Rozlany ramen, paczka ekspres i balonowa fiesta

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
4 godziny
💵 124,45 zł (5,84 zł napiwku)
💰 31 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Dziś poczułam pierwszy prawdziwy chłód na delivery.
Taki już prawie mróz, że aż w dłonie było zimno, mimo rękawic. Jak na niedzielę – słabo. Początek dnia to totalna posucha: stałam, czekałam i nic nie wpadało. Cisza w aplikacjach, zero ruchu.

Pierwsze zamówienie pojawiło się dopiero na Uberze – paczka, 7,5 km za 22 zł. Wzięłam, choć z tyłu głowy miałam obawy, że znowu ktoś anuluje w trakcie jazdy, jak to już bywało. Na szczęście tym razem obyło się bez niespodzianek.

U klienta okazało się, że paczka to lekka torba z rzeczami. Klient wyszedł wyraźnie zdziwiony – pierwszy raz widział, żeby kurier na rowerze odbierał paczkę. Był też trochę przejęty, że mam jechać ponad 5 km rowerem, dopytywał, czy to nie za daleko i czy dam radę. Uspokoiłam go, że spokojnie, nie takie trasy już robiłam, a na elektryku pójdzie szybko.

I faktycznie – pędziłam, żeby sprawnie to zamknąć. Całość zrobiłam w jakieś 25 minut, więc odbiorca był w szoku, że tak szybko. Do tego klient dorzucił 5 zł napiwku, co bardzo poprawiło humor. Kurs zakończył się na Bielanach, gdzie po drodze wpadło jeszcze KFC, a potem wróciłam już na swoje rejony.

Gdy Uber i Wolt milczeli, odezwał się – ku mojemu zaskoczeniu – Bolt, z krótkim, sensownym kursem. Miła odmiana.

No i oczywiście… ramen.
Klasyczna loteria: rozleję czy nie rozleję? Jechałam bardzo powoli i ostrożnie, ale już przy kliencie, gdy otworzyłam plecak i dotknęłam dna… mokre. Od razu poprosiłam o płaski talerz, żeby coś podłożyć. Zupa się wylała – nie tak dramatycznie jak kiedyś, ale jednak. Było wycieranie, gąbka i chusteczki poszły w ruch.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że klient powiedział, iż jemu pierwszy raz się coś takiego zdarzyło, a ja z kolei, że od nich już kilka razy ramen się wylewał. I w tym momencie robi się niezręcznie, bo wychodzi, jakby to była moja wina, a prawda jest taka, że tragicznie pakują jedzenie, mimo zgłaszanych uwag.

Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że muszę wozić ze sobą dodatkowe reklamówki – jak coś się rozleje, to przynajmniej plecak zostanie suchy. A tak: czas ucieka na czyszczenie, plecak śmierdzi, ręce brudne, nerwy gotowe.

Na koniec wpadła jeszcze pizza w stronę domu. Zrobiło się ciemno, poczekałam chwilę na kolejne zamówienia, ale nic już nie wpadło, więc wróciłam.

Wracając, nie mogłam oderwać wzroku od nieba – nad Wrocławiem latały piękne balony, widok był niesamowity. Każdy, kto je widział, był pod wrażeniem. Taki mały bonus na zakończenie chłodnego, nierównego dnia 🎈❄️🚴‍♀️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *