Słońce, napiwki i życzliwi ludzie na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5.5 godzin
💵 181,13 zł (25 zł napiwków)
💰 33 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 72 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Pogoda znowu rozpieszczała. Cały dzień był słoneczny, choć dziś dawał się we znaki zimny wiatr, przez co momentami było chłodniej niż wczoraj, mimo że temperatura na termometrze była niższa.

Początek dnia nie zapowiadał się jednak zbyt optymistycznie. Kolejny raz długo była kompletna posucha w aplikacjach – czekałam, krążyłam, sprawdzałam telefon i… nic. Na szczęście z czasem zaczęło się rozkręcać, szczególnie pod wieczór. Ostatecznie wyszedł bardzo przyjemny dzień – pełen życzliwości, uśmiechów i miłych spotkań.

Miałam chyba ze cztery propozycje z Ubera, ale wszystkie odrzuciłam. Dalekie kursy w stronę miasta, słabo płatne albo gdzieś na totalne zadupie, skąd wracałabym na pusto. Wzięłam więc tylko jednego Ubera – pierwsze zamówienie dnia. 8 km za 22 zł, ramen na Gaj. Jechałam niemal w pozycji wyprostowanej, żeby przypadkiem nic się nie rozlało.

Po drodze zobaczyłam kobietę jadącą niemal identycznym rowerem jak mój. Uśmiechnęłam się i krzyknęłam: „Fajny rower!”. Roześmiałyśmy się obie i każda pojechała w swoją stronę.

Na miejscu zostawiłam rower przed osiedlem i kawałek poszłam pieszo. W windzie spotkałam kuriera InPostu – bardzo miłego. Wskazał mi piętro i powiedział, w którą stronę iść do drzwi. On jechał piętro wyżej, ja dostarczałam niżej. Gdy już skończyłam i przywołałam windę, okazało się, że specjalnie ją przytrzymał, żeby nie zjechała na dół i żeby nie musiał czekać. Zjechaliśmy więc razem, a potem jeszcze kawałek szliśmy przez osiedle, rozmawiając. Wytłumaczył mi nawet, którędy następnym razem najlepiej wjechać na osiedle rowerem – będzie szybciej. Na koniec życzył mi miłej pracy. Takie krótkie rozmowy naprawdę potrafią umilić dzień. Lubię te momenty, kiedy na drodze spotyka się życzliwych ludzi.

Potem już głównie Wolt dawał zamówienia i wpadł jeden Bolt. Wolt niestety pociągnął mnie dalej w stronę miasta – a tam nie lubię jeździć. Za duży ruch, ciągłe stanie na światłach, dużo hałasu i nerwowej jazdy. To nie mój klimat. Jak tylko dostarczyłam zamówienie, zrobiłam szybkie zdjęcia architektury, wyłączyłam aplikacje i skierowałam się z powrotem w moje spokojniejsze rejony.

Tam od razu zrobiło się lepiej – pojawiły się zamówienia i jazda znowu była przyjemna.

Jedno z nich dostarczyłam parze z Ukrainy. Już miałam odjeżdżać, gdy kobieta zawołała mnie i zapytała, czy mogę chwilę zaczekać. Pomyślałam, że pewnie chce skoczyć po napiwek. I faktycznie – wróciła z banknotem 20 zł. Totalnie zrobiła mi dzień.

Chwilę później w aplikacji pojawił się jeszcze napiwek 5 zł za McDonald’s.

Potem Wolt znowu pociągnął mnie na Gaj – 6 km za 19 zł. Tym razem jednak pasowało mi to, bo dostawa była w moją stronę. Po drodze dobrało jeszcze kolejne zamówienie za 9 zł, więc wyszło całkiem przyzwoicie.

Słońce zaczynało już powoli zachodzić. To jest jeden z tych momentów dnia, które uwielbiam – kiedy jedzie się rowerem przy ciepłym, złotym świetle zachodzącego słońca. Promienie ogrzewają twarz, droga robi się spokojniejsza, a ja pędzę z zamówieniem i wszystko idealnie się zgrywa.

Włączyłam Bolta i miałam takie przeczucie, że znowu będzie sushi – ostatnio praktycznie tylko to mi tam wpada. I oczywiście… było sushi. Na szczęście z dostawą niedaleko. Klientka bardzo miła, na koniec życzyła mi miłego weekendu.

Na sam koniec wzięłam jeszcze McDonalda, kiedy już praktycznie wracałam do domu. Musiałam zawrócić i podjechać po odbiór. Przy ladzie stał chłopiec, który płacił za swoje zamówienie drobniakami. Zbierał monety, liczył i kładł na ladę. Pracownik powiedział, że brakuje 50 groszy. Prawie identyczna sytuacja jak ostatnio z dziewczynką w Żabce. Bez zastanowienia powiedziałam, że dołożę mu te 50 groszy – to przecież drobnostka. Chłopiec podziękował dwa razy i miał taką zadowoloną minę, że aż mi się zrobiło miło.

Małe gesty, które potrafią komuś zrobić dzień.

Finansowo wyszło lepiej, niż się spodziewałam po tym słabym początku. Wracałam do domu zmęczona, ale bardzo zadowolona – z dnia pełnego słońca, jazdy rowerem i zwykłej ludzkiej życzliwości.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *