Spokojny dzień na delivery – udana godzinówka, pięć pizz, klient bez ubrań i klientka, która nie odbierała

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godz. 30 min.
💵 168,09 zł (2,63 zł napiwków)
💰 37 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 65 km
🍔 Uber / Wolt

Taka sama godzinówka jak wczoraj, czyli kebab, pizza, ramen i piękny kot pod wiaduktem

Wydawało mi się, że dzisiaj szło mi trochę gorzej niż wczoraj. Zamówienia nie wyglądały aż tak dobrze, Uber nie rozpieszczał stawkami, a część kursów była zdecydowanie z tych, które człowiek najchętniej odrzuca. Ostatecznie jednak okazało się, że godzinówka wyszła dokładnie taka sama jak wczoraj. Czyli nie było tak źle, jak mi się początkowo wydawało.

Tym razem postawiłam na połączenie Ubera z Woltem. Uber nie zawsze dawał godne uwagi kursy i miałam wrażenie, że zamówień było trochę mniej, więc Wolt całkiem dobrze uzupełniał braki. Najważniejsze jednak, że praktycznie cały czas coś wpadało. Nie było długich przestojów ani bezczynnego kręcenia się po mieście w oczekiwaniu na zamówienie.

15 stopni, ale całkiem przyjemnie

Pogoda była dzisiaj naprawdę fajna. Niby tylko 15 stopni, ale nie było wiatru, więc odczuwalnie było przyjemniej niż wczoraj, kiedy temperatura była wyższa. Czuć już jednak jesień, szczególnie wieczorem.

Tym razem założyłam więc czapkę i komin na szyję. W ciągu dnia nie było mi w nich za ciepło, a kiedy zrobiło się później, bardzo się przydały. Zwłaszcza w drodze powrotnej do domu temperatura mocno spadła i zrobiło się już zwyczajnie zimno.

Uber od razu rzucił mi 6 kilometrów

Ledwo wyjechałam i już wpadło pierwsze zamówienie z Ubera – 6 km za 16 zł.

I tutaj przypomniałam sobie o czymś, o czym kompletnie zapomniałam. W plecaku miałam paczkę, którą musiałam wysłać! Oczywiście zorientowałam się w ostatniej chwili.

Musiałam więc szybko zboczyć z trasy i migiem podjechać ją wysłać, zanim Uber zorientuje się, że jadę w zupełnie przeciwnym kierunku niż restauracja 😀 Na szczęście wszystko poszło sprawnie i po chwili znowu pędziłam do restauracji.

Potem Uber dał mi pierogi – 2,5 km za 11 zł.

I właśnie przy tym zamówieniu wydarzyła się pierwsza ciekawsza sytuacja.

„Oni nie odbierają telefonu” – czyli dostawa pierogów

Zajechałam pod nowy budynek, w którym znajdowały się różne firmy. Na recepcji siedziała pani, więc podeszłam i powiedziałam, że mam dostawę dla klientki.

Pani od razu powiedziała:

– Proszę do niej zadzwonić, to powinna zejść.

Po chwili dodała jednak, żebym nie liczyła specjalnie na to, że klientka odbierze, bo „oni tutaj nie odbierają telefonów”.

Pomyślałam tylko: no fajnie… 😀

Zaczęłam więc small talk z recepcjonistką, oczywiście dorzucając po drodze kilka żarcików. Dzwonię – cisza. Czekam – cisza.

Napisałam wiadomość, że czekam na dole. Też bez odpowiedzi.

W końcu mówię do recepcjonistki:

– No i co ja mam zrobić? Nie będę przecież czekać nie wiadomo ile.

Pani stwierdziła, żebym zostawiła jedzenie na stoliku.

No i dobra. Mówię:

– No i fajnie, będzie miała zimne.

Skoro ktoś nie odbiera telefonu, nie odpisuje na wiadomości i najwyraźniej ma wywalone na własne zamówienie, to co ja się będę przejmować i marnować swój czas?

Zostawiłam więc pierogi i ruszyłam dalej.

Wolt, McDonald’s i kurs na moją wioskę

Niedługo później odezwał się Wolt z azjatyckim jedzeniem – 5 km za 14,50 zł + 2 zł napiwku.

Potem Uber dał McDonald’s – 5 km za 15 zł, z dostawą na moją wioskę, do firmy transportowej. Na miejscu oczywiście musiałam trochę pokombinować, bo pomyliłam wejścia, ale na szczęście klient wyszedł na zewnątrz i szybko ogarnęliśmy przekazanie zamówienia.

Następnie Uber dorzucił Pizza Hut z Bielan, również z dostawą na moją wioskę. Do tego dobrało mi się jeszcze KFC z dostawą do hotelu na Bielanach.

I tutaj zrobił się całkiem przyjemny kurs.

Łącznie wyszło 15 km za 37 zł, a cała trasa zajęła mi prawie godzinę. Droga była dość długa i momentami niezbyt łatwa, ale wyszło całkiem przyzwoicie.

Coraz bardziej zauważam, że lepiej idzie mi dobieranie kursów, przebieranie w nich i wybieranie tych najbardziej korzystnych. Kiedyś brałam dużo kursów bardziej automatycznie, a teraz coraz częściej patrzę, dokąd jadę i czy kolejny kurs rzeczywiście mi się opłaca.

Ramen i nagi klient w drzwiach

Potem Wolt dał mi ramen – 4,3 km za 14 zł, tym razem gotówkowe.

Podjeżdżam pod adres, dzwonię, klient otwiera drzwi… i okazuje się, że stoi przede mną praktycznie bez ubrań 😀 Zakrywał się tylko drzwiami, więc podejrzewam, że maksimum, co miał na sobie, to bielizna.

No cóż. Niektóre dostawy potrafią człowieka zaskoczyć bardziej niż inne 😀

Uber zaczął rzucać dalekie i nieopłacalne kursy

Później Uber zaczął trochę kombinować. Pojawiały się różne dalekie i niezbyt opłacalne kursy, przy których wychodziło około 25 zł na godzinę.

Był między innymi kurs do Smolca – 10 km za 20 zł.

Podziękowałam.

Wzięłam za to Pizza Hut z CH Borek – 4 km za 15 zł. Na szczęście nie musiałam czekać na jedzenie. Ostatnio naprawdę mało co czekam w restauracjach. Na Uberze i Wolcie zamówienia zazwyczaj są już gotowe, kiedy przyjeżdżam.

Co innego Pyszne – tam większość zamówień wiąże się z czekaniem.

Piękny kot pod wiaduktem

Jadąc po pizzę, zauważyłam coś, co od razu przykuło moją uwagę.

Pod wiaduktem powstawał właśnie piękny, duży mural. Pan malował ogromnego kota i jakieś napisy, a w tle grała żwawa muzyka.

I powiem szczerze – wyglądało to świetnie.

Jeszcze kilka razy przejeżdżałam obok niego podczas dalszej jazdy. Muzyka leciała, facet malował, kot robił się coraz większy… aż chciało się zatrzymać i zatańczyć 😀

Szkoda tylko, że podczas delivery człowiek zazwyczaj nie ma czasu, żeby spokojnie usiąść i poobserwować takie rzeczy. Trzeba jechać dalej, bo następne zamówienie już czeka.

Zawrót do CH Borek i kolejne KFC

I rzeczywiście – chwilę później musiałam zawrócić do CH Borek, bo Uber dał mi KFC. Na szczęście również było z dostawą na tę samą ulicę – 4,5 km za 15 zł.

Czyli kolejny całkiem sensowny kurs bez zbędnego kręcenia się po mieście.

Dopiero potem udało mi się zrobić coś, na co ostatnio praktycznie nie mam czasu – zatrzymać się na kilka zdjęć.

Zamówień jest ostatnio tak dużo i wpadają tak jedno po drugim, że nawet kiedy widzę coś ciekawego, często nie mam kiedy wyjąć telefonu. Dzisiaj w końcu znalazła się chwila.

„Inżynier Kebab” znowu mnie rozbawił

Następnie Wolt dał mi Inżynier Kebab – 5,3 km za 17 zł.

Sama nazwa tej restauracji zawsze mnie śmieszy.

Kurs był całkiem przyzwoity, więc pojechałam.

Na koniec pięć pizz

Na sam koniec Wolt rzucił mi pizzę. A właściwie aż pięć pizz.

Kurs był krótki – 3 km za 10,50 zł. Zawiozłam zamówienie, oddałam pizzę klientowi i uznałam, że to będzie już koniec na dzisiaj.

Robiło się późno, temperatura spadała, a ja miałam jeszcze kawałek drogi do domu.

Tym sposobem zakończyłam dzisiejsze delivery i ruszyłam w stronę domu.

Spokojny dzień, ale wynik lepszy niż się spodziewałam

Ogólnie był to spokojny dzień. Właściwie niewiele się wydarzyło – żadnych większych przygód, problemów czy strat. I to chyba najważniejsze, szczególnie po wczorajszym dniu, kiedy trochę ich było.

Początkowo wydawało mi się, że zarobię dzisiaj mniej niż wczoraj, ale ostatecznie godzinówka wyszła taka sama. Czyli po raz kolejny okazało się, że pierwsze wrażenie potrafi być mylące.

Jestem więc zadowolona. Nie był to jakiś spektakularny dzień, ale był równy, bez większych przestojów i przede wszystkim bez nowych strat.

Z ręką coraz lepiej, a nowy sprzęt już w drodze

Z ręką też jest lepiej. Boli mniej i mam wrażenie, że z każdym dniem sytuacja się poprawia. Oby tak dalej.

A na koniec jeszcze dobra wiadomość – nowa latarka i plecak są już zamówione.

Plecak od razu wysłali, więc wszystko wskazuje na to, że już niedługo będę miała nówkę sztukę, nieśmiganą.

Będzie szpan na dzielni! 😀

Teraz tylko pozostaje czekać na dostawę i zobaczyć, jak nowy plecak sprawdzi się na kolejnych trasach. Oby tym razem przeżył trochę dłużej niż poprzedni.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *