Serwis poczeka, delivery wzywa

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 152,62 zł (10 zł napiwku)
💰 38 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber
Rano pojechałam do serwisu rowerowego na przegląd. Plan był prosty: zostawić rower i zrobić sobie dzień przerwy od delivery. Na miejscu okazało się, że do wymiany jest już zużyty łańcuch i możliwe, że wyjdzie jeszcze coś dodatkowego. Niestety usłyszałam termin… dopiero na środę. No i to od razu odpada – nie ma mowy, żebym zostawiła rower na kilka dni, żeby sobie leżał przez weekend, kiedy jeszcze spokojnie mogę pojeździć. Ustaliliśmy więc, że wrócę w poniedziałek. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak duży to był błąd i co mnie spotka w weekend* (pisane z perspektywy dwóch miesięcy później).
Wróciłam do domu, szybka decyzja, plecak na plecy i w drogę. Pogoda dopisała, było jasno, przyjemnie i zamówienia wpadały całkiem ładnie. Poza jedną dłuższą przerwą – ponad pół godziny totalnej ciszy – dzień szedł płynnie, a to zawsze poprawia humor. Gdyby nie ta przerwa, wynik byłby jeszcze lepszy.
Wpadło kilka dalszych kursów i nawet napiwek 10 zł do ręki, co zawsze cieszy podwójnie. Najbardziej emocjonujące było podwójne zamówienie na Wolcie: ramen i pizza… połączenie wręcz „idealne”. Po odebraniu ramenu jechałam praktycznie na wstrzymanym oddechu, żeby absolutnie nic się nie rozlało i nie zniszczyło pizzy. Najpierw szybka dostawa pizzy, potem kilka kilometrów z samym ramenem – na szczęście dowiozłam wszystko w całości, bez strat i dramatu.
Na koniec, już wracając do domu, kupiłam sobie kebaba. Było ciemno i zrobiło się nagle bardzo zimno – jeszcze niedawno było ciepło, a tu nagle taki chłód, że dłonie momentalnie zmarzły. Ale ja to lubię. Ten moment powrotu po udanej robocie: zmęczona, zmarznięta, ale z poczuciem, że dzień się udał. Jest w tym coś bardzo satysfakcjonującego.
