Rekordowa dniówka na rowerze! Prawie 300 zł i godzinówka 51 zł/h – Uber zaszalał!

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godz. 35 min.
💵 286,54 zł (11,54 zł napiwków)
💰 51 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 80 km
🍔 Uber

Uber sypał zamówieniami jak śniegiem w latach 80.!

Dziś był totalny SZTOS! 🔥 Uber sypał zamówieniami jak śniegiem w grudniu w latach 80.! To chyba mój rekord pod względem zarobków i godzinówki, a przynajmniej nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze mi poszło. Trafiały się dalekie podwójne i potrójne zamówienia za naprawdę grube stawki. Bywało nawet 75 zł w godzinę! Takie perełki to ja rozumiem!

Odrzuciłam chyba z 30 zamówień, a może nawet więcej. Uber proponował mi tak dalekie i dziwne trasy, że czasami zastanawiałam się, czy ktoś nie pomylił Wrocławia z jakąś wyprawą międzyplanetarną. Drugi koniec miasta, odległe wsie, kilometry do pokonania w jedną stronę… Nie było rady, trzeba było przebierać w ofertach i wybierać te najbardziej opłacalne.

Co ciekawe, zarezerwowałam aż sześć godzin bloków na Pyszne, a ostatecznie nie przejeździłam tam ani minuty! Uber tak zdominował mi dzień, że nawet kiedy Wolt podrzucił mi dwa zamówienia, musiałam je odrzucić. Nie dało się być w trzech aplikacjach jednocześnie, kiedy jedna z nich dosłownie zasypywała mnie ofertami.

Pogoda również dopisała. Było pięknie, ciepło, a miejscami wręcz gorąco na słońcu. Jedynym minusem był mocny wiatr, przez który bateria w moim elektryku schodziła szybciej niż zwykle. Ale przy takich stawkach nie zamierzałam narzekać!

Pierwsza dostawa i sześć kebabów do krwiodawstwa

Ledwo wyjechałam, a Uber już przydzielił mi pierwsze zamówienie: kebab do punktu krwiodawstwa przy szpitalu. 5 kilometrów za 15 zł. Brzmiało całkiem dobrze, więc ruszyłam!

Na miejscu zaczęły się jednak poszukiwania klienta. Pytałam pacjentów, rozglądałam się i próbowałam ustalić, gdzie dokładnie mam dostarczyć jedzenie. Okazało się, że zajechałam pod stomatologię, a krwiodawstwo znajdowało się dalej. Na szczęście klient zadzwonił i pomógł mi się odnaleźć.

A najlepsze było to, że wiozłam aż sześć kebabów! Niezły początek dnia.

Kiedy wracałam, rozpętało się prawdziwe zamówieniowe szaleństwo. Uber, Wolt i Pyszne.pl zaczęły rzucać ofertami niemal jednocześnie. Stałam na światłach i musiałam wybierać, odrzucać, analizować stawki i kilometry. W końcu zjechałam na pobocze, żeby w spokoju zdecydować, co najbardziej mi się opłaca.

I wtedy wpadło potrójne zamówienie!

Potrójne zamówienie za 42 zł – idealny powrót na mój rejon

Odbiór z Gaju, a po drodze aż trzy lokale: Kebab Malczyńscy, Chleboteka i El Gordito. Sam dojazd do pierwszego punktu wynosił około czterech kilometrów, ale dostawy prowadziły w kierunku mojego rejonu na Partynicach. Czyli dokładnie tak, jak lubię!

Najpierw odebrałam kebaba, następnie ruszyłam po zamówienie do Chleboteki, a później do El Gordito. Trzy punkty odbioru, trzy dostawy i ciągłe pilnowanie, żeby wszystko przebiegło sprawnie.

Chlebotekę zawiozłam do firmy, gdzie po odbiór wyszedł ochroniarz. Następnie dostarczyłam zamówienie z El Gordito, a na sam koniec pojechałam z kebabem do mojej wioski, praktycznie pod sam blok!

Całość zajęła mi godzinę. Przejechałam 15 km i zarobiłam 42 zł.

Całkiem przyjemnie, ale to, co wydarzyło się później, przebiło ten wynik!

Rekordowe potrójne zamówienie za 80 zł! 🚴‍♀️💰

To było chyba najlepsze i najdroższe potrójne zamówienie, jakie dotychczas miałam. 18 km, godzina i 17 minut jazdy oraz aż 80 zł zarobku!

