myjka to ogromna wygoda. Dosłownie kilka minut i rower znowu wygląda jak człowiek.

No dobrze, koniec o sprzęcie, przejdźmy do zamówień.

Początek dnia był dość spokojny. Na pierwsze zlecenia musiałam trochę poczekać, bo ruch nie rozpieszczał.

Jako pierwszy odezwał się Wolt i… był to jednocześnie jedyny kurs wykonany dziś na tej aplikacji. McDonald’s – 1,7 km za 8,50 zł.

Później cały czas jeździłam już na Uberze.

Najpierw kebab – 3,2 km za 10 zł. Torba była tak wypchana kebabami, że ważyła swoje. Dostawa do centrum medycznego, a przy wejściu standardowa zabawa z kodami PIN. Było dziś ich naprawdę dużo.

Kolejne zlecenie to McDonald’s – 4 km za 9 zł. Tak, piękna stawka… Klientka źle zaznaczyła lokalizację na mapie, więc po telefonie musiałam zawrócić kawałek drogi. Na szczęście wyszła mi naprzeciw i odebrała zamówienie na ulicy.

Następnie zakupy z Biedronki – 5,5 km za 14 zł z dostawą na Oporów.

Później Uber zaczął zasypywać mnie kursami w stronę centrum, a nawet do Tyńca Małego, około 12 km. Wszystkie takie propozycje odrzucałam.

Zamiast tego przyjęłam Pasibusa na Bielanach – 7 km za 15 zł.

Zaraz po nim wpadł McDonald’s za 14 zł. Łącznie 6,7 km, ale wyglądało to trochę zabawnie. Byłam prawie na końcu Bielan, a restauracja znajdowała się z powrotem w moich okolicach. Sam dojazd do restauracji miał około 5 km, a od restauracji do klienta niecałe 2 km. Gdybym pojechała skrótem, byłoby jeszcze krócej.

Później dostałam podwójne zamówienie – kebab i pizzę. Łącznie 7 km za 25 zł.

W restauracji wydarzyła się ciekawa sytuacja. Pracownica poprosiła mnie, żebym najpierw potwierdziła odbiór zamówienia w aplikacji Uber. Odmówiłam i powiedziałam, że najpierw chcę zobaczyć torbę z odpowiednim numerem, żeby mieć pewność, że faktycznie dostanę właściwe zamówienie.

Wyjaśniłam jej, dlaczego jestem taka ostrożna. Ostatnio potwierdziłam odbiór, a okazało się, że restauracja nie miała mojego zamówienia. Klient był zły, support przez blisko godzinę nie potrafił rozwiązać problemu, nie mogłam anulować kursu i ostatecznie pojechałam do klienta… z pustym plecakiem. Tamta sytuacja nauczyła mnie, żeby niczego nie potwierdzać, dopóki fizycznie nie zobaczę zamówienia.

Dalej był jeszcze McDonald’s – 4,3 km za 10 zł. Dzisiaj sporo czasu straciłam na czekaniu w McDonald’s.

Na zakończenie dnia trafił się jeszcze jeden McDonald’s. Dostawa prowadziła praktycznie na moją wioskę, bardzo blisko osiedla, na którym mieszkam. 4 km za 13 zł. Uznałam, że to idealny moment, żeby zakończyć pracę i wrócić do domu.

Na miejscu przywitało mnie jeszcze szczekanie kilku psów. Człowiek przywozi jedzenie, a zamiast wdzięczności dostaje koncert na cztery gardła. Takie tam standardowe powitanie 😀

Podsumowując – finansowo nie był to wybitny dzień i godzinówka wyszła słaba. Mimo wszystko cieszę się, że w końcu ruszyłam z domu. Trochę się poruszałam, mięśnie przypomniały sobie, że istnieją, a rower po tygodniu postoju znowu wyjechał na trasę.

Zdjęć tym razem nie będzie. Nie było czego fotografować, nie było kiedy, a przede wszystkim… nie było chęci.

Jak to było w jednym z moich ulubionych filmów (RRRrrrr!!!):

– Brak czasu?
– Brak chęci. 😄

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *