Ramen x4, 90 km, 17 dostaw i stopka, która miała dość życia

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 7 godzin
💵 204,16 zł (12 zł napiwków)
💰 29 zł na godzinę
🛒 17 dostaw / 90 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś był jeden z tych dni, kiedy aż chce się wsiąść na rower i po prostu jechać przed siebie. Ciepło, słońce, lekki wiatr – idealne warunki. Jeździło się tak dobrze, że nawet nie czułam, kiedy mijały kolejne godziny. Finalnie wyszło aż 7 godzin pracy, 90 km na liczniku i 17 dostaw. Do domu wróciłam przy pięknym zachodzie słońca, wciąż w ciepłym, spokojnym wieczorze – naprawdę przyjemne zakończenie dnia.
Zamówień było sporo, choć stawki… coraz słabsze. Coraz trudniej dobić do 100 zł, a 200 zł to już naprawdę trzeba się nakręcić i solidnie zmęczyć. Dziś też było czuć, że trzeba się napracować – kursy krótkie, często za 8-12 zł, więc żeby uzbierać sensowną kwotę, trzeba ich zrobić naprawdę dużo.
Dzień zaczęłam od Wolta – kuchnia wietnamska, 3 km za 10 zł. Potem Uber i McDonald’s – 2,5 km za 9 zł. Kolejny Wolt i ramen – 2 km za 9 zł. Później znowu Uber, McDonald’s – 3 km za 11 zł, ale tu miła niespodzianka, bo wpadło jeszcze 10 zł napiwku. Dalej było indyjskie z Wolta – 3,5 km za 12 zł, dostawa do salonu samochodowego. Następnie Uber – 5,5 km za 14 zł, tym razem do sklepu z łożyskami, tulejami i łańcuchami.
Kolejne kursy to już klasyka: McDonald’s, ramen, wietnamskie, tajskie – dziś ramen woziłam aż cztery razy. Zawsze mnie to bawi, że jednego dnia prawie nie trafia się dana restauracja, a innym razem wraca się do niej kilka razy pod rząd. Było też KFC na Bielanach – dwa razy, za 15 zł i później za 13 zł, więc raczej symboliczne stawki jak na taki dystans.
W międzyczasie trafiła się też paczka na Uberze – 6 km za 15 zł, mała i lekka, więc poszło ekspresowo. W 20 minut miałam ją doręczoną i mogłam lecieć dalej.
Pod koniec dnia byłam już wyraźnie zmęczona – głodna, bo przez całe 7 godzin zjadłam tylko mały batonik i coraz bardziej czułam w nogach te kilometry. Mimo to wzięłam jeszcze ostatnie zamówienie, żeby dobić do 200 zł. Trochę na ambicji, trochę z przyzwyczajenia.
W trakcie pracy pojawił się też mały problem techniczny – stopka w rowerze zaczęła wariować. Nagle zrobiła się jakby za krótka, rower ledwo stał i miałam wrażenie, że zaraz się przewróci. Nie chciałam ryzykować, więc podjechałam do pobliskiego serwisu rowerowego. Pan dosłownie w chwilę ogarnął temat – wyciągnął stopkę, dokręcił śrubkę i uświadomił mnie, że… jest regulowana. A ja zdziwiona jak dziecko: „serio?”. 😄 Teraz rower stoi stabilnie, jak trzeba. Najlepsze? Nic nie chciał za to pieniędzy. Naprawdę fajne miejsce – zawsze pomocni, szczególnie w takich nagłych sytuacjach w trakcie pracy.
I wszystko wskazuje na to, że ten hałas z tyłu roweru, który od dawna mnie irytował, to była właśnie ta stopka – każdego dnia odkręcała się po kawałku, latała i obijała, robiąc zamieszanie. Teraz w końcu jest ciszej i można normalnie jeździć nawet po dziurach bez tego wkurzającego dźwięku. A ten wczorajszy pisk? Okazało się, że to był po prostu suchy łańcuch – dziś go nasmarowałam i nareszcie zapanowała cisza także podczas jazdy.
Mimo zmęczenia to był naprawdę dobry dzień. Dużo jazdy, ładna pogoda, kilka miłych momentów po drodze i satysfakcja na koniec.