Z mojej wioski musiałam wrócić kilka kilometrów na Gaj, ale za to wszystkie trzy dostawy prowadziły idealnie w stronę mojego rejonu. Taka trasa to prawdziwy skarb!

Najpierw pędziłam do koreańskiej budki Chingu. Jechałam jakieś 15 minut, dotarłam zdyszana i podaję numer zamówienia. A pracownicy informują mnie, że jedzenie jeszcze nie jest gotowe i trzeba poczekać około 12 minut.

Ja zdziwiona:

– Co?! A ja tu 15 minut jechałam! 😀

No ale cóż, nie było wyjścia. Zostałam i poczekałam. Na szczęście ostatecznie nie trwało to aż tak długo, jak zapowiadali.

Odbieram jedzenie i lecę po kebaba. Kebab zaliczony, więc teraz pędzę po trzecie zamówienie – hamburgera. W końcu mam komplet!

Dopiero teraz mogłam ruszyć do klientów. Byłam tak podekscytowana, że aż chciało mi się śmiać. Tak dobrze płatne potrójne zamówienie nie trafia się codziennie!

Najpierw dostarczyłam hamburgera, potem kebaba, a na koniec koreańskie jedzenie z Chingu.

Finisz!

Zdyszana, zmęczona, ale szczęśliwa! Takie zamówienia potrafią człowieka porządnie nakręcić do dalszej jazdy.

Nie miałam dziś praktycznie ani chwili przerwy. Cały czas jeździłam na pełnych obrotach, ile tylko miałam sił. Jedno zamówienie za drugim, a między nimi kolejne oferty i szybkie decyzje.

Zakupy z Biedronki i schody, które prowadziły donikąd

Następnie Uber podrzucił mi zakupy z Biedronki: 7,5 km za 16 zł. Trochę ciężkie, ale jeszcze do ogarnięcia.

Na szczęście nie musiałam czekać na przygotowanie zakupów, bo kiedy dotarłam na miejsce, wszystko było już gotowe.

Dojeżdżam pod bloki, stawiam rower i już mam wchodzić po dużych schodach. Wtedy przechodzący obok pan mówi mi, żebym tam nie szła, bo niczego tam nie znajdę.

Trochę mnie to zirytowało, bo chciałam sama sprawdzić, co znajduje się na górze. Ale po chwili okazało się, że miał rację! Nie było tam żadnych klatek schodowych ani wejść do mieszkań, tylko ogródek. Haha!

Dobrze, że mnie pokierował, bo zaliczyłabym niepotrzebną wycieczkę po schodach. Zrobiłam zawrotkę, pojechałam we właściwym kierunku i bez problemu dotarłam do klientki.

Następnie przyszła kolej na Meatologię: 6 km za 15 zł. Później kebab – 7 km za kolejne 15 zł.

I właśnie przy tej dostawie wpadł mi dodatkowy bonus w postaci napiwku!

Napiwek od stałego klienta i kolejne potrójne za 75 zł

Od klienta dostałam aż 6 zł napiwku. Coś mi podpowiadało, że mogę coś otrzymać, bo kojarzyłam już tego pana z wcześniejszych dostaw. Wydaje mi się, że poprzednim razem dostałam od niego nawet 10 albo 20 zł!

Miła niespodzianka, szczególnie że napiwki zawsze poprawiają humor po wielu kilometrach na rowerze.

A potem, kiedy znajdowałam się już na kompletnym zadupiu, Uber ponownie pokazał, na co go stać.

Wpadło kolejne potrójne zamówienie: 17 km za 75 zł!

Całość zajęła mi godzinę i 10 minut. Jak na taką odległość i trzy dostawy, stawka była naprawdę świetna.

Z tego miejsca musiałam pojechać na Gaj do El Gordito, a następnie do Two Guys po kebaba. W tym drugim lokalu byłam po raz pierwszy i zaliczyłam małą wpadkę.

Z rozpędu weszłam do sąsiedniej pizzerii! Podaję numer zamówienia, a pracownicy mówią mi, że odbiór nie odbywa się u nich.

Ja nadal przekonana, że jestem we właściwym miejscu, ponownie podaję numer. Oni znowu tłumaczą, że to nie ten lokal i że prawdopodobnie chodzi o budynek obok.

Dopiero wtedy mnie olśniło:

– Aaa, sory, faktycznie! 😀

No cóż, pierwsze koty za płoty. Przynajmniej już wiem, gdzie znajduje się Two Guys!

Uber miesza w trasie, czyli dodatkowy kebab po drodze

Kiedy jechałam już z kebabem w kierunku mojej wioski, Uber dobrał mi kolejne zamówienie – następnego kebaba, tym razem do salonu Hondy.

I tutaj zrobiło się trochę bardziej skomplikowanie.

Zamiast pojechać bezpośrednio do pierwszego klienta, musiałam najpierw odebrać dodatkowe zamówienie, następnie dostarczyć jedzenie klientowi na mojej wiosce, a potem zawrócić i pojechać do salonu Hondy.

W efekcie klienci musieli poczekać dłużej, a ja miałam dodatkowe kilometry do przejechania.

Na szczęście dostawa do salonu Hondy również miała swoje plusy. Była tam gotówka do odebrania, a do tego dostałam 5 zł napiwku.

Kolejne złotówki wpadły do dziennego bilansu!

Seria absurdalnie dalekich zamówień i podejrzana sytuacja przy kebabie

Po dostawie czekałam na kolejne zlecenie. Uber jednak postanowił sprawdzić moją cierpliwość i zaczął proponować mi serię bardzo dalekich tras – aż za Psie Pole, na drugi koniec Wrocławia albo jeszcze dalej.

Odrzucałam jedno zamówienie za drugim. Nie miałam zamiaru jechać kilkunastu kilometrów tylko po to, żeby potem wracać na pusto. Nawet w tak dobrym dniu trzeba kalkulować, bo liczba zamówień to nie wszystko. Liczy się również czas, dystans i to, ile faktycznie zostaje za godzinę pracy.

W końcu pojawiła się oferta idealna na zakończenie dnia: Inżynier Kebab, 6 km za 19 zł.

Biorę!

Podczas oczekiwania pod budką siedziała obok mnie para – kobieta i mężczyzna. Ich zachowanie sprawiało wrażenie, jakby mogli być pod wpływem alkoholu lub narkotyków, a może jednego i drugiego. Sprawiali wrażenie mocno odurzonych. Do tego prowadzili głośną rozmowę tuż obok mnie, więc mimowolnie zaczęłam przysłuchiwać się temu, co mówią.

Z tego, co zrozumiałam, rozmawiali o moim rowerze, sprawdzaniu jego ceny w internecie i o tym, za ile można byłoby go sprzedać. Ich rozmowa i zachowanie wzbudziły mój niepokój. Zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie mają zamiaru go ukraść. Nie wiedziałam, jakie dokładnie mieli zamiary, ale cała sytuacja zrobiła się dla mnie na tyle podejrzana, że poczułam się nieswojo.

Dlatego, kiedy tylko odebrałam kebaba, szybko się stamtąd ulotniłam! 😅 Co chwilę zerkałam za siebie, żeby upewnić się, że nikt za mną nie idzie ani nie próbuje niczego kombinować.

Na szczęście ostatnia dostawa znajdowała się idealnie obok mojego osiedla. Dostarczyłam jedzenie i mogłam wreszcie zakończyć ten intensywny dzień.

Prawie 300 zł w jeden dzień! Takiej dniówki dawno nie miałam

Kiedy podsumowałam cały dzień, aż sama byłam zaskoczona wynikiem.

Prawie 300 zł zarobku i około 51 zł na godzinę!

To był dzień, w którym praktycznie wszystko się zgrało: wysokie stawki, dużo zamówień, dobrze ułożone potrójne dostawy i możliwość wybierania najlepszych ofert spośród wielu propozycji.

Oczywiście nie zabrakło też długich dojazdów, czekania na jedzenie, pomyłek przy lokalach, dodatkowych kilometrów i sytuacji, które przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Ale właśnie na tym polega praca kuriera – nigdy nie wiesz, co przyniesie kolejna godzina.

Szczególnie cieszą mnie dwa potrójne zamówienia: jedno za 80 zł, a drugie za 75 zł. To one mocno podbiły dzisiejszy wynik. Gdyby takich ofert było więcej każdego dnia, praca na rowerze wyglądałaby zupełnie inaczej!

Nie nastawiam się jednak, że taki wynik będzie się regularnie powtarzał. W dostawach wszystko zależy od liczby zamówień, stawek, pogody, pory dnia i szczęścia. Dzisiaj Uber zdecydowanie się popisał!

Jestem zmęczona, nogi swoje przejechały, bateria dostała w kość od wiatru, ale humor mam doskonały.

Prawie 300 zł, rekordowa godzinówka i dzień pełen przygód. Uberze, oby więcej takich dni! 😁🚴‍♀️💚

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *