Rok od zakupu roweru. Rok frustracji, serwisów i walki

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 147,2 zł (8 zł napiwków)
💰 29 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 65 km
🍔 Uber / Wolt

Dziś mija dokładnie rok od dnia, w którym kupiłam nowy rower. Niestety to był rok, w którym nie dano mi w pełni cieszyć się jazdą. Rok walki, wizyt w serwisach, kolejnych napraw, sporów, niekończących się rozmów i prób udowodnienia, że problem naprawdę istnieje.

Od samego rana odwiedziłam dwa inne serwisy rowerowe, żeby zasięgnąć opinii na temat hałasu, który od miesięcy wydobywa się z mojego roweru. Przez te wizyty straciłam trochę czasu, mniej pojeździłam i mniej zarobiłam, ale już naprawdę chciałam usłyszeć, czy tylko ja słyszę ten dźwięk.

I nie – nie słyszę go tylko ja.

W pierwszym serwisie od razu zauważono problem. Mechanicy usłyszeli szuranie dochodzące z okolic silnika i poprosili, żebym przesłała nagranie dźwięku, które chcą przekazać producentowi. W końcu ktoś potraktował mnie poważnie. Dowiedziałam się również, jakie dalsze kroki mogę podjąć, jeśli reklamacja nadal będzie ignorowana.

Przez długi czas starałam się być cierpliwa i wyrozumiała, ale cierpliwość kiedyś się kończy. Ja naprawdę nie oczekuję cudów. Chcę tylko sprawny rower. Jeśli coś hałasuje, szura i przeszkadza w jeździe, to nie będę udawała, że problemu nie ma.

Pierwsze zamówienie dnia na Uber to KFC na Bielanach – 7,3 km za 16 zł. Ciężki kubełek kurczaków i dostawa do dużego domu, z którego wybiegł mały, biały piesek cieszący się na mój widok. Takie chwile zawsze poprawiają humor.

Później Wolt dał krótką dostawę – 1,7 km za 7 zł. Następnie potrójne zamówienie z kuchni indyjskiej – 4,8 km za 19 zł. W restauracji czekałam około 15 minut, ponieważ mieli bardzo dużo zamówień. Klientów informowałam o opóźnieniu, a trzy torby z jedzeniem nie należały do najłatwiejszych do przewiezienia. Dna papierowych toreb były lekko przemoknięte, więc trzeba było bardzo uważać.

Będąc na Jagodnie, odwiedziłam kolejny serwis rowerowy. Pan dokładnie mnie wysłuchał, obejrzał rower i również bez problemu usłyszał hałas dochodzący z okolic silnika. Był zdziwiony, że sklep, w którym kupiłam rower, nie widzi problemu. Poświęcił mi swój czas, fachowo doradził i pokazał, że dobry serwis naprawdę istnieje. Tym bardziej żałuję, że sama trafiłam tak niefortunnie.

Niestety przez kolejne godziny musiałam jeździć z tym nieustannym szuraniem. Dźwięk doprowadzał mnie do szału, rozpraszał i odbierał całą przyjemność z jazdy. Zamiast myśleć o pracy czy cieszyć się trasą, cały czas słuchałam roweru.

Kolejne kursy to pizza na Tarnogaj, potem Solleim z Ferio Gaj, w którym czekałam 20 minut, z dostawą na Grabiszyn. Po drodze okazało się, że na części Grabiszyna nie działała sygnalizacja świetlna. Samochody stały, piesi nie wiedzieli, kiedy przechodzić, a rowerzyści próbowali przecisnąć się między autami. Prawdziwy chaos.

Później był Carrefour z CH Borek, 2 odrzucone kursy z KFC, a następnie podwójne zamówienie Ubera – kuchnia indyjska i koreańska, łącznie 10 km za 28 zł. Dostałam też 3 zł napiwku.

Jednym z ostatnich zamówień był ramen. Pod blokiem klientki rosły przepiękne lawendy, które od razu przyciągnęły moją uwagę. W końcu udało mi się zrobić kilka zdjęć i znaleźć coś pozytywnego w tym dniu.

Na zakończenie przyjęłam daleki kurs – 10 km za 21 zł, ale idealny, bo prowadził praktycznie pod mój blok. Odbiór był z Chleboteki na Oporowie. Trasa była długa, ale przyjemna, a na miejscu czekał bardzo miły klient i jego śliczny biały króliczek. Chwilę porozmawialiśmy i pośmialiśmy się. Dostałam 5 zł napiwku.

Niestety już po powrocie do domu zadzwonił właśnie ten klient. Okazało się, że w zamówieniu brakowało jednego chleba. Zamawiał dwa, a restauracja spakowała tylko jeden. Ja przekazałam wszystko, co otrzymałam, ale to kolejna sytuacja, w której restauracja popełnia błąd, a później to kurier musi tłumaczyć się klientowi.

Mimo wszystko udało się dziś zarobić całkiem przyzwoitą kwotę. Szkoda tylko, że ten dzień zapamiętam głównie przez hałasujący rower.

Jest mi trochę smutno, bo od roku walczę o coś, co od początku powinno po prostu działać. Ale mam za to zdjęcia pięknych lawend, kilka miłych spotkań i świadomość, że nie zamierzam się poddawać.

Problemy są, ale jadę dalej. 🚴‍♀️💜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *